Czy grunty, którym za kilkadziesiąt lat grozi zalanie, mogą tracić wartość? Pytamy eksperta

Jeżeli emisja gazów cieplarnianych nie ulegnie redukcji, to za 100 lat Stare Miasto w Gdańsku może zostać zalane - informują naukowcy PAN. A to tylko przykład, bo cała linia brzegowa Polski może ulec zmianom. Czy w takiej sytuacji opłaca się budować domy w strefie zagrożonej zalaniem?

Wizja zalanego wybrzeża wydaje się odległa, a konieczność ochrony linii brzegowej niczym w Holandii brzmi jak fantastyka. Niestety, według naukowców należy takie działania rozważyć, bo i polskie wybrzeże może zostać zalane. Czy w związku z tym opłaca się w ogóle osiedlać na zagrożonych terenach, skoro w perspektywie stu lat grunt może znaleźć się pod wodą?

Ocieplenie klimatu zabierze wybrzeże

Wenecja jest zagrożona zatonięciem, a władze stale próbują się ochronić ten zabytek historii. Holandia od lat toczy trudną walkę z morzem, które powoli zabiera grunt dla siebie. To samo czeka polskie wybrzeże, przewidują naukowcy.

>>> Eleganckie i ciekawe kolekcje mebli znajdziesz na Abra Meble <<<

- Nieuchronny charakter i narastające tempo wzrostu poziomu morza pokazują bezpośrednio niebezpieczeństwo, jakie niesie ze sobą postępująca antropogeniczna zmiana klimatu. W razie niepowodzenia w redukcjach emisji w być może już bliskiej perspektywie historycznej trzeba będzie zmierzyć się z problemem stopniowej utraty infrastruktury w obecnej strefie przybrzeżnej i przygotować się na postępujące zalewanie coraz większej powierzchni lądu - czytamy w komunikacie PAN.

Zagrożone są również brzegi nieuregulowanych rzek takich jak Wisła, Odra czy Bug. Gdy przybiorą morza i oceany, rzeki również poszerzą swój bieg, a to grozi także zabudowie w okolicach Warszawy, Krakowa czy Torunia. 

 

W ostatniej dekadzie ubiegłego stulecia poziom wód w oceanach wzrósł o 3,2 mm, ale w XXI wieku już o 3,4 mm. Według naukowców z Smithsonian Institution's Ocean Initiative wzrost temperatury o jeden stopień oznacza podwyższenie poziomu mórz o 2,3 m. 

Grunty zatoną

Na szczęście jeszcze nie teraz. Czy w takim razie kupowanie nieruchomości na terenach położonych na małych wysokościach nie ma sensu i skazane jest na długoterminową porażkę?

- Patrząc na to, jak Holandia zarządza swoją linią brzegową, to do uratowania jest wszystko, wymaga to jednak sporych nakładów finansowych, by wybudować wały i pompy. Największy problem może być z Półwyspem Helskim, gdzie za bardzo nie ma na to miejsca. W pesymistycznym scenariuszu Hel stanie się wyspą - tłumaczy Marcin Krasoń ekspert obido.pl. 

Inwestycje w ochronę wybrzeża mogą być bardzo kosztowne, o czym przekonuje się Holandia. Przez 12 lat trwania programu przeciwpowodziowego "Room for the River", władze Holandii wydały 2,3 mld euro na szereg inwestycji zapobiegającym utracie gruntu. A z pewnością to nie koniec wydatków. 

- Warto jednak pamiętać, że podnoszenie się poziomu wód to proces długotrwały i powolny, nic nie dzieje się z dnia na dzień, a negatywny trend może zostać zatrzymany. Na tę chwilę ryzyko takiej inwestycji jest niewielkie, wystarczy spojrzeć na to, ile buduje się na terenach zalewowych w Warszawie i pod nią - chętnych na zakup działek, a potem mieszkań nie brakuje. Zresztą w Gdańsku i na Półwyspie Helskim jest podobnie - uspokaja ekspert.