Tanie mieszkania nie uratują demografii. Ekspert obala wielki polski mit

Powszechne przekonanie, że brak dostępnych cenowo mieszkań na własność jest główną przyczyną niskiej dzietności w Polsce, nie znajduje potwierdzenia w twardych danych. Analiza sytuacji w Europie pokazuje, że korelacja między tanim lokalem a liczbą urodzeń jest znacznie słabsza, niż się wydaje. Kluczowe dla demografii okazują się zupełnie inne czynniki - czytamy w money.pl.

W debacie publicznej nad dramatyczną sytuacją demograficzną Polski jak mantra powraca argument mieszkaniowy. Teza wydaje się logiczna i intuicyjna: młodzi ludzie nie decydują się na potomstwo, ponieważ nie mają gdzie mieszkać lub koszty kredytu i najmu pochłaniają zbyt dużą część ich dochodów. Jednak jak wynika z analizy przytaczanej przez serwis Money.pl, proste przełożenie dostępności lokali na wskaźniki dzietności jest błędem poznawczym.

 

Gdyby posiadanie mieszkania na własność było gwarantem wysokiej dzietności, Europa Środkowo-Wschodnia i Południowa przeżywałyby prawdziwy baby boom. Statystyki pokazują jednak odwrotny trend. Kraje takie jak Rumunia, Chorwacja czy Polska, gdzie odsetek osób mieszkających we własnych nieruchomościach jest jednym z najwyższych w Europie (często przekraczający 80 proc.), notują jednocześnie jedne z najniższych wskaźników dzietności na kontynencie.

 

Z drugiej strony mamy przykłady państw Europy Zachodniej i Północnej. W Niemczech, Szwajcarii czy Austrii kultura najmu jest znacznie bardziej rozwinięta, a odsetek właścicieli mieszkań relatywnie niski. Mimo to, wskaźniki dzietności w tych krajach są często wyższe niż w Polsce. To dowodzi, że samo "posiadanie czterech kątów" nie jest magicznym przyciskiem uruchamiającym decyzje prokreacyjne.

Dostępność a dzietność – brak prostej korelacji

Eksperci zwracają uwagę na tak zwaną dostępność cenową mieszkań. W teorii im łatwiej kupić mieszkanie za średnią pensję, tym więcej powinno rodzić się dzieci. Dane jednak komplikują ten obraz. W wielu regionach, gdzie relacja zarobków do cen nieruchomości jest korzystniejsza niż w największych polskich metropoliach, dzietność wcale nie szybuje w górę. Co więcej, w najbogatszych krajach, gdzie ceny nieruchomości są nominalnie i realnie bardzo wysokie, rodziny często są liczniejsze.

 

Analiza wskazuje, że problem leży głębiej. Decyzja o posiadaniu dziecka jest wypadkową wielu zmiennych, wśród których kwestia lokalowa jest istotna, ale nie decydująca. Znacznie ważniejszą rolę odgrywają czynniki kulturowe, stabilność rynku pracy, dostęp do opieki instytucjonalnej (żłobki, przedszkola) oraz elastyczność zatrudnienia pozwalająca łączyć karierę z rodzicielstwem.
 

Co zamiast betonu?

Skupienie się wyłącznie na programach dopłat do kredytów czy budowie tanich mieszkań na wynajem może okazać się nieskuteczną strategią w walce z zapaścią demograficzną, jeśli nie pójdą za tym inne zmiany. Eksperci sugerują, że poczucie bezpieczeństwa ekonomicznego i socjalnego jest dla potencjalnych rodziców ważniejsze niż sam fakt posiadania aktu notarialnego.

 

Wnioski płynące z analizy są jasne: tanie mieszkania są potrzebne gospodarce i społeczeństwu z wielu powodów, ale traktowanie ich jako głównego lekarstwa na niską dzietność jest myśleniem życzeniowym. Polska demografia potrzebuje systemowego wsparcia rodzin i zmiany modelu rynku pracy, a nie tylko tańszych metrów kwadratowych.