Patoturyści na klatce. Zaczepiają dziewczynki i imprezują. Mieszkańcy mają dość. "Dostaję palpitacji"

- Mam dwie córki. Pijani goście regularnie zaczepiają je, proponują im spędzenie nocy w wynajętym mieszkaniu - tak o mieszkaniu w kamienicy, w której działa "mieszkanie na doby", mówi jedna z mieszkanek Krakowa.

Właściciele nieruchomości znajdujących się w blokach i kamienicach czasami nie mają żadnej kontroli nad tym, co dzieje się w sąsiednich lokalach. Tymczasem w skrajnych sytuacjach może to sprawić, że naszą własność trudno będzie wynająć lub sprzedać. Problemem są bowiem nieznający umiaru turyści. 

>> Eleganckie i ciekawe kolekcje mebli znajdziesz na Abra Meble <<<

Wynajem krótkoterminowy bywa utrapieniem

Mieszkanka jednej z krakowskich kamienic w rozmowie z Onetem opisała, jak działający w pobliżu jej mieszkania lokal, który można wynająć krótkoterminowo, utrudnia codzienne życie. Chodzi o mieszkania, które można wynająć na doby za pośrednictwem platform internetowych. 

- To są duże mieszkania i rzadko wynajmują je dwie osoby. Raczej sześć, osiem, dziesięć osób. Kiedy wracam do domu i widzę tłum przed kamienicą, to okrążam ją, aż sobie pójdą. Dostaję palpitacji serca, bo wiem, z czym to się wiąże. Z tym, że nikt nie będzie szanował mojego spokoju, że nie będę mogła spać w nocy - swierdza kobieta. 

Twierdzi, że "patoturyści" jak nazywa lokatorów lokali na wynajem krótkoterminowy, potrafią zachowywać się groźnie.

- Mam dwie młode córki. Pijani goście regularnie zaczepiają je, proponując im spędzenie nocy w wynajętym mieszkaniu. Często jest tak, że córki dzwonią, żeby po nie zejść, bo boją się wejść do domu. Przed kamienicą i na klatce bawią się bowiem pijani faceci w dojrzałym wieku - wyjaśnia kobieta. 

Władze niektórych miast chcą zmian

Najem krótkoterminowy jest problemem wielu miast - również tych nadmorskich. Władze Sopotu chcą, by ten typ wynajmowania lokali został uregulowany prawnie. 

Włodarze proponowali, by o tym, czy dany lokal może być dalej wynajmowały, decydowała m.in. liczba policyjnych interwencji. Jeśli byłoby ich zbyt wiele, miejskie władze miałyby możliwość zakazania prowadzenia działalności. Ustawa o podobnej treści nie została jednak do tej pory uchwalona.