Prawnicy wyczuli okazję. Za procesy z bankami chcą od frankowiczów nawet 80 tys. zł

Orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) otworzyło frankowiczom nowe możliwości w sporach z bankami. Kancelarie prawnicze wyczuły wzrost popytu. Niektóre za prowadzenie sprawy żądają horrendalnych stawek sięgających 80 tys. zł.

Po mniej więcej dziesięciu latach od boomu na kredyty w szwajcarskiej walucie sytuacja wielu osób, które zdecydowały się na takie finansowanie zakupu nieruchomości, jest nie do pozazdroszczenia. Frankowicze, przynajmniej w pewnej części, zaciągając zobowiązania we franku, stracili. Często po latach sumiennego płacenia rat za dom lub mieszkanie wciąż mają do oddania więcej, niż pożyczyli.

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który zapadł 3 października, przywrócił nadzieję wielu osobom. Przez ekspertów orzeczenie TSUE jest bowiem uznawane za korzystne dla frankowiczów.

Sytuację tę próbuje wykorzystać część kancelarii prawniczych. Jak donosi "Rzeczpospolita", wyczuły one rynek i w niektórych przypadkach żądają horrendalnych stawek za obsługę. Sięgają nawet 70-80 tys. zł. Dziennik stwierdza, że standardowa stawka za sprawę wynosi od 3 do 8 proc. wartości wygranej sprawy albo kilka tysięcy złotych w przypadku kancelarii, które stosują ryczałtowy sposób naliczania wynagrodzenia.

TSUE wydał wyrok, frankowicze zadowoleni. Z jakiego powodu?

Trybunał na początku października orzekł, że umowy kredytu można unieważniać, jeśli powód godzi się na finansowe skutki upadku umowy. Innymi słowy - może dochodzić do sytuacji, w których sąd uznaje umowę za niebyłą, strony zwracają wszystko, co sobie świadczyły do tej pory. Frankowicz "dopłaca" bankowi różnicę pomiędzy już wpłaconymi ratami a tym, co pozostało, i odchodzi wolny. Bez kredytu - ujmując rzecz w skrócie.

Do tej pory zdarzało się, że sąd mógł uznać, że frankowicz w przypadku upadku umowy nie poradzi sobie finansowo ze skutkami wyroku. Sąd nie pytał bowiem o zdanie pozywającego bank. Teraz będzie mógł pytać i upewnić się, że godzi się on na wszystkie skutki upadku umowy.

W innych wypadkach, w których umowa nie upada, frankowicze mają szansę przynajmniej na obniżenie raty. Sąd może bowiem uznać, że klauzula, która opisuje relację franka i złotego, jest nieważna i trzeba ją zastąpić innym zapisem - korzystniejszym dla kredytobiorcy.

W tym wypadku sądy nie były pewne, co robić z tzw. klauzulą abuzywną czyli niedozwoloną, czym ją zastąpić. Wyrok TSUE te wątpliwości - przynajmniej w części - rozwiewa. I ponownie - na korzyść frankowiczów.

Z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że zobowiązania we franku szwajcarskim stanowią 5,2 proc. kredytów, których jest w Polsce ok. 15,2 mln. Oznacza to, że kwestia orzeczenia TSUE dotyczy potencjalnie 800 tys. osób.

Więcej o: