Wojna o apartamentowiec. Deweloper oskarża i ostrzega

Atak firmy Orco, która chce kontynuować budowę drapacza chmur przy ul. Złotej 44: - Mieszkańcy z sąsiedztwa stosują szantaż i żądają pieniędzy, a polska biurokracja jest jak z Kafki.
Szkielet z żelbetu wieżowca ucięty na wysokości 17. piętra straszy w centrum - tuż obok Złotych Tarasów. Michał Murawski, doktorant z Cambridge dworuje sobie z przerwanej inwestycji. Radzi, by posłużyła jako stelaż na wielką płachtę z portretem Józefa Stalina. Zrobił nawet wizualizację. Miał to być symboliczny triumf dawnego patrona Pałacu Kultury nad wielkim kapitałem pokonanym przez globalny kryzys.

- Gdyby nasz budynek (zaprojektowany przez Daniela Libeskinda, ponad 190 m wysokości) mógł mówić, to by krzyknął: "Dajcie mi rosnąć!" - przekonywał w piątek na konferencji Jean-Francois Ott, prezes Orco Property Group.

Wcześniej spotkał się z wicewojewodą Dariuszem Piątkiem i wiceprezydentem Jackiem Wojciechowiczem. Prosił o pomoc "w przyspieszeniu ciągnącej się od dwóch lat sprawy dotyczącej pozwolenia na budowę apartamentowca (...) tak, by prace mogły ponownie ruszyć jeszcze w tym roku".

Sąsiedzi z bloków przy Złotej i Emilii Plater zaskarżyli bowiem pozwolenie na budowę, a Naczelny Sąd Administracyjny nakazał przekazanie sprawy do ponownego rozpatrzenia przez wojewodę.

Kto zapłaci za straty

Prezes Orco atakował i nie przebierał w słowach ("polska administracja jest postrzegana jako nieefektywna i stanowi powód do wstydu dla Warszawy i Polski"). Ostrzegał protestujących, że "jest w cholernie dobrej formie" i go popamiętają. Epatował liczbami: "wartość inwestycji to ponad pół miliarda złotych". Przekonywał, że zatrzymana inwestycja to "strata 45 tys. zł dziennie". Policzył, że wpływy państwa z podatku VAT w trakcie budowy, a potem sprzedaży apartamentów to ok. 100 mln zł.

- Kto zapłaci za to, że Orco traci? Nie chcę nikogo straszyć, ale społeczeństwo też poniesie koszty. Oskarżam siedem osób z sąsiednich bloków, które oprotestowały i zatrzymały budowę - mówił prezes Ott.

Wytknął, że do Polski płyną ogromne pieniądze unijne z Zachodu ("67 mld euro"). Pytał: - Co Polska z nimi zrobi i czy je wykorzysta, jeśli w tym państwie tak trudno realizować inwestycje? Prosił rząd i samorząd o pomoc w sprawie Złotej 44.

"Gazeta" dociekała, czy atak na wszystkich, władze centralne i lokalne jest słuszny. Przecież firma sama przerwała inwestycję, bo wpadła w tarapaty finansowe. Prezes Orco uciął: - Nie rozmawiamy o przeszłości, tylko o teraźniejszości. W różnych miejscach na świecie musieliśmy wstrzymać budowy, które wznawiamy. Tylko w Warszawie nie możemy.

- Dokumentacja dotycząca Złotej 44 wróci do nas. Jest kilka możliwości: pozwolenie na budowę wydane przez panią prezydent Warszawy będzie utrzymane, albo zostanie uchylone i wojewoda wyda nowe. Nie można wykluczyć, że całą procedurę inwestor powtórzy od nowa. Musimy wcześniej poznać pisemne uzasadnienie wyroku NSA. Będzie gotowe za ok. dwa tygodnie - powiedziała "Gazecie" Ivetta Biały, rzeczniczka prasowa wojewody mazowieckiego.

I uspokajała, że urząd stara się załatwiać sprawę "najszybciej, jak to tylko możliwe, bo inwestycje stanowią priorytet rządu".

Ugoda albo sąd

Skontaktowaliśmy się z pełnomocniczką siedmiu protestujących mieszkańców z bloków przy ul. Złotej i Emilii Plater. - Czy chcecie wymusić pieniądze od dewelopera? - pytamy.

- Orco to silna spółka, wprowadza w błąd. Wszystko odbywa się zgodnie z prawem - zapewnia mecenas Anna Borkowska. Swoich klientów przedstawia jako starszych i przestraszonych, których mieszkania z powodu rozpoczętej budowy drapacza chmur tracą na wartości, z czym właściciele nie mogą się pogodzić. - Mają teraz kiepski dostęp do światła dziennego. Moi mocodawcy chcieli, by deweloper odkupił od nich mieszkania, albo wypłacił odszkodowania. Zwłaszcza, że są już spękania klatki schodowej - twierdzi mecenas Borkowska.

Dziwi się, gdyż Orco prosiło o informacje dotyczącą spornych mieszkań, wydawało się, że trwają pertraktacje, a tu nagle oskarżenie o szantaż. - Firma o zasięgu międzynarodowym i takie zachowanie? Po prostu włosy dęba stają. Albo będzie ugoda, albo po odszkodowanie pójdziemy do sądu - ostrzega.

W oficjalnym komunikacie prezes Orco zapewnia: "Jestem zdecydowany doprowadzić projekt Złota 44 do końca dla dobra klientów, akcjonariuszy i partnerów biznesowych. Jeżeli okaże się to niemożliwe, będę zmuszony odwołać się do międzynarodowego wymiaru sprawiedliwości".