Deweloperzy ruszają na podbój mniejszych miejscowości. W dużych... duże problemy

Jeszcze cztery lata temu sześć największych aglomeracji "odpowiadało" za połowę wszystkich mieszkań na rynku pierwotnym. Obecnie jest to zaledwie 32 procent. Deweloperzy coraz śmielej stawiają kroki w mniejszych miejscowościach. W dużych jest po prostu za trudno.

Każda aglomeracja ma swoje miasteczka-satelity. Położone w odległości kilkunastu bądź kilkudziesięciu kilometrów od swoich granic tworzą często miasta-sypialnie. Ich mieszkańcy każdego dnia dojeżdżają do większych miast, by pracować, ale na stałe mieszkają w tych mniejszych. Deweloperzy to dostrzegli i zaczęli w nich budować. 

Deweloperzy przerzucają się na mniejsze miasta

Dla Warszawy takie miasta jak Piaseczno, Mińsk Mazowiecki czy Pruszków są satelitami, w których mieszkają tysiące pracowników na stałe pracujących w stolicy. Pozostałe miasta aglomeracyjne również mają takie ośrodki. Od kilku lat widać, że deweloperzy zaczynają budować osiedla w tych mniejszych miejscowościach, będących "zapleczem" metropolii. 

W sześciu największych aglomeracjach w Polsce rozpoczęto budowę 32 procent nowych inwestycji, a wystąpiono o 28 procent pozwoleń na ich rozpoczęcie. Cztery lata temu, było to ponad pięćdziesiąt procent. Za pozostałe udziały odpowiadają mniejsze metropolie oraz niewielkie miasta, będące często ich satelitami. 

- "To sygnał, że na realny obraz polskiej mieszkaniówki składa się mnóstwo niewielkich projektów w naprawdę małych ośrodkach" - pisze w swoim materiale Adam Roguski, redaktor serwisu rp.pl. 

Skąd taki pomysł?

Dlaczego deweloperzy coraz częściej decydują się na budowę w mniejszych miastach, skoro z pewnością budowa osiedla w dużej metropolii zarobiłoby z pewnością więcej? Głównym problemem jest brak dostępności nowych gruntów oraz powolne postępowania administracyjne. 

Polski Związek Firm Deweloperskich od dawna postuluje, by rząd uwolnił liczne grunty należące do Skarbu Państwa i samorządów pod zabudowę mieszkaniową w granicach miast. Poniekąd miał to umożliwić program Mieszkanie Plus, ale ani samorządy, ani spółki państwowe (np. PKP) nie podeszły do tej kwestii z ochotą. A długi proces przekazywania gruntów pod program Mieszkanie Plus był jednym z powodów niewielkiej liczby ukończonych inwestycji.

Nawet jeżeli deweloper w swoim banku ziemi posiada atrakcyjne grunty, to wielokrotnie musi czekać kilka lat na zebranie wymaganej dokumentacji i wszystkich pozwoleń, nim rozpocznie budowę. To wszystko wydłuża cały proces, który w mniejszych gminach nie jest aż tak bolesny. 

Czym to może się skończyć? Pracownicy, którzy pracują w aglomeracjach i mieszkają w ościennych gminach to plus dla miast satelickich i "problem" dla aglomeracji. Mieszkańcy małych miast odprowadzają podatki w miejscu zamieszkania, przez co aglomeracje na nich nie zarabiają. Ponadto, codzienne dojazdy niszczą infrastrukturę komunikacyjną, na którą aglomeracje muszą wydawać później pieniądze. Do tego dochodzą negatywne efekty społeczne, takie jak długi czas dojazdów i wykluczenie społeczne spowodowane dużymi odległościami. 

Źródło: rp.pl