Młody kierowca, który przyjechał na studia z Jeleniej Góry, od jesieni ubiegłego roku parkował samochód przy szczecińskiej ulicy. Według relacji matki właściciel wynajmowanego mieszkania miał ustnie zapewnić chłopaka o braku opłat dla mieszkańców budynku. System kontroli odnotował jednak kilkadziesiąt przypadków braku wniesienia wymaganej należności. O narastającym długu rodzina dowiedziała się dopiero po wielu miesiącach z wezwania do zapłaty. Kwota okazała się na tyle wysoka, że matka studenta musiała zadłużyć się w banku, aby uniknąć egzekucji komorniczej. Reklamacja została odrzucona przez urzędników, a rodzina zapowiada wniosek do prezydenta miasta o umorzenie należności.
Przedstawiciele spółki Nieruchomości i Opłaty Lokalne tłumaczą zwłokę w informowaniu o karach skomplikowanymi procedurami. Rzecznik prasowy instytucji w wypowiedzi dla portalu gs24.pl wskazuje, że pozyskiwanie danych kierowcy jest procesem długotrwałym, wymagającym sprawdzania informacji w wielu niezależnych od miasta systemach państwowych i prywatnych.
Problemy z pozostawieniem auta pod własnym domem nie są jednak odosobnionym zjawiskiem. Podobną batalię stoczył niedawno mieszkaniec Łodzi, o czym informowała "Gazeta Wyborcza". Kierowca chciał wykupić standardowy, tani abonament parkingowy dla mieszkańców strefy, jednak urzędnicy odmówili mu tego prawa. Powodem był fakt, że mężczyzna poruszał się samochodem służbowym, a lokalny regulamin wymagał prawa własności, umowy leasingu lub najmu pojazdu.
W efekcie przez kilka lat łodzianin musiał korzystać z komercyjnych placów postojowych, co kosztowało go kilka tysięcy złotych. Ostatecznie sprawa trafiła na wokandę, gdzie sądy administracyjne obu instancji przyznały rację mieszkańcowi i uznały stanowisko miasta za błędne. Zanim jednak wyrok się uprawomocnił, kierowca poniósł wymierne straty finansowe.
Ryzyko wysokich kar oraz trudności w uzyskaniu miejskich abonamentów sprawiają, że kierowcy coraz częściej poszukują prywatnych rozwiązań. To z kolei mocno winduje stawki na rynku nieruchomości. Jak wskazują analizy ekspertów, zakup własnego garażu w stolicy to wydatek rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych, jeśli mówimy o obrzeżach miasta. W popularnych dzielnicach i ścisłym centrum kwoty te rosną drastycznie. Osiągają pułapy nierzadko przekraczające sto tysięcy złotych. W skrajnych przypadkach cena za jeden metr kwadratowy powierzchni postojowej dorównuje stawkom za luksusowe apartamenty mieszkalne.
Alternatywą dla zakupu pozostaje wynajem, choć i tutaj zmotoryzowani muszą liczyć się ze stałym i niemałym obciążeniem domowego budżetu. Koszt udostępnienia zadaszonego miejsca na przedmieściach wynosi kilkaset złotych miesięcznie. Z kolei w centralnych rejonach największych aglomeracji stawki potrafią być dwukrotnie wyższe. Przypadek ukaranego studenta dobitnie pokazuje jednak, że brak uregulowanej i pewnej kwestii parkowania może ostatecznie kosztować znacznie więcej niż wieloletni, legalny wynajem prywatnego garażu. Osoby szukające stabilizacji mogą sprawdzić aktualne informacje o rynku nieruchomości w serwisie Domiporta.pl.
