Przestajemy grodzić osiedla. Wszystkiemu winny... kwadrans. O co chodzi? Tłumaczymy

Parę lat temu wysoki mur wokół osiedla był synonimem luksusu i prestiżu. Oczywiście po części także bezpieczeństwa. Ten trend na szczęście pomału się zmienia, o co postulowali społecznicy już niejednokrotnie. A istotnym powodem tej zmiany jest 15 minut. Serio.

Oczywiście to nie tak, że już się takich osiedli nie buduje, ponieważ nadal są klienci, dla których mur jest oznaką bezpieczeństwa. Ale sami deweloperzy informują, że nowy klienci stawiają na otwartość i relacje sąsiedzkie. 

Coraz częściej przeciw murom

Praca licznych społeczników i grup miejskich opłaciła się. Wielokrotnie powtarzane apele o niegrodzenie osiedli mieszkaniowych zaczynają odnosić skutek. Władze Krakowa już w zeszłym roku wprowadziły uchwałę zabraniającą grodzenia osiedli. Do tego nurtu powoli dołączają włodarze innych miast. 

- Trend budowy osiedli zamkniętych powoli zanika. Od kilku lat architektura nieodmiennie stawia w centrum człowieka i jego potrzeby, a to zmienia wcześniejszą optykę. Na znaczeniu zyskują projekty uwzględniające przestrzenie wspólne, które zachęcają mieszkańców osiedli do spotkań i nawiązywania kontaktów oraz umożliwiają budowanie relacji sąsiedzkich - tłumaczy w serwisie biznes.interia.pl dyrektor sprzedaży i marketingu Robyg w Gdańsku i Poznaniu, Anna Wojechowska. 

Kluczowe 15 minut

Skąd ta potrzeba niegrodzenia przestrzeni? Wszystko przez ideę tzw. miast 15-minutowych, o których często wspominają znani społecznicy i urbaniści. Według najnowszych badań, najlepsze miejsce do życia to takie, w którym wystarczy 15 minut piechotą, by zaspokoić podstawowe potrzeby. 

To oznacza, że wyjście z osiedla nie może być w żaden sposób blokowane i opierać się jedynie na furtkach i bramach. Ponadto, nic nie powinno tamować dostępu do takich miejsc jak parki, skwery czy okoliczne sklepy. A mieszkańcy muszą mieć możliwość spacerowania dowolnie po osiedlu. 

- Praca, szkoła, sklep, bank, szpital? Wszystko w zasięgu ręki. A właściwie spaceru. Oddalenie usług o 15-20 min pieszo od domu sprawia, że chce się spacerować. A spacerujący człowiek jest mniej awanturujący się i zdrowszy, bo #walkablecity. Do tego dodajmy mieszane funkcje. Nie robimy dzielnic monofunkcyjnych: mieszkalnych albo dzielnic pracy. Dlaczemu? Dlatemu, że korki. Co się stanie, jak wszyscy rano wyruszą w jedno miejsce? No właśnie - tłumaczy ideę miast 15-minutowych, Magdalena Milert, autorka bloga o urbanistyce pieing.cafe.

Źródło: biznes.interia.pl, pieing.cafe