BRE Bank zmienia strategię. mBank i MultiBank będą bardziej wybredne

BRE Bank, trzecia największa grupa bankowa w Polsce, przestawia zwrotnicę swojej strategii. Internetowy mBank praktycznie przestał kredytować zewnętrznych klientów, a MultiBank drastycznie podniósł prowizje dla osób mniej zamożnych. Czy w tym szaleństwie jest metoda?


Detaliczne odnogi BRE Banku, trzeciej co do wielkości grupy bankowej w Polsce, przez lata były jednymi z liderów w pozyskiwaniu nowych klientów. Nawet teraz, kiedy konkurencja w walce o konta osobiste jest większa niż kiedykolwiek, do banków BRE przychodzi co kwartał 100 tys. nowych klientów. Mimo że ani mBank, ani MultiBank nie prowadzą agresywnych akcji promocyjnych i nie płacą klientom za przeniesienie rachunków od konkurencji.

Ostatnie posunięcia szefów BRE zdają się jednak wsypywać piach w tryby tej maszyny. mBank ostatnio praktycznie przestał udzielać kredytów klientom, którzy nie mają w tym banku konta i odpowiedniej historii. Z kolei MultiBank podniósł prowizje dla osób, które nie mogą się poszczycić dochodami rzędu 5 tys. zł miesięcznie i więcej. A całkowicie darmowe konto, wcześniej dostępne dla każdego, dziś może mieć w MultiBanku tylko osoba z dochodami powyżej 10 tys. zł.

O zmiany strategii pytamy Wiesława Thora, p.o. prezesa BRE Banku.

Dlaczego mBank stał się mniej przyjazny dla nowych klientów?

Wiesław Thor: Nie stał się mniej przyjazny. Owszem, ponad rok temu wycofaliśmy z mBanku pożyczkę gotówkową dla klientów zewnętrznych. Okazało się, że ta oferta nie była najlepszym pomysłem, ale nie mogliśmy się o tym inaczej przekonać, niż sprawdzając to na własnej skórze. Obecnie naszym celem jest wzrost sprzedaży kredytów konsumpcyjnych, jednak głównie na podstawie własnej bazy klientów. Obsługę klientów niemających u nas historii kredytowej znacznie ograniczyliśmy.

Zamykanie się na klientów zewnętrznych spowolni wzrost dochodów...

- Nie zamykamy się na nikogo. Przeciwnie, otwieramy się na naszych klientów. Słabiej znając klienta, narażamy siebie i jego na to, że nie dość poznamy jego potrzeby i zaproponujemy mu produkt niedopasowany do jego potencjału. Bank to nie stacja benzynowa, nie działamy na zasadzie "sprzedać i zapomnieć".

Z czego wynika drastyczny wzrost prowizji w MultiBanku? Nie obawia się pan utraty klientów?

- Nowe ceny nie odbiegają od rynkowych, a w grupie zamożnych, którym MultiBank jest dedykowany w pierwszej kolejności, mamy bardzo atrakcyjne stawki. Nie spodziewamy się odpływu klientów.

A oprocentowanie depozytów w mBanku i MultiBanku będzie dalej spadać?

- Chcemy ograniczyć zasób depozytów. Nie przewiduję w najbliższym czasie agresywnej walki o nie, bo dziś mamy ich wystarczająco dużo, by finansować udzielanie kredytów.

Ilu nowych klientów BRE Bank zamierza pozyskiwać z kwartału na kwartał?

- Chcemy, by w 2012 r. z naszej oferty korzystało 4 mln klientów, czyli o pół miliona więcej niż dziś. Są duże szanse, że ten plan zostanie wykonany z naddatkiem.

Ostatnio wraca głośny konflikt z tzw. nabitymi. Szykuje się pozew zbiorowy przeciwko bankowi.

- Bank zrobił wszystko, co możliwe, aby porozumieć się z klientami. Usiedliśmy do rozmów, udało się wypracować ważny kompromis, którego efektem było podpisanie porozumienia i wspólna oferta dla wszystkich klientów tzw. starego portfela. To była oferta uczciwa, odpowiadająca możliwościom, jakie dawała sytuacja na rynku. Wielu klientów to rozumie i akceptuje, że kryzys, z jakim się borykał rynek finansowy, spowodował, że nie da się wrócić do ofert dostępnych kilka lat temu. Są też tacy, którzy uznali, że zmienią zapisy swoich umów na drodze sadowej. Rozumiemy to, choć uważamy, że nie tędy droga. Zdajemy sobie sprawę, że przed nami mogą być długie lata procesu, jesteśmy przekonani, że także przed sądem dowiedziemy, że działaliśmy i działamy uczciwie.