Wrócił z pracy i odkrył pod domem podjazd, którego nie zamawiał. I tak dostał rachunek na 6200 dol.

Pewien Australijczyk odkrył pod swoim domem nowy, betonowy podjazd, którego nigdy nie zamawiał. Szybko okazało się, że robotnicy pomylili adresy. Firma budowlana i tak uznała, że to właściciel nieruchomości ma płacić, chociaż niczego nie zamawiał. Co na to prawnik?

Co może się wydarzyć, kiedy jesteśmy w pracy? Pewien Australijczyk przekonał się, że całkiem sporo, bo kiedy wrócił po 10-godzinnej zmianie, odkrył pod swoim domem zupełnie nowy betonowy podjazd. Po krótkiej rozmowie z robotnikami, którzy wciąż byli obecni na placu budowy, szybko wyjaśniło się, że doszło do pomyłki - konstrukcja miała powstać przy łudząco podobnym domu, położonym jednak kilka ulic dalej.

Wybudowali mu podjazd, chociaż nigdy go nie zamawiał. Kto za to zapłacił? 

Na tym sprawa się jednak nie skończyła, firma budowlana, pomimo oczywistej pomyłki, zażądała bowiem zapłaty. Próbowała przekonać właściciela nieruchomości, że co prawda niczego nie zamawiał, ale jednak stał się posiadaczem nowego podjazdu. Do zapłaty 6200 dol. australijskich (ok. 22 tys. zł) ostatecznie jednak nie doszło za radą prawnika - relacjonuje "obdarowany" nowym podjazdem na serwisie Reddit

>>> Eleganckie i ciekawe kolekcje mebli znajdziesz na Abra Meble <<<

Pomyli adresy, musieli zbudować dwa podjazdy

Ten miał doradzić swojemu klientowi, by nie płacił za niechciany podjazd ani centa - w formie "napiwku" czy też "rabatu". Twierdził, że wpłacenie jakiejkolwiek kwoty mogłoby być potraktowane za uznanie roszczenia. A to dawałoby budowlańcom podstawy, by jednak egzekwować pełną należność za podjazd. Firma budowlana usłyszała też, że to jej grożą finansowe konsekwencje. Formalnie rzecz biorąc, doszło do wtargnięcia na cudzy teren i zniszczenia mienia - nikt w końcu podjazdu nie zamawiał. 

Ostatecznie firma budowlana kosztami postanowiła obciążyć za pomyłkę swoich pracowników. A ci podjazd musieli zbudować kolejny raz - tym razem pod właściwym domem. 

Użytkownicy portalu Reddit opisali podobne sytuacje. "Mój ojciec był księgowym, jego klient kilkadziesiąt lat temu sprzedał niewielki kawałek pola pod maszt GSM. Kiedy przyjechał na miejsce, odkrył, że konstrukcja powstaje po złej stronie płotu. Przerażony zaczął prosić, by wstrzymać budowę, bo ta powstaje u sąsiada. Robotnicy wyjaśnili mu jednak, że to płot został wybudowany w złym miejscu. Dzięki temu rolnik zyskał dodatkowy pas sześciu metrów ziemi".