Przez opieszałość gmin mieszkania są droższe

Urzędnicy gminni łamią procedury budowlane. Koszty tego ponoszą m.in. klienci firm deweloperskich, kupując od nich droższe mieszkania
Takie mało budujące wnioski wypływają z ankiety, którą wśród swoich członków przeprowadził Polski Związek Firm Deweloperskich (PZFD). Deweloperowi, który zainwestował w grunt i projekt osiedla, do szczęścia potrzebne jest już tylko pozwolenie na jego budowę. Problem w tym, że jeśli teren, na którym ma stanąć dom, nie jest objęty planem zagospodarowania przestrzennego, który mówi, co i gdzie wolno budować, deweloper musi wcześniej uzyskać decyzję o warunkach zabudowy.

Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego, powinien ją dostać najpóźniej w ciągu dwóch miesięcy. W praktyce, w 95 proc. przypadków trwało to dłużej. Co druga inwestycja w latach 2008-2010 była blokowana przez gminnych urzędników dłużej niż rok! Jacek Bielecki z PZFD tłumaczy to strachem przed podjęciem tego typu decyzji, że np. ktoś ich posądzi o wzięcie łapówki. - Słyszałem na własne uszy, jak jeden z wiceprezydentów dużej aglomeracji mówił w obecności swoich urzędników, że nie wyobraża sobie, by decyzja o warunkach zabudowy mogła być wydana niemal o ręki. Świadczyłoby to bowiem, albo o niekompetencji urzędnika, albo, że w grę wchodzi korupcja - opowiadał Bielecki w czasie wtorkowej konferencji.

W ankiecie PZFD najgorzej wypadł Kraków. Tamtejsi deweloperzy podali, że na decyzje o warunkach zabudowy czekali ponad rok. W Poznaniu, Łodzi, Warszawie, Wrocławiu, Szczecinie, Bydgoszczy było trochę lepiej, choć i tu kodeksowy termin dwóch miesięcy - dodajmy, że dla spraw szczególnie skomplikowanych - nie był przestrzegany (w Poznaniu - tylko w 14 proc. przypadków). W stolicy na co czwartą tego typu decyzję deweloperzy czekali dłużej niż rok. - Oczywiście żaden deweloper się nie poskarży, bo wie, że może się narazić urzędnikom. I następnym razem przeczołgają go jeszcze bardziej - skarżą się przedsiębiorcy.

Wszystkie te miasta łączy niewielka liczba planów zagospodarowania przestrzennego. Jak są one ważne pokazuje przykład Gdyni i Gdańska, w których 100 proc. terenów inwestycyjnych jest pokrytych takimi planami. Działający tam deweloperzy nie skarżą się na przewlekłe procedury, bo od razu występują o pozwolenie na budowę. I dostają je najczęściej w ciągu dwóch miesięcy. W Gdyni jest to normą. W Gdańsku, co czwarta inwestycja czeka na pozwolenie nieco dłużej (maksymalnie pół roku). - To świadczy o tym, jak dużo zależy od ludzi, którzy stosują prawo - komentował prezes PZFD Jarosław Szanajca.

- Mimo, że w całej Polsce obowiązują te same przepisy, w różnych miastach są bardzo duże różnice w sprawności obsługi inwestorów - wtórował mu Zbigniew Malisz z zarządu związku. - Pokazuje to, że z jednej strony można w miarę sprawnie działać w ramach obowiązujących przepisów, z drugiej zaś - widać niedoskonałość prawa, które nagminnie lekceważone jest przez urzędy.

Wiceprezes PZFD Marek Poddany zapewnił, że próbował zweryfikować dane nadesłane przez deweloperów z oficjalnymi danymi z poszczególnych gmin. Sęk w tym, że odpowiedziały tylko cztery, w tym uwzględnione w rankingu Łódź i Gdynia. Prezydenci Krakowa, Warszawy i Szczecina odmówili podania informacji o czasie trwania postępowań o wydanie warunków zabudowy i pozwoleń na budowę, powołując się na ustawę o dostępie do informacji publicznej. Kuriozalna sytuacja miała miejsce w stolicy. PZFD odwołał się do Samorządowego Kolegium Odwoławczego, które uchyliło odmowną decyzję. Ale prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz-Walz powtórzyła ją, bo uznała, że PZFD działa w tym przypadku w interesie branżowym a nie społecznym. Czy aby na pewno?

Marek Poddany twierdzi jednak, że koszty pośrednie, które wynikają z bardzo długiego czasu przygotowania inwestycji, mogą podwyższyć koszt budowy m kw. mieszkania. Jeśli zwłoka wynosi rok - nawet o 5 proc., co np. w Warszawie może oznaczać wyższą cenę mieszkań średnio o ok. 400 zł na metrze. Poza tym, gdyby były plany, wzrosłaby podaż gruntów. To zaś spowodowałoby spadek ich cen. No i wzrosłaby też konkurencja między deweloperami, a w konsekwencji spadłyby ich marże. Przypomnijmy, że w najnowszym raporcie Banku Światowego "Doing Business 2011". W kategorii "czas potrzebny na uzyskanie pozwolenia budowlanego" nasz kraj sklasyfikowano na 164. miejscu!