Na naszych oczach niszczeje światowej klasy zabytek. Drewniany pałac pokryty elewacją z kory dębu

Jedyny taki w Polsce i bardzo możliwe, że jeden z dwóch istniejących jeszcze na starym kontynencie - Pałac myśliwski w Mojej Woli niszczeje i jest w opłakanym stanie. O ratunek dla tego zabytku zabiegają społecznicy, ale obecny właściciel milczy. A czasu jest coraz mniej.

Drugiego takiego nie ma w Polsce. Niezwykły pałac w Małej Woli jest wyjątkowy nie tylko z powodu swojej architektury, inspirowanej stylem szwajcarskim. To jedyny taki obiekt w Polsce pokryty elewacją z dębowej kory, która została przywieziona prosto z Portugalii. To także ewenement w skali światowej. Na starym kontynencie znajdują się zaledwie dwie takie konstrukcje. 

Zobacz wideo Kryzys na rynku nieruchomości? Co go różni do krachu z 2009 roku?

Rezydencja jest pokryta sprowadzoną z Portugalii korą dębu korkowego. Efekt jest niesamowity. Budynek został postawiony w 1852 roku dla księcia brunszwicko-oleśnickiego Wilhelma Augusta. Za projekt konstrukcji odpowiada architekt Karłowski.

Niszczejący zabytek

Budynek został odkupiony od pierwotnego właściciela w 1886 roku przez Daniela Von Diergardta. Do rodziny budynek należał formalnie aż do 1945 (w czasie wojny prowadzono w nim obóz jeniecki). W latach 1948 -1950 posiadłość pełniła funkcję Ośrodka Doskonalenia Robotników Leśnych. 

Pałac myśliwski w Mojej WoliPałac myśliwski w Mojej Woli Facebook / profil 'ratujmymojawala'

Następnie rezydencja pełniła funkcję Technikum Leśnego im. Bolesława Bieruta, które było pierwszą w historii leśnictwa szkołą dla dziewcząt. Szkoła działała do 1975 roku, później nieruchomością zarządzały Lasy Państwowe. Taka sytuacja trwała do 1992 roku, gdy budynek trafił w ręce gminy, a ta sprzedała posiadłość osobie prywatnej. A konkretnie spółce IDM S.A. - podaje serwis Bryla.pl. 

Od tego momentu Pałac myśliwski w Mojej Woli niszczeje. Od wielu lat budynek jest wpisany do rejestru zabytków, ale jego obecny właściciel nie dba o niego należycie, skazując go na powolny proces rozpadu. Drewniana konstrukcja bardzo źle znosi brak bieżącej konserwacji, a ponadto społecznicy donoszą o dziurawym dachu, który może być przysłowiowym gwoździem do trumny dla delikatnej drewnianej konstrukcji. 

Społecznicy kontra właściciel

Społecznik i mieszkaniec okolicznej Sośni w 2015 roku zainicjował akcję ratowania obiektu. Od tego momentu temat posiadłości co jakiś czas pojawia się w mediach lokalnych i ogólnopolskich. Sprawą zainteresowała się również Fundacja Ratowania Zabytków i Pomników Przyrody. To właśnie ona teraz stara się wpłynąć na władze i obecnego właściciela.

W sierpniu br. fundacja ponownie wystosowała wniosek do Starosty Ostrowskiego o wywłaszczenie budynku od obecnego właściciela. Do końca września starosta ma dać odpowiedź. W przypadku pozytywnego rozpatrzenia wniosku posiadłość trafi z powrotem w ręce gminy. Władze będą mogły się wtedy samodzielnie zająć budynkiem, bądź sprzedać go inwestorom, którzy podejmą się jego restauracji.

- Liczymy, że władze w starostwie podejdą poważnie i z należytym szacunkiem do dalszego losu Pałacu myśliwskiego. Że zwycięży architektoniczna wrażliwość dla historii tego miejsca i regionu. W przypadku odrzucenia wniosku będziemy się odwoływać do Wojewody. Mamy również nadzieję, że władze gminy Sośnie wykorzystają szansę na odzyskanie tego cennego zabytku i jego odsprzedaż wiarygodnemu inwestorowi gwarantującemu remont i właściwe funkcje użytkowe - mówi Karol Marczak - prezes Fundacji Ratowania Zabytków i Pomników Przyrody. 

Jeżeli natomiast odpowiedź będzie negatywna, to władze fundacji już zapowiadają, że będą się odwoływać do wojewody. Póki co, na działce nie dzieją się żadne prace, a budynek niszczeje i jest rozkradany. 

Źródło zdjęć: facebook/ratujmymojawole