Dzicy lokatorzy zajęli willę. Właścicielka nic nie może zrobić, prawnie ma związane ręce

Dzicy lokatorzy to koszmar niejednego właściciela nieruchomości wystawionej na wynajem. Ale tym razem sprawa jest wyjątkowa, ponieważ dzicy lokatorzy zajęli nie mieszkanie, a ogromną willę. Nie płacą rachunków, ale i tak niewiele im można zrobić.

Wynajem mieszkania w Polsce to po trosze "dziki Zachód". Ceny wynajmu są często wyższe niż kwota kredytu, właściciele lokali potrafią wpadać z niezapowiedzianą wizytą, bądź pojawiać się pod nieobecność lokatora. Ale w ogólnym rozrachunku to właśnie lokator jest najbardziej chroniony w tym całym systemie. Niestety, doprowadza to do absurdów, gdy można zajmować bezprawnie lokal latami, nie licząc się z żadnymi konsekwencjami. 

Zobacz wideo Jak wygląda rynek nieruchomości w trakcie pandemii? Rozmowa z ekspertem

Dzicy lokatorzy zajęli dom

Historia opisana pierwotnie przez serwis wszczecinie.pl dowodzi tego, jak niewiele może właściciel nieruchomości w Polsce. Pani Ewa wynajęła swój dom pewnej rodzinie jesienią 2018 roku. Lokatorzy nie sprawiali większych problemów przez pierwszy rok i systematycznie płacili wymagany czynsz w wysokości 6,5 tys. zł plus media. Niestety, wszystko się zmieniło pod koniec 2019 roku. 

Znalazłem mieszkanie, znalazłem dom. Znalazłem serwis, na którym są. 

Jak informują lokalne media, od listopada 2019 do lipca 2020 czynsz nie jest regulowany, a należność z tego tytułu osiągnęła już 37 tysięcy złotych. Właścicielka nieruchomości, straciła zupełnie kontakt z lokatorami, którzy nie odbierają telefonu i nie odpowiadają na wiadomości. Pani Ewa nie może też, ot tak wtargnąć do swojego mieszkania, bo lokatorzy mogą ją oskarżyć o naruszanie miru domowego. 

Polskie prawo jest bezradne

Jak można sobie poradzić w takiej sytuacji? Droga oficjalna nie jest ani prosta, ani tania, ani szybka. By legalnie usunąć dzikich lokatorów, właściciel musi najpierw wypowiedzieć umowę najmu, wyznaczyć termin opuszczenia lokalu i złożyć pozew o eksmisję. Taki proces może się jednak ciągnąć latami. Np. w Warszawie pozew o eksmisję jest rozpatrywany około dwóch lat w sądzie pierwszej instancji, od którego wyroku można się odwołać. Łącznie cała sprawa może zająć nawet cztery lata. Dopiero gdy komornik otrzyma nakaz, w asyście policji i przy zachowaniu odpowiednich zasad może przeprowadzić eksmisję. Co gorsza, to cztery lata gdy właściciel musi opłacać rachunki, ale nie zarabia na najmie. 

Są również sposoby nieoficjalne, często równie dyskusyjne, jak samo działanie dzikich lokatorów. Powstają specjalne firmy, które reklamują się, jako nieruchomościowi negocjatorzy. Najsłynniejszą z takich firm jest CBBP (czyli Centralne Biuro Bezpieczeństwa Personalnego). 

Pracownicy takich firm używają różnych sposobów, by nakłonić dzikich lokatorów do odejścia. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych z nich jest umieszczanie w zajętych lokalach pracowników firmy jako kolejnych dzikich lokatorów. Brzmi kontrowersyjnie? Być może. Wszak firma wykorzystuje dokładnie te same kruczki prawne, co dzicy lokatorzy. Ale wśród swoich klientów CBBP jest wysoko ceniona - otrzymała nawet specjalne wyróżnienie serwisu Oferteo.pl, które przyznają zadowoleni klienci. Być może, gdyby prawo najmu w Polsce wyglądało inaczej i nie faworyzowało jednej ze stron, CBBP nie byłoby potrzebne? 

Źródło: wszczecinie.pl

Więcej o: