Jak to się stało, że deweloper będzie budował w środku lasu? Prawnik tłumaczy

Stara baza radarowa w Lesie Bemowskim. To właśnie tutaj, wśród drzew i w sąsiedztwie rezerwatu Łosiowe Błota ma powstać osiedle. Władze gminne są oburzone, tymczasem deweloper wykorzystał jedynie uchwalone wcześniej prawo.

15 domów planuje wybudować deweloper w centrum Lasu Bemowskiego. Do tej pory władze lokalne nie dawały na budowę zielonego światła, ale tym razem inwestor wykorzystał przepisy zawarte w ustawie antykoronawirusowej. 

Problematyczna działka według ustaleń "Gazety Wyborczej" należy do spółki biznesmena Mariana Okręglickiego, który zakupił ją kilkanaście lat temu. Grunt znajduje się jednak w centrum lasu, który ponadto na początku roku został ustanowiony jako cześć rezerwatu Łososiowe Błota przez regionalnego dyrektora środowiska. 

Cały teren byłej jednostki miał być przeznaczony do zalesień. Mówiąc wprost - miał zostać oddany w dzikiej przyrodzie. 

Wspomniana działka w Lesie BemowskimWspomniana działka w Lesie Bemowskim geoportal.gov.pl

To nie koniec przeszkód. Budowę na wskazanym gruncie wyklucza również studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego Gminy Stare Babice oraz Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego. 

Inwestycja zgłoszona w ostatniej chwili

Mimo to inwestor zgłosił rozpoczęcie budowy, powołując się na zapisy ustawy antykoronawirusowej. Co ciekawe, urzędnicy poinformowali, że stosowne pismo odebrali w ostatnim dniu przed wygaśnięciem ustawy (jak pisze "Wyborcza" - było to 4 września, zaś 5 września ustawa wygasała). 

Nie przekazano, na który przepis ustawy konkretnie powołał się inwestor, ale najprawdopodobniej chodzi o Art. 12.1 ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych.

Do projektowania, budowy, przebudowy, remontu, utrzymania i rozbiórki obiektów budowlanych, w tym zmiany sposobu użytkowania, w związku z przeciwdziałaniem COVID-19, nie stosuje się przepisów ustawy z dnia 7 lipca 1994 r. – Prawo budowlane (Dz. U. z 2019 r. poz. 1186, z późn. zm.8)), ustawy z dnia 27 marca 2003 r. o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym (Dz. U. z 2020 r. poz. 293 i 471) oraz aktów planistycznych, o których mowa w tej ustawie, ustawy z dnia 23 lipca 2003 r. o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami (Dz. U. z 2020 r. poz. 282).

Chodzi o to, że teoretycznie budować można wszędzie, o ile powstały budynek służyć będzie walce z koronawirusem. Dokładnie taki argument stosuje inwestor w przypadku tej budowy. Mające powierzchnię 140 mkw. domy mają być przeznaczone dla osób odbywających kwarantannę, zaś później "zostaną zaoferowane do zamieszkania osobom, które w wyniku kryzysu wywołanego pandemią straciły własne domy i mieszkania".

Kontrowersyjne przepisy

Ustawa być może była tworzona w dobrej wierze, na wypadek konieczności szybkiej budowy szpitali, ale deweloper wykorzystał fakt, że w ustawie nie zawarto informacji o tym, kto ocenia, która inwestycja faktycznie pomaga przeciwdziałać skutkom pandemii.

- Ostrzegaliśmy, że ustawa antykoronawirusowa jest zbyt ogólna. Tłumaczono nam, że to na wypadek, gdyby na przykład trzeba było szybko zbudować szpital - mówi w "Gazecie Wyborczej" Katarzyna Lubnauer, posłanka KO, która już w marcu zwracała uwagę na ogólnikowość ustawy. 

Mówiąc wprost, nie został wyznaczony żaden organ do sporządzenia oceny czy dany wniosek realizuje cel przeciwdziałania COVID-19. 

- Jeśli więc inwestor oświadcza, że realizuje inwestycję w celu przeciwdziałania COVID-19, a ustawodawca nie wymaga, aby takie oświadczenie było potwierdzone jakimś zaświadczeniem, opinią czy decyzją innego organu lub by nawet po fakcie przewidywano możliwość weryfikacji zgodności oświadczenia ze stanem faktycznym, to nie ma podstaw, by oczekiwać od inwestora czegoś więcej, niż uczynił. Takie prawo obowiązuje - komentuję sprawę na łamach "Gazety Wyborczej" adwokat Robert Suwaj, specjalista od prawa budowlanego.

Co dalej?

Wydziału architektury i budownictwa starostwa powiatu warszawskiego zachodniego przekazał informację, że potraktował inwestycję jak samowolę budowlaną i zgłosił ją do nadzoru budowlanego. Nic więcej zrobić nie może, bo ustawa wiąże urzędnicze ręce. Natomiast starostwo powiatowe odmówiło zarejestrowania dziennika budowy i zwróciło go inwestorowi.

Zawiadomiono też Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, a społecznicy informują o kolejnych pracach na budowie. Według ich relacji równany jest teren i prowadzona jest wycinka drzew.