Tak mieszkaliśmy - lata 80. XX wieku

Lata 80. w Polsce były czasem kryzysu. Wprowadzony 13 grudnia 1981 roku stan wojenny położył się cieniem na całą dekadę. Gospodarka została brutalnie zahamowana, co miało duży wpływ na upadki firm zajmujących się meblarstwem. Embargo na surowce, stała kontrola oraz braki w sklepach i hurtowniach spowodowały brak zainteresowania wnętrzarstwem w tym okresie.

Upadek designu

Prawda była taka, że w latach 80. polskie uczelnie kształciły studentów wzornictwa, dla których po prostu nie było miejsc zatrudnienia. A trzeba pamiętać, iż w ostatniej dekadzie komunizmu z pracą nie było problemu. Absolwenci starali się więc zakładać własne pracownie i zajmowali się rękodziełem. Niestety, na ich usługi - z racji bardzo trudnej sytuacji materialnej - nie było wielu chętnych. 

Brak surowców

Lata 80. stały się designerskim skansenem poprzednich dekad. Meble były produkowane według wcześniejszych schematów, ale dodatkowo - z powodu braku surowców - były zdecydowanie gorszej jakości. Nadal wielkim zainteresowaniem cieszyła się meblościanka wypolerowana na wysoki połysk. Lecz jej jakość często pozostawiała sporo do życzenia.

Nieśmiertelne paprotki

Polacy radzili sobie jak mogli najlepiej i jednym ze sposobów upiększania wnętrz stały się przedmioty które można było wykonać ręcznie bądź samodzielnie wyhodować. Stąd popularna paprotka. W każdym niemal mieszkaniu musiała się znaleźć ta roślina, koniecznie na metalowych bądź drewnianych stojakach. Tak, aby liście mogły równomiernie opadać w dół. Można w to nie wierzyć, ale wśród jednakowo szaroburej masy, zieleń paprotek była naprawdę kojąca.

Na ratunek wiklina

Innym sposobem na urozmaicenie wnętrza było zdobycie mebli wiklinowych. Dostępne były dwie odmiany: ciemna oraz jasna. Asortyment wyrabianych mebli obejmował fotele, krzesła, stoliki i przede wszystkim wszelkiego rodzaju koszyki i stojaki na kwiaty.

Zmiany w budownictwie niewielkie

W budownictwie nadal stawiano na ciemne i podłużne kuchnie. Pewną nowością było budowanie mieszkań w systemie długiego przedpokoju który na wprost drzwi miał oddzielnie osadzoną łazienkę i obok WC. Natomiast po bokach były wejścia do kuchni i pozostałych pokoi. System budowania nadal opierał się na prefabrykowanych elementach.

Parkiet i strach przed bielą

Na podłodze królowało linoleum oraz parkiet. Ten drugi zestarzał się dużo lepiej i dobrze położony jest ceniony nawet dzisiaj. Mieszkania z ładnie zachowanym parkietem zyskują na wartości. Z kolei łazienki oraz kuchnie wykładano płytkami typu chmurka, które wtedy jeszcze były synonimem luksusu. Dużo ciekawiej wyglądały ściany pokoi. Praktycznie zakazana była biała ściana. Wnętrza malowano na przeróżne barwy: żółcie, zielenie, pomarańcze. Biały mógł być jedynie sufit.

Boazeria była wszędzie

W przedpokojach zaczęła się moda na boazerię. Sosnowe panele były prawdziwym hitem. Zwłaszcza, że nie brakowało fachowców, którzy po opłaceniu stawiali się już z własnym materiałem. Ta moda opanowała zwłaszcza mieszkańców miast, którzy pragnęli upodobnić swoje mieszkania do wiejskich lub działkowych drewnianych domków.

Prawdziwa rewolucja mieszkaniowa miała dopiero nadejść - wraz z upadkiem komuny i rozpoczęciem się kapitalizmu lat 90.