Schetyny cud na drodze
Opowiadał o tym wczoraj dziennikarzom Lech Witecki, który trzy tygodnie temu został nowym szefem Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Witecki nie doprecyzował, w jakiej mierze za opóźnienia z obwodnicą Tomasza odpowiadają urzędnicy wojewódzcy, a na ile - pracownicy Dyrekcji. - Dialogiem można przenosić góry - stwierdził.
Nowe kierownictwo GDDKiA przedstawiło wczoraj swoje pomysły na przyspieszenie inwestycji drogowych.
Z terenowych oddziałów Dyrekcji oddelegowano po dwóch pracowników do wojewodów, aby na bieżąco uzupełniali i poprawili dokumentację do zezwoleń na inwestycje. W przyszłości to regionalne oddziały Dyrekcji mają przejąć od centrali kompetencje i odpowiedzialność za warte czasem miliardy złotych kontrakty drogowe.
GDDKiA chce też ograniczyć kontrole poprawności procedur przetargowych przed podpisaniem umowy z wykonawcą. Obecnie takie wstępne kontrole (które mają zagwarantować, że pieniądze z Unii Europejskiej będą wydawane zgodnie z europejskim prawem) prowadzą równolegle Ministerstwo Infrastruktury, specjalne rządowe centrum odpowiedzialne za inwestycje finansowane z pieniędzy unijnych oraz Urząd Zamówień Publicznych. W przyszłości wystarczyć ma kontrola tego ostatniego urzędu.
- To przyspieszy procedury o trzy miesiące - zapewniała nowa wiceszefowa GDDKiA Magdalena Jaworska. Ale przyznała, że dotąd było tylko kilka przypadków wydłużenia procedur z powodu równoległych kontroli.
Lech Witecki zaskoczył dziennikarzy, ujawniając, że do objęcia stanowiska w GDDKiA szykował się już na cztery, pięć tygodni przed nominacją. Tymczasem zaledwie trzy miesiące wcześniej nowym szefem GDDKiA na wniosek ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka został Janusz Koper - uznawany powszechnie za fachowca. Koper jeszcze w przeddzień dymisji mówił "Gazecie", że Grabarczyk nie rozmawiał z nim na ten temat.
Wybór nowego szefa GDDKiA zaskoczył też drogowców, bo Lech Witecki dróg dotąd nie budował i większość kariery zawodowej spędził w Najwyższej Izbie Kontroli.