American Dream od roku pod krechą

Rok temu największym amerykańskim bankom zaczęło brakować w kasach żywej gotówki. Giełdom zagroził krach. Banki centralne podjęły dramatyczną decyzję, by rzucić 150 mld dol. na ratowanie światowego systemu finansowego.
Tak zaczął się 9 sierpnia 2007 r. kryzys kredytowy, który pochłonął już setki miliardów dolarów, a może pochłonąć jeszcze kolejne biliony. Niemal w okrągłą rocznicę jego wybuchu wśród ekonomistów pojawiła się iskierka nadziei, że koniec traumy jest już blisko. Cena ropy naftowej w środę spadła do poziomu najniższego od trzech miesięcy - 117 dol. za baryłkę. Dzień wcześniej Fed (amerykański bank centralny) zapewnił, że nie zamierza chłodzić gospodarki podwyżkami stóp procentowych.

Na amerykańskich giełdach wybuchła euforia. Jednak pesymiści ostrzegają, że to przedwczesna radość.

Amerykańskie banki u progu katastrofy

Bomba w Ameryce tykała już od początku 2007 r. Na przełomie lipca i sierpnia zaczęły upadać pierwsze fundusze inwestycyjne Bear Stearns, które zainwestowały górę pieniędzy w obligacje zabezpieczone kredytami hipotecznymi. Obligacje zaczęły tracić na wartości, gdy wyszło na jaw, że część pożyczek nie jest spłacana w terminie.

Wtedy jeszcze nikt nie przewidywał, jak trudna jest sytuacja banków. Wkrótce okazało się, że amerykańscy finansiści leżą na łopatkach zmiażdżeni stratami na rynku tzw. kredytów subprime przyznawanych osobom o słabej wiarygodności finansowej.

Jeszcze na początku 2007 r. kredyty przyznawano niemal każdemu, kto chciał kupić dom. Póki ceny nieruchomości rosły, interes się kręcił. Kiedy rynek zaczął się chwiać, okazało się, że wielu kredytobiorców jest niewypłacalnych. Do dziś bankierzy musieli spisać na straty 476 mld dol. takich pożyczek. I nie wiadomo, czy to już koniec.

W obligacje oparte na niespłacanych kredytach dziesiątki miliardów dolarów zainwestowały największe amerykańskie banki. - Cały system finansowy to kolos na glinianych nogach - zawyrokował finansista George Soros.

Gdy bankierom zabrakło gotówki, pozostało im tylko liczyć na pomoc banków centralnych. 9 sierpnia Europejski Bank Centralny przeznaczył 95 mld euro, aby zapewnić funkcjonowanie systemu finansowego, Fed dorzucił jeszcze 40 mld dol.

Do dziś banki centralne zasiliły system bankowy setkami miliardów dolarów i euro, a Fed ostatnio przedłużył bankom do przyszłego roku dostęp do specjalnych linii kredytowych.

Ale nawet to nie uchroniło przez plajtą banków, które udzieliły najwięcej nietrafionych pożyczek. Niedawno kalifornijski IndyMac został przejęty przez Federal Savings Bank. Aby ratować przed bankructwem Bear Stearns, jeden z największych banków inwestycyjnych na Wall Street, jego konkurent JP Morgan Chase wykupił jego akcje za ułamek wartości. Zbankrutował Countrywide, który jeszcze niedawno udzielał co piątej nowej pożyczki hipotecznej w USA.

Na łeb na szyję poleciały ceny akcji banków, firm ubezpieczeniowych, brokerów. Akcje jednej z największych na świecie grup finansowych - Citigroup - spadły w ciągu roku o 75 proc. Dziś ten bank wart jest na giełdzie zaledwie 107 mld dol. Tylko cztery razy więcej, niż wynosi kapitalizacja naszego PKO BP!

Czy zadziała plan ratunkowy?

Po roku od wybuchu wielkiego kryzysu sytuacja banków jest już dużo lepsza. Duża w tym zasługa programów wprowadzonych przez prezydenta Busha i Kongres. Nowe przepisy pozwalają lokalnym władzom pomagać osobom zagrożonym niewypłacalnością, by ich domy nie były wystawione na licytację.

Dwa wspierane przez państwo kolosy - Fannie Mae i Freddie Mac - które kontrolują dziś prawie połowę z wartego 12 bilionów dol. rynku kredytów hipotecznych, otrzymały specjalne gwarancje rządowe.

Ale problemy ze spłacaniem długów bankowych ma coraz więcej właścicieli domów. Gospodarka zwalnia, pensje Amerykanów nie rosną, a banki zaostrzyły zasady udzielania nowych pożyczek. Liczba przejęć nieruchomości przez banki w ciągu roku podwoiła się.

Kłopoty już zaczęły przenosić się do innych gałęzi gospodarki. Odcięci od kredytów Amerykanie ograniczyli zakupy samochodów. Największy na świecie ich producent General Motors w drugim kwartale miał 15,5 mld dol. straty. I sprzedał o jedną piątą aut mniej.

George Magnus, główny doradca ekonomiczny UBS, uważa, że za kryzys subprime świat będzie płacił zwolnionym wzrostem gospodarczym przynajmniej do 2010 r. Nouriel Roubini, profesor ekonomii na New York University, szacuje, że straty sektora finansowego przekroczą 2 biliony dol.

Zainfekowana Europa zwalnia

Kryzysem hipotecznym z USA zaraziła się też Europa. Jako pierwsze odczuły go banki, które inwestowały w obligacje zabezpieczone hipotekami, np. potężny szwajcarski UBS. W Wielkiej Brytanii ofiarą kryzysu padł jeden z czołowych banków hipotecznych Northern Rock. Nie miał on problemów ze ściąganiem kredytów, ale nikt nie chciał pożyczyć mu pieniędzy na bieżącą działalność. Brytyjski rząd musiał podjąć decyzję bez precedensu i zagwarantował wszystkie depozyty ludności w bankach, aby spanikowani Brytyjczycy nie rzucili się do okienek po pieniądze.

Ponieważ coraz trudniej i coraz drożej pożyczano pieniądze, to szybko popsuła się koniunktura na rynku nieruchomości. W Wielkiej Brytanii i Hiszpanii ceny domów ostro poszły w dół. Sektor budowlany zaczął tracić zamówienia, a cała gospodarka zwalniać.

Po raz pierwszy od ponad dekady mieszkańcy Irlandii i Danii odczuli skutki kurczącej się gospodarki. Wzrost PKB w Wielkiej Brytanii i Hiszpanii jest jeszcze na minimalnym plusie, ale obydwie kluczowe gospodarki strefy euro ocierają się o recesję. Słabną też Niemcy.

Echa huraganu dotarły do Polski

W Polsce na razie słychać tylko dalekie echa kryzysu finansowego. Choć od roku systematycznie rośnie oprocentowanie złotowych kredytów bankowych - raty skoczyły średnio aż o jedną piątą! - to na razie nie wywołało to poważniejszych turbulencji. Bankowcy uspokajają, że odsetek kredytów niespłacanych w terminie wciąż jest na bezpiecznym poziomie 5-6 proc.

Mimo coraz wyższych stóp procentowych nie siadł też popyt na nowe kredyty. W pierwszym półroczu zadłużenie Polaków w bankach zwiększyło się o 25,2 mld zł i rosło niewiele wolniej niż w poprzednim roku. Jak to możliwe? - Banki odważniej zaczęły oferować tańsze kredyty we frankach szwajcarskich - tłumaczy Mateusz Ostrowski z Open Finance.

Stały dopływ pieniędzy z kredytów na razie trzyma w ryzach spadki cen na rynku nieruchomości. Jednak według ostatniego raportu Open Finance i Oferty.net cena metra kwadratowego nowego mieszkania w niektórych miastach (Kraków, Katowice, Poznań) od początku roku i tak spadła o 4-8 proc. Z danych GUS wynika zaś, że o ile w pierwszym półroczu firmy deweloperskie oddały do użytku prawie 28 tys. nowych mieszkań, to sprzedać udało im się już tylko niewiele ponad 13,5 tys.

Analitycy są przekonani, że słabszy popyt konsumentów w USA i Europie Zachodniej musi prędzej czy później odbić się na kondycji polskich firm. Według Międzynarodowego Funduszu Walutowego tegoroczny wzrost gospodarczy Polski spadnie do 5 proc. (rok temu wyniósł 6 proc.). To dlatego kursy akcji na warszawskiej giełdzie przez rok stopniały średnio o 34 proc. (tyle stracił indeks WIG).

Czeka nas odbicie czy wielka czkawka?

- Sytuacja na rynku amerykańskich kredytów hipotecznych nie ma bezpośredniego przełożenia na kondycję polskiej gospodarki - uspokaja Krzysztof Stupnicki z AIG TFI. I przypomina, że pod względem sytuacji gospodarczej Polska jest gwiazdą na tle Europy. Jego zdaniem przed ochłodzeniem może wybronić nas zapowiadana na przyszły rok obniżka stawek podatku PIT. Dzięki niej Polacy będą mieli więcej pieniędzy na konsumpcję.

Alfred Adamiec, główny ekonomista Noble Banku, przewiduje, że główna fala światowego kryzysu już za nami. - A nieznaczny spadek tempa wzrostu gospodarczego np. do 4 proc. w przyszłym roku może wyjść naszej rozgrzanej gospodarce na dobre w dłuższym terminie - dodaje Adamiec.

Mniej optymistyczny jest Paul Polaczek, ekonomista New World Alternative Investments. Jego zdaniem światowe banki wpompowały do gospodarki tak wielki nadmiar pieniędzy w postaci kredytów, że opanowanie szalejącej inflacji zajmie bankom centralnym dobre kilka lat. - A Polska? Przecież nie jest odizolowaną od świata wyspą - kończy Polaczek.