Mieszkańcy przejęli swojego dewelopera

Mieszkańcy osiedla Zielona Dolina w Gdańsku stracili swojej mieszkania, gdy upadłość ogłosiła firma która je wybudowała. Teraz ją wykupili i chcą spłacić jej długi. Zgodzić musi się na to jednak sąd.
Osiedle Zielona Dolina na gdańskich Łostowicach przy ul. Stanisława Dąbka zaczęło powstawać siedem lat temu. Dzisiaj stoją tu cztery kilkupiętrowe bloki i piąty, który wciąż wymaga wykończenia (w miejscu, gdzie miały być budowane blok szósty i siódmy od lat zieje dziura w ziemi). W 2006 r. do budynków zaczęli wprowadzać się pierwsi lokatorzy. Dwa lata później, w grudniu 2008 r., deweloper, czyli TBS Konkret ogłosił upadłość. Od tej pory osiedlem zarządza syndyk. - Jest nas w sumie ok. 150 rodzin. Niestety deweloper przed ogłoszeniem upadłości, nie podpisał z nami aktu własności. W oczach syndyku nie byliśmy już właścicielami naszych mieszkań - nawet te osoby, które wpłaciły pełną sumę za lokal - tylko "dzikimi lokatorami", osobami zajmującymi mieszkania bezumownie. W efekcie syndyk kilkakrotnie podwyższył czynsze - my uparcie płacimy pierwotną stawkę - baliśmy się, że nasze mieszkania zostaną zlicytowane, żeby spłacić wierzytelności - skarżą się lokatorzy.

Ale po dwóch latach "w zawieszeniu" mieszkańcy Zielonej Doliny postanowili wziąć sprawę w swoje ręce. - Zrobiliśmy kawał dobrej roboty - zapewnia Tadeusz Brzezicki z ul. Stanisława Dąbka. - Doprowadziliśmy do odkupienia udziałów od byłego prezesa TBS Konkret, czyli: przejęliśmy firmę. Powołaliśmy całkowicie nowy zarząd, w skład którego wchodzą mieszkańcy oraz członkowie Stowarzyszenia Dąbka (czyli także lokatorzy). W lipcu złożyliśmy w sądzie gospodarczym wniosek o przekształcenie upadłości likwidacyjnej w upadłość układowo-naprawczą.

Jaka to różnica? W przypadku upadłości likwidacyjnej syndyk dąży do wyprzedania majątku, w tym także wchodzących w jego skład mieszkań, żeby spłacić wierzytelności. W sytuacji upadłości układowo-naprawczej sąd wyznacza nadzorcę a dopiero powołany zarząd dąży do zdobycia pieniędzy, dzięki którym spłaci wierzycieli. - W sądzie złożyliśmy listy intencyjne od największych wierzycieli, zewnętrznych, takich jak np.. firmy budowlane. W listach tych deklarują, że popierają naszą inicjatywę. Kolejnymi wierzycielami są mieszkańcy ale to żaden problem: oni po prostu dostaną swoje mieszkania. Jak chcemy zdobyć pieniądze na spłatę długu? Ze sprzedaży mieszkań. Wykończymy "piąty" blok a także postawimy te dwa brakujące budynki. Już znaleźliśmy prywatnego inwestora, który chce z nami współpracować. Prosiliśmy jedynie o dwuletni okres karencji na spłatę wierzycieli. Te lata będziemy musieli poświęcić na ciężką harówę, żeby zdobyć pieniądze.

Jan Cieciora, prezes nowego zarządu osiedla: - Nie mieliśmy innego wyjścia, tylko sami zająć się sprawą. Układ to najlepsze wyjście, tym bardziej, że jest realnie rozpisany: na pięć lat. Mieszkańcy przez dwa lata będą płacili nieco wyższe czynsze, około 2 zł więcej - to pomoże spłacić dług - po dwóch latach będziemy już mogli zacząć podpisywać akty notarialne. Skończymy w ciągu pięciu. I lokatorzy będą już mieli swoje lokale na własność.

Mieszkańcy wierzą w powodzenie swojego projektu i liczą na przychylność sądu. Tadeusz Brzezicki: - To całkiem nowa inicjatywa, chyba jedyna w Polsce na taką skalę. Nawet nasze władze mogłyby się poszczycić, że mają takich przedsiębiorczych obywateli. Byleby tylko sąd się przychylił do naszej propozycji. Ale jesteśmy dobrej myśli, wierzymy w sprawiedliwość.

Rafał Terlecki, prezes gdańskiego sądu: - To pierwszy w okręgu gdańskim wniosek o zmianę rodzaju postępowania upadłościowego z likwidacyjną na naprawczą. Czy się powiedzie? O tym zadecyduje sąd. Mogę jedynie powiedzieć, że jeśli możemy dać ludziom szansę, to ją dajemy.

Rozprawa odbędzie się 16 listopada.



Polecamy - Niedosłyszący siedzi w domu. Nie dla niego kultura



Czy polskie prawo wystarczająco chroni ludzi kupujących mieszkania?