Zamiast franka dopłata do złotego

Kryzys na rynkach finansowych zmusza banki do przykręcania śruby z kredytami mieszkaniowymi, ale Sejm zamierza nieco ją odkręcić. Jak? Łagodząc warunki uzyskania budżetowej dopłaty do odsetek
Paweł Majtkowski z firmy brokerskiej Expander przypomina, że dzięki tej dopłacie - mniej więcej połowy odsetek przez osiem lat spłaty - kredyt w złotych jest tańszy niż we frankach szwajcarskich. W dodatku ten ostatni jest już właściwie niedostępny dla większości kredytobiorców, bo banki stosują zaporową marżę (np. w BZ WBK podniesiono ją z 1 do 3,5 proc.) albo żądają bardzo wysokiego wkładu własnego. We wczorajszej "Gazecie" informowaliśmy, że Bank Millennium nie udzieli już kredytu we frankach na więcej niż 65 proc. wartości nieruchomości. Podobną decyzję podjął wcześniej Santander Consumer Bank. A w DomBanku, który jeszcze do niedawna pożyczał nawet 130 proc. wartości nieruchomości, teraz klienci chcący wziąć kredyt frankowy muszą sfinansować z własnej kieszeni co najmniej 20 proc. kosztów. Podobną zasadę wprowadził też PKO BP.

Specjaliści nie mają wątpliwości, że zaostrzenie warunków kredytowania uderzy przede wszystkim w młodych ludzi, którzy nie zdążyli jeszcze odłożyć żadnych pieniędzy na swoje pierwsze mieszkanie. Ale jest szansa, że przynajmniej młodym małżeństwom i osobom wychowującym dzieci będzie trochę łatwiej o budżetową dopłatę do odsetek. W czasie debaty, która odbyła się w Sejmie w czwartkowy późny wieczór, wszystkie kluby poselskie poparły w drugim czytaniu projekt nowelizacji ustawy o finansowym wsparciu rodzin w nabywaniu własnego mieszkania. To właśnie ta ustawa zapewnia budżetowe dofinansowanie kredytów mieszkaniowych, których udzielają obecnie m.in. PKO BP i Pekao SA oraz Spółdzielcze Kasy Oszczędnościowo-Kredytowe, zwane SKOK-ami.

Dzięki jednej z poprawek ci, którzy mają za niską zdolność kredytową, będą ją mogli poprawić, korzystając ze wsparcia np. rodziców. Przy normalnych kredytach banki się na to zgadzają, ale w przypadku kredytów z dopłatą ustawa na to nie pozwala. Dodajmy, że w resorcie infrastruktury powstał projekt nowelizacji innej ustawy, dzięki której posiadacze książeczek mieszkaniowych mogliby wykorzystać wypłaconą wcześniej premię gwarancyjną jako wkład własny przy zaciągnięciu kredytu.

Jednak dla potencjalnych chętnych na dopłatę do odsetek największą barierą jest ustawowe kryterium kosztowe. Cena mieszkania lub koszt budowy domu nie może przekroczyć średniego kosztu budowy dla województwa lub miasta wojewódzkiego. Wprawdzie ubiegłoroczna nowela podniosła ten wskaźnik o 30 proc., ale w największych miastach rzeczywiste ceny mieszkań i tak są wyższe.

Np. w Warszawie, aby dziś dostać dopłatę, metr kwadratowy mieszkania musi kosztować poniżej 6,6 tys. zł. Jeśli wskaźnik zostanie ustawowo podwyższony o 40 proc., to dla Warszawy byłoby to już przeszło 7,1 tys. zł za m kw. Za taką kwotę można tu kupić bez problemu nowe mieszkanie na obrzeżach miasta. Z kolei na rynku wtórnym co czwarte mieszkanie ma cenę poniżej 8 tys. zł za m kw. Poza tym trzeba też wziąć pod uwagę, że ceny wielu mieszkań jeszcze spadną, więc zdobycie dopłaty stanie się jeszcze łatwiejsze.

Poseł sprawozdawca Wiesław Szczepański z Lewicy liczy na to, że Sejm uchwali nowelę kredytową jeszcze w tym tygodniu. Rozstrzygnięty zostanie też los poprawki zgłoszonej przez to ugrupowanie, by z dopłaty mogły skorzystać także osoby samotne. - Kiedy pyta się dziś młodych ludzi o to, co jest dla nich najważniejsze, odpowiadają: praca, mieszkanie, a potem rodzina - przekonywał w Sejmie Szczepański.