90 tys. zł kary "do podziału". Mieszkańcom bloków grożą surowe opłaty

W Polsce segregacja śmieci stała się nie tylko obowiązkiem, ale również wyzwaniem dla wspólnot mieszkaniowych. Niedawne wydarzenia w Warszawie stanowią jaskrawy przykład konsekwencji, jakie niesie za sobą niewłaściwa segregacja odpadów. Wyzwanie staje się trudniejsze, bo procent odpadów, które muszą być poddane segregacji, rośnie.

Najlepszy przykład na to, że zaniedbanie jednego mieszkańca wspólnoty może przełożyć się na podniesienie opłat wszystkim, świadczy to, co wydarzyło się niedaleko Warszawy. 

 

Wspólnota mieszkaniowa na Imielinie wiosną zeszłego roku została obciążona karą w wysokości 90 tys. zł. Prezes Spółdzielni Rafał Januszkiewicz, w rozmowie z "Pulsem Biznesu" podkreślił, że wystarczy naprawdę niewiele, by narazić całą wspólnotę na znaczące sankcje finansowe.

 

- Jedna plastikowa reklamówka szklanych butelek wrzucona razem z nimi do pojemnika na szkło może skutkować nałożeniem kar - stwierdził.

 

90 tys. zł karty "do podziału". Przez jedną plastikową torbę

Zgodnie z przepisami, firma odbierająca odpady ma prawo zgłosić, iż w danym pojemniku znajdują się odpady niewłaściwej kategorii. Nawet sporadyczne naruszenia mogą prowadzić do wysyłania upomnień i, w przypadku ich nagminnego występowania, do nałożenia wysokich kar finansowych. Są one rozkładane na całą wspólnotę mieszkaniową, co oznacza, że odpowiedzialność zbiorowa staje się rzeczywistością.

 

Problem dotyka nie tylko mieszkańców Warszawy. Na przykładzie wspólnoty mieszkaniowej na poznańskich Naramowicach widać, jak szybko upomnienia mogą przerodzić się w wyższe opłaty. Mieszkańcy bloku przy ulicy Karpiej, jak opisuje Interia, otrzymali pismo z ostrzeżeniem, że niewłaściwa segregacja będzie skutkować podniesieniem opłat za śmieci o 50 zł za osobę. Czteroosobowa rodzina mogła zostać obciążona kwotą 200 zł. W tym wypadku wizja tak drastycznych opłat oraz pisemne ostrzeżenie sprawiły, że mieszkańcy zaczęli segregować odpady prawidłowo. 

Na zachodzie każdy ma oznaczony worek

Rozwiązaniem, które mogłoby precyzyjnie wskazywać na naruszających zasady segregacji śmieci, są worki na śmieci opisane kodem kreskowym przypisanym do mieszkańca. Każdy otrzymuje odpowiednio oznaczone śmieci - łatwo więc sprawdzić, kto narusza zasady. 

 


Choć taka metoda umożliwiłaby identyfikację osób odpowiedzialnych za nieprawidłowości, jest to rozwiązanie kosztowne. Wdrożenie systemu kodowanych worków na dużą skalę mogłoby generować koszty porównywalne z karami nałożonymi na wspólnotę. Optymalne byłoby wprowadzenie tego systemu na poziomie całego miasta, w koordynacji z władzami lokalnymi. Pojawiają się też wątpliwości natury prawnej - to, co wyrzucamy do śmieci w połączeniu ze sposobem na identyfikację, może łamać zasady RODO. 

 

Nie tylko opłaty za śmieci

 

Mieszkańcy wspólnot i spółdzielni mieszkaniowych borykają się również z rosnącymi kosztami utrzymania budynków i terenów przyległych. Wzrost płacy minimalnej powoduje, że wspólnoty muszą wydawać więcej na utrzymanie instalacji takich jak domofony, sprzątanie klatek schodowych czy konserwację. A to sprawia, że czynsze rosną. 

 

Z danych serwisu Wyborcza.biz wynika, że ludzie skarżą się na wysokie podwyżki opłat za wodę i ogrzewanie. Zdarza się już, że właściciel 60-metrowego lokum może być obciążony kwotą 1200 zł czynszu miesięcznie.  

 

Sytuacja ta wskazuje na coraz większe wyzwania, z jakimi muszą mierzyć się mieszkańcy wspólnot mieszkaniowych w Polsce. Zarówno kwestia segregacji śmieci, jak i rosnące koszty utrzymania budynków, stają się coraz bardziej dotkliwe dla budżetów domowych. Jest to problem, który wymaga holistycznego podejścia i współpracy pomiędzy mieszkańcami, zarządcami budynków oraz władzami lokalnymi.

 

Fot. Beat Küng