Chińczycy chcą budować Polskę

Mury wszystkich zawodówek w Polsce opuściło w minionym roku szkolnym dziewięciu cieśli, 16 dekarzy i 45 betoniarzy-zbrojarzy. Wieść o kłopotach polskich firm budowlanych z naborem specjalistów dotarła już nawet do Chin.
- Mamy oferty od Chińczyków. Są skłonni pracować na polskich budowach za minimum 600 dol. miesięcznie - przyznał minister budownictwa Andrzej Aumiller w czasie poniedziałkowej konferencji poświęconej zatrudnieniu w budownictwie. Aumiller zapowiedział, że będzie przekonywał rząd do otwarcia naszego rynku pracy dla robotników sezonowych oraz podwykonawczych firm budowlanych spoza Unii Europejskiej. - Na razie na rok, a potem zdecydujemy co dalej - stwierdził Aumiller.

Resort budownictwa prowadzi właśnie konsultacje w tej sprawie z organizacjami budowlanymi. - Prawdopodobnie w ciągu dwóch tygodni będziemy mieli dane pokazujące skalę problemu braku siły roboczej w budownictwie - poinformowała wiceminister budownictwa Elżbieta Janiszewska-Kuropatwa.

Co na to Ministerstwo Pracy? Wiceminister pracy Romuald Poliński radzi przedsiębiorcom budowlanym, aby nie robili sobie zbytnich nadziei na wykwalifikowanych robotników z Ukrainy czy Białorusi. - Sporo ich pracuje w naszym kraju, ale w szarej strefie. Nie są oni zainteresowani wyjściem z niej - uważa Poliński. - W dodatku na Ukrainie nastąpiło ożywienie w budownictwie. Ci, którzy decydują się na wyjazd z kraju, omijają Polskę, bo na zachodzie Europy mogą zarobić więcej - dodaje.

Od ponad roku przedsiębiorcy budowlani alarmują, że także nasi specjaliści masowo wyjeżdżają do pracy do krajów starej Unii, zwłaszcza do Wielkiej Brytanii i Irlandii. Ten exodus zbiegł się z ożywieniem na krajowym rynku budowlanym. Na murarzy czy cieśli czekają dziś w urzędach pracy setki ofert. W wielu miastach, m.in. w Poznaniu, Warszawie i Krakowie, firmy budowlane ogłaszają nabór pracowników na reklamowych city-lightach.

Tymczasem młodzi ludzie nie garną się do zawodów budowlanych. Szef sekcji szkół budowlanych przy Polskiej Izbie Przemysłowo-Handlowej Bogdan Dyjuk poinformował, że w minionym roku szkolnym mury wszystkich zawodówek w Polsce opuściło tylko dziewięciu cieśli, 16 dekarzy i 45 betoniarzy-zbrojarzy. Z kolei uprawnienia technika drogowego uzyskało niespełna 300 absolwentów budowlanek. To zła wiadomość dla firm drogowych, które przeżywają boom związany z napływem miliardów euro z UE na inwestycje drogowe.

Dyjuk twierdzi, że największym zainteresowaniem - 1640 absolwentów - cieszyła się specjalność "technolog robót wykończeniowych". Problem w tym, że urzędnicy wykreślili ją z klasyfikacji szkolnej i w tym roku nie powstała ani jednak klasa kształcąca tego typu specjalistów. - Będziemy zabiegali o przywrócenie tego kierunku - zapowiedział Dyjuk.

Aumiller przyznał, że niezbędny jest też system stypendialny oraz organizowanie dla uczniów praktyk z prawdziwego zdarzenia. - Wiele firm zgłasza chęć uczestniczenia w programie stypendialnym - cieszy się minister. Równocześnie przyznaje, że fachowców nie uda się zatrzymać, jeśli nie wzrosną ich płace w Polsce. Dziś często nie przekraczają 1,5 tys. zł miesięcznie. Według Dyjuka pracownicy powinni dostać na rękę minimum 2-2,5 tys. zł miesięcznie, czyli mniej więcej tyle, ile chcą Chińczycy. Ostra rywalizacja firm o pracowników powoduje, że oferowane są im coraz wyższe stawki. GUS podaje, że branża budowlana jest obecnie jedną z tych, w której płace rosną najszybciej. Od stycznia do końca września przeciętne miesięczne wynagrodzenie w budownictwie wzrosło o ponad 8 proc.