Koniec produkcji w bydgoskim zakładzie z ponad stuletnią tradycją staje się faktem. Jak informuje Gazeta Pomorska, w miejscu dawnej fabryki mebli w Starym Fordonie powstanie nowoczesne osiedle mieszkaniowe, co budzi ogromne emocje wśród byłych pracowników i mieszkańców regionu.
Krajobraz przemysłowy Bydgoszczy przechodzi gruntowną transformację, a tereny niegdyś tętniące życiem produkcyjnym stają się atrakcyjnym celem dla deweloperów. Ostatnim przykładem tej tendencji jest zakończenie działalności fabryki przy ulicy Bydgoskiej 50. Obiekt, który przez dekady służył wytwarzaniu znanych w całym kraju mebli, został sprzedany inwestorowi z sektora budowlanego. Choć oficjalne potwierdzenie nazwiska nabywcy jest jeszcze oczekiwane, nieoficjalne informacje wskazują na znanego gracza z rynku kujawsko-pomorskiego. Dla lokalnego rynku nieruchomości oznacza to pojawienie się nowej, dużej przestrzeni pod zabudowę wielorodzinną w historycznej części miasta.
Decyzja o likwidacji zakładu i salonu meblowego w Bydgoszczy wiąże się z trudną sytuacją ekonomiczną marki, która obecnie znajduje się w rękach międzynarodowej Grupy IMS. Z końcem 2025 roku spółka Beluro Home, będąca częścią holdingu, zdecydowała o wygaszeniu produkcji w tej lokalizacji. Pracownicy zlikwidowanego zakładu z żalem komentują nadchodzące zmiany i wskazują na kontrast między dawną jakością a współczesnymi trendami konsumenckimi. – Serce boli, że wstawią tam kanapy, sofy i fotele z Temu, bo te tylko udają meble, ale są tanie – mówi pan Andrzej, były pracownik fabryki, w rozmowie z Agnieszką Domką-Rybką z Gazety Pomorskiej. Jego zdaniem nowe mieszkania, które powstaną na gruzach zakładu, zostaną wyposażone w produkty niskiej jakości sprowadzane z Azji.
Proces wycofywania się firmy z Bydgoszczy trwał etapami. Jeszcze kilkanaście lat temu produkcja odbywała się w kilku punktach, między innymi na Glinkach, w Gniewkowie czy Kobylnicy. Ostatecznie postawiono na konsolidację działań w Chełmnie, gdzie według władz spółki istnieją lepsze perspektywy rozwoju i większe zasoby gruntowe. W Bydgoszczy pracę straciło łącznie około 170 osób. Choć części załogi zaproponowano przeniesienie do drugiego zakładu, niewielu zdecydowało się na codzienne dojazdy. Logistyka związana z transportem do Chełmna okazała się dla wielu barierą nie do przebycia ze względu na bardzo wczesne godziny wyjazdów.
– Codziennie bezpłatny bus zabiera ludzi sprzed dawnego salonu o godzinie 4.50, żeby dowieźć ich do Chełmna na 6.00 – wyjaśnia pan Marek, który również rozstał się z firmą. Dodaje, że powrót do domu następuje zazwyczaj dopiero przed godziną szesnastą, co przy braku znaczących podwyżek płac czyni tę ofertę mało atrakcyjną dla osób mieszkających w Bydgoszczy. Sytuacja ta pokazuje, jak trudne bywa dostosowanie się kadr do procesów optymalizacji produkcji, gdy wiążą się one z relokacją działalności poza granice administracyjne miasta.
Historia marki Bydgoskie Meble sięga 1884 roku, co oznacza 142 lata obecności na rynku. W okresie swojej największej świetności, przypadającym na lata 90. ubiegłego wieku, przedsiębiorstwo zatrudniało ponad 2200 pracowników i było uznawane za wizytówkę lokalnego przemysłu. Produkty z logotypem BFM trafiały nie tylko do polskich salonów, ale były również cenionym towarem eksportowym. Dziś tradycja rzemieślnicza musi ustąpić miejsca nowym realiom rynkowym, w których grunt przemysłowy w atrakcyjnej lokalizacji staje się cenniejszy niż prowadzona na nim produkcja.
Problemy bydgoskiej fabryki nie są odosobnione, lecz wpisują się w szerszy kryzys dotykający całą branżę meblarską w Polsce. Według danych BIG InfoMonitor zadłużenie tego sektora wzrosło w ciągu roku do blisko 381 mln zł. Przyczyny tego stanu rzeczy są złożone i obejmują między innymi gwałtowny wzrost kosztów energii, surowców oraz spowolnienie na rynku mieszkaniowym. Dodatkowym czynnikiem osłabiającym polskich producentów jest silna konkurencja ze strony platform e-commerce oferujących tanie produkty z Chin, które przyciągają klientów szukających oszczędności.
Z oficjalnych dokumentów spółki, do których dotarła Gazeta Pomorska, wynika, że konsumenci coraz częściej rezygnują z zakupu mebli, nie traktując ich jako towaru pierwszej potrzeby. Po krótkotrwałym ożywieniu w okresie pandemii nastąpił znaczący spadek sprzedaży. Władze firmy argumentują, że obecny poziom zamówień nie uzasadniał utrzymywania dwóch oddzielnych zakładów produkcyjnych. Wybór Chełmna jako głównego ośrodka podyktowany był faktem, że już wcześniej realizowano tam 60 proc. produkcji z obszaru tapicerskiego.
Sytuacja w Bydgoszczy jest elementem większej fali zwolnień i zamknięć w polskim przemyśle meblowym. Podobne decyzje zapadły niedawno w Zamościu, gdzie działalność ograniczył jeden z gigantów rynku, firma Black Red White. Eksperci wskazują, że najmocniej cierpią mikro i małe podmioty współpracujące z dużymi markami jako podwykonawcy. Dla Bydgoszczy zamknięcie fabryki mebli to symboliczny koniec pewnej epoki przemysłowej, ale jednocześnie sygnał dla rynku nieruchomości, że miasto wchodzi w nową fazę rozwoju urbanistycznego. Dawne hale produkcyjne zostaną zastąpione przez infrastrukturę mieszkalną, co ma odpowiedzieć na niesłabnący popyt na nowe lokale w tej części aglomeracji.

