Lokatorze, bierz się za spółdzielczą własność

Czy wielu spółdzielniom mieszkaniowym grozi upadłość z powodu podatkowych skutków taniego wykupu mieszkań lokatorskich?
Czwartkowa "Rzeczpospolita" alarmuje na pierwszej stronie: "Spółdzielnie będą bankrutami". Dlaczego? Bo "muszą one płacić podatek za zasiedzenie gruntu pod swoimi blokami - nawet po kilkanaście milionów złotych" - wyjaśnia dziennik.

Chodzi o spółdzielnie, które w czasach PRL za zgodą urzędników wydających pozwolenia budowlane postawiły bloki na cudzej ziemi. Teraz miałyby ją przejąć na własność z tytułu zasiedzenia.

To pomysł posłów z PiS i LPR, którzy chcieli w ten sposób umożliwić lokatorom szybkie przekształcenie mieszkań lokatorskich w prawo odrębnej własności ("za grosze"). Sęk w tym, że dopóki spółdzielnia nie uregulowała kwestii własności gruntu, takie przekształcenia nie wchodzą w grę.

Obowiązująca od miesiąca nowelizacja ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych rozwiązuje ten problem - gdy choć jeden lokator zażąda pełnej własności swojego lokalu, spółdzielnia musi w ciągu trzech miesięcy wystąpić do sądu z wnioskiem o stwierdzenie zasiedzenia gruntu, o ile do tej pory nie udało się ustalić, kto jest jego właścicielem - albo jest nim państwo, albo gmina.

Niestety, posłowie najwyraźniej nie sprawdzili podatkowych skutków swojej decyzji. Dyrektor Związku Rewizyjnego Spółdzielni Mieszkaniowych RP Ryszard Jajszczyk potwierdza, że spółdzielnia, która w ten sposób uzyska grunt na własność, musi zapłacić fiskusowi 19 proc. jego wartości z tytułu podatku od nieodpłatnego przysporzenia majątkowego. - To tak jakby spółdzielnia kupiła grunt na własność z 81-proc. bonifikatą - broni tego rozwiązania jeden z posłów (poprosił o niepodawanie nazwiska). Nie byłoby jednak problemu, gdyby wszystkie spółdzielnie było stać na taki wydatek. Tymczasem wiele z nich, m.in. z powodu zaległości w opłatach, ledwie wiąże koniec z końcem i taki wymuszony "wykup" ziemi może być dla nich zabójczy.

- Takie są skutki, gdy do tworzenia przepisów biorą się ignoranci - komentuje Jajszczyk. Według niego problem dotyczy prawdopodobnie kilkudziesięciu spółdzielni, głównie na drogich gruntach w Warszawie i Łodzi.

Czym grozi ewentualna upadłość spółdzielni jej członkom? Tracą oni swoje udziały, ale są to na ogół niewielkie kwoty. Nikomu nie grozi natomiast utrata dachu nad głową. Ci, którzy mają tzw. spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, uzyskają pełną własność, a lokatorzy staną się zwykłymi najemcami, bo ich mieszkania przejmuje na własność wierzyciel.

Jednak spokojnie, wcale nie musi do tego dojść! "Rzeczpospolita" nie poinformowała, że spółdzielnie mogą uniknąć kłopotów, bo dzięki uporowi Platformy Obywatelskiej w ustawie znalazła się poprawka, która dopuszcza przekształcenie mieszkania lokatorskiego we własnościowe spółdzielcze prawo do lokalu. Wówczas taka operacja trwa krócej, a jej koszt jest mniej więcej o 500 zł niższy, bo odpada opłata notarialna i sądowa. Jednak tylko wtedy, gdy takim prawem zadowolą się wszyscy lokatorzy, a także ci, którzy wcześniej wykupili mieszkania, spółdzielnia nie będzie musiała występować do sądu o zasiedzenie gruntu, a w konsekwencji - płacić podatku. Los spółdzielni jest zatem w rękach ich członków. Dodajmy, że spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu i pełna własność są tak samo zbywalne, czyli można je sprzedać czy podarować.