Celowy zabieg przy kredycie bez wkładu własnego? W Krakowie załapie się np. jedynie kilka procent lokali

W kontekście procedowanej ustawy o możliwości otrzymania kredytu mieszkaniowego bez wkładu własnego niewiele się mówi o tym, jaki jest limit cen nieruchomości, które kwalifikować się będą do rządowego wsparcia. Np. w Krakowie będzie dostępnych ledwie parę procent ze wszystkich ofert.

Procedowana obecnie ustawa "o gwarantowanym kredycie mieszkaniowym oraz o spłatach tego kredytu dokonywanych w związku z powiększeniem gospodarstwa domowego" reguluje nie tylko, kto może skorzystać, ale również to jakie nieruchomości mogą zostać objęte tym programem.

Nie każde mieszkanie się nada

Do tej pory wszyscy zwracali uwagę głównie na to, kto będzie mógł skorzystać z tej możliwości. A bardzo ważne jest też ustalenie, które mieszkania w ogóle będzie można kupić, posiłkując się kredytem hipotecznym bez wkładu własnego.

 

Jak się okazuje, maksymalną cenę lokalu mieszkalnego, który będzie można sfinansować z pomocą wspomnianego kredytu określa ustawa. Maksymalna cena jest wyznaczona dla jednego metra kwadratowego. Według projektu mieszkania z rynku wtórnego miałyby być o 10 proc. tańsze niż te z rynku pierwotnego. 

W ustawie zawarto informację, że według założeń zawartych w niej ustawie nawet 80-90 proc. mieszkań z rynku pierwotnego dostawałoby się do programu. Biorąc pod uwagę statystyki cen... z 2019 roku. 

W Krakowie niewiele się załapie

Przy wyliczeniach nie są brane pod uwagę ceny faktycznie płacone za nieruchomości, ale archiwalne dane na temat tego ile kosztowało wybudowanie mieszkań na danym terenie. Problem w tym, że są to często dane na temat inwestycji zaczynanych nawet kilka lat temu, a więc w zupełnie innych realiach cenowych. A jakby tego było mało, to nie są brane pod uwagę wszystkie koszty ponoszone przy okazji inwestycji mieszkaniowej, co zaniża wskaźniki.

- Efekt jest taki, że często limity cen mogą być nieadekwatne do tego, ile faktycznie trzeba obecnie płacić za mieszkania. Doskonałym przykładem są Kraków, Lublin i Szczecin. Tam zaledwie kilka – kilkanaście procent ofert kwalifikowałoby się do wsparcia. Z drugiej strony w gronie miast wojewódzkich mamy na przykład też takie miasta jak Gorzów Wielkopolski, Zieloną Górę czy Olsztyn gdzie nawet ponad dwie trzecie ofert kwalifikowałoby się do wsparcia – tłumaczy  Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments.

Czy jest to celowy bezpiecznik, by nie doszło do sytuacji, gdy dziesiątki tysięcy osób, których nie stać na kredyt nie miało takiej możliwości? Warto przypomnieć sytuację, jaka miała miejsce z programem "Mieszkanie dla Młodych". Dopóki rządzący nie rozszerzyli jego dostępności o mieszkania z rynku wtórnego nie był popularny. Po daniu możliwości zakupu mieszkania z rynku wtórnego, cieszył się taką popularnością, że ostatnia transza dofinansowania rozeszła się praktycznie w parę godzin. 

 

Źródło zdjęcia głównego: Domiporta