Śląska rada na kicz w architekturze

Tych projektów nie znajdziesz w katalogach. Najpiękniejsze domy w Polsce powstają na Śląsku
*Architekt jest inżynierem, nie designerem. *Ważne jest budowanie przestrzeni, nie forma. *Architekt ma wymyślać, nie naśladować. *Ważna jest tradycja. *Trzeba umieć doceniać to, co szare. Szare jest piękne. Śląsk jest piękny.

To podstawowe zasady, jakie przekazują swoim uczniom profesorowie Wydziału Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach. To dzięki nim nie tylko wyrastają takie architektoniczne cuda jak nowa ceglana aula Akademii Muzycznej w Katowicach czy oprawiony w szkło modernistyczny Teatr Rozrywki w Chorzowie, ale także powstają najpiękniejsze jednorodzinne domy w Polsce. To całkiem nowa architektura, daleka od tej, która zalewa katalogi gotowych projektów, silna tradycją, z której wyrasta, pragmatyzmem odziedziczonym po robotniczych pokoleniach i sprawdzona w trudnym terenie, w jakim powstaje.

Po pierwsze, tradycja

Zapomnij o różowych i pistacjowych elewacjach. Wieżyczkach, wykuszach, kolumienkach, spiętrzonych balkonikach. Tapetach, firankach, panelach i gładziach.

W śląskich projektach szarość betonu sąsiaduje z czerwienią ceglanych murów, z drewnem na elewacjach. Jeśli coś w nich błyszczy, to tylko szkło. Bo architekci ze Śląska nie wdzięczą się ani do tradycji szlacheckich dworków, ani niemieckich pałacyków. Wolą własną estetykę - trochę familokową (to robotnicze domy, które pojawiają się w filmach Kazimierza Kutza), trochę postindustrialną. Powściągliwie korzystają ze zdobyczy współczesnego designu. Nad feerię kształtów i barw przekładają czystą kolorystykę i proste firmy. Dom ma być naturalnym uzupełnieniem miejsca, w którym powstaje. Prostota form i minimalizm wykończenia powoduje, że śląskie domy nie są drogie w budowie, za to są energooszczędne i łatwe w utrzymaniu.

Przybywa ich nie tylko na Górnym Śląsku - w Katowicach, Rudzie Śląskiej, Bytomiu, Pszczynie, Mikołowie, ale i w Małopolsce. Powstają w Niemczech i pod Warszawą. Są nagradzane na światowych konkursach architektonicznych (szczególnie podobają się domy Roberta Koniecznego, budynek zwany Domem Aatrialnym, który wzniósł pod Opolem otrzymał tytuł Domu Roku 2006 na Świecie). Jeszcze nie dały rady urbanistycznemu i architektonicznemu kiczowi miast (również śląskich) i deweloperskiemu bezguściu, ale już wypowiedziały mu wojnę.

Jak piękne w swej skromności osiedle zaprojektowane przez Jana Pallado i Aleksandra Skupina w Rudzie Śląskiej. Czerwone ściany i zielone dachy. Dziesięć domów po szesnaście mieszkań, każda rodzina ma swój ogródek. Niby wszyscy mieszkają razem, ale oddzielnie, bo każda rodzina ma prawo do swojej przestrzeni. Podobnie jak w wybudowanym na początku XX wieku katowickim osiedlu Giszowiec opisanym mistrzowsko przez Małgorzatę Szejnert w uhonorowanej rok temu nagrodą Cogito książce "Czarny ogród".

Albo jak fantastyczny w swej prostocie "Dom Śląski" Małgorzaty Pilinkiewicz i Tomasz Studniarka, który pięć lat temu wyrósł w miejscu starego robotniczego domu w Katowicach. Niby ten sam, ale zupełnie inny. Zachowano czerwoną cegłę, z której XIX-wieczny murarz wzniósł ściany, formę łukowych okien i drewniany strop. Ale podniesiono dachy, wzmocniono stalową konstrukcję nośną, dzięki czemu można było zrezygnować z wewnętrznych ścian nośnych i otworzyć przestrzeń.

Przestrzeń to wolność

Architekci po gliwickiej uczelni nie znoszą klitek. Dlatego namawiają swoich klientów do budowania parterowych domów w formie prostopadłościanów albo na planie kwadratu, w dodatku otwartych - jeśli to tylko możliwe na ciasnym Śląsku - na krajobraz. Las, lasek lub choćby zagajnik. Jak w Ornontowicach pod Gliwicami, gdzie Przemo Łukasik i Łukasz Zagała wybudowali piękny dom, w którym ściana południowa jest całkowicie oszklona, tylko nocą osłania ją drewniana żaluzja. Takie rozwiązania można zobaczyć w Ameryce, w Polsce to rzadkość, bo prostopadłościan kojarzy się z ciągle lekceważonym przez Polaków bungalowem. Wolimy piętro z mieszkalnym poddaszem - ze względów estetycznych i ekonomicznych. Domy parterowe ciągle zresztą uchodzą za droższe w realizacji od piętrowych .

Ale śląscy architekci je uwielbiają - są bezpretensjonalne, wtapiają się w krajobraz. Otwierają się nań, uzupełniają go zamiast nad nim dominować. Jak dom w Mikołowie projektu Roberta Skitka i Roberta Wilczoka: prosty, otwarty na las ogromnymi oknami i drewnianym tarasem.

Domy parterowe są idealne dla starszych ludzi - jak choćby Dom z Kapsułą, który Robert Konieczny zaprojektował - z czułością i rozsądnie - dla swoich rodziców i babci w Rudzie Śląskiej. Na stu metrach domku wzniesionego kilka lat temu za 250 tys. wszystko jest na wyciągnięcie ręki, nikt nie wspina się po schodach. A w centrum - właśnie w kapsule - jest najważniejsze miejsce w śląskim domu: kuchnia z jadalnią, spiżarką i kominkiem. Drewno do niego nie leży za węgłem, tylko w ścianach-siatkach, stanowiących jednocześnie ażurową ozdobę tarasu.

Podstawowa zasada projektowania domu to respekt dla miejsca, w którym stanie. Łatwo jest wybudować dom na pięknej kwadratowej działce, pod lasem, z widokiem na góry. Znacznie trudniej w pagórkowatym terenie, w dodatku zniszczonym przez pracę kopalni, w sąsiedztwie ruchliwej drogi albo w gęstej zabudowie. Takie kłopoty to dla śląskich architektów chleb powszedni. Czasem stają na głowie, żeby zbudować niezwykłe w swej prostocie domy na niewielkich, nawet pochyłych działkach, skutecznie odcinając mieszkańców od niedogodności otoczenia, a jednocześnie eksponując zalety miejsca.

Dom Z Ziemi Śląskiej w Katowicach autorstwa Marleny Wolnik i Roberta Koniecznego, który powstał na szkodach górniczych sprawia wrażenie, jakby rzeczywiście wyłaniał się z. ziemi. Jego kondygnacje piętrzą się na uskokach terenu, idealnie się doń dopasowując. Ten sam duet zaprojektował Dom Trójkątny - nie dość, że na niewielkiej działce, to jeszcze przeciętej w poprzek żyłą wodną. Ceglana, klinkierowa ściana odcina od drogi dom zaprojektowany przez Tomasza Studniarka w Bytomiu. Z drugiej strony budynek otwiera się na ogród przez wielką ścianę okno.

Na najbardziej hardkorowy minimalizm postawił architekt Przemo Łukasik, urządzając własne mieszkanie w starej lampiarni - jego dom wisi na ośmiu betonowych palach tuż obok kopalni w Bytomiu. Z okna łazienki widać kopalniany szyb.

Ma być tanio, praktycznie i przyjemnie. Bez niepotrzebnych udziwnień. Prosto, jak najprościej. To dlatego - jak opowiadał dziennikarzowi Robert Konieczny - lubi duże szklane okna bez firan ("łatwo przez nie patrzeć na ogród"), betonowe podłogi ("lejemy beton, przejeżdżamy specjalną maszyną, raz dwa gotowe, fajne i tanie, wielki kamień bez fug"), stalowe konstrukcje ("po co żelbet gładzić, gipsować, przecież można zostawić tak jak jest?").

Wyrzuć firanki

Czy w takich domach - ze szkła, betonu, z płaskimi dachami i czerwoną cegłą - jest mniej ciepło i przytulnie niż w pseudoszlacheckich dworkach? Okazuje się, że nie. Rodzice Koniecznego przekonywali go, że w dużych, wychodzących na ogród oknach Domu z Kapsułą trzeba powiesić firanki. Nie zgodził się. Po dwóch miesiącach życia w nowym domu przyznali, że miał rację. Firanki tylko zasłaniałyby widok na ogród.

Warto byłoby wydać katalog z gotowymi projektami śląskich domów jednorodzinnych. Wtedy zobaczylibyśmy całkiem nowe perspektywy polskiej architektury. Nie przysłonięte dworkami, kolumienkami i wieżyczkami.

Domy jednorodzinne, ale również stację benzynową, ośrodek sportowy, filharmonię, osiedla i muzea zaprojektowane przez absolwentów Politechniki Śląskiej można oglądać do końca listopada w galerii SARP w Katowicach (ul. Dyrekcyjna 9). Autorem tekstu towarzyszącego wystawie, z którego zaczerpnęłam zasady "jak uczyć architektury", jest Andrzej Duda