W pięciu smakach, czyli jak się mieszka w Azji

Pięć azjatyckich metropolii znajduje się na liście ulubionych miast miliarderów. Przeciętni mieszkańcy tych miast niewiele mają jednak wspólnego z rezydencjami dla bogatych. Jakie mają mieszkania i dlaczego niektórzy nie mają ich wcale?


Bombaj: apartamenty i slumsy

Azjatyckie miasta są na czele ulubionych przez milionerów (wg firmy Savills). Są też na liście metropolii, w których wiele problemów pozostaje nierozwiązanych. Jak mieszkają w nich ludzie, których zarobki nie są przedstawiane za pomocą siedmiu cyfr?

W ciągu czterech lat - między 2004 i 2008 rokiem - ceny nieruchomości wzrosły w Bombaju o 85 proc. W latach 2009-2011 o kolejnych 40 proc. Miasto znalazło się na liście najdroższych na świecie.

Metr kwadratowy mieszkania w apartamentowcu kosztuje tam nawet 30 tys. zł. Tyle, ile w Nowym Jorku albo Genewie. Raporty przedstawiały (i przedstawiają) Bombaj jako miejsce świetne na inwestycje w apartamenty wysokiej klasy, dla milionerów.

Na takie stać jednak nielicznych. Szacuje się natomiast, że ponad 40 proc. mieszkańców miasta żyje w slumsach. W mieście znajduje się jeden z największych slumsów Azji. W Dharavi mieszka milion ludzi.

Warunki sanitarne? Trzy czwarte mieszkań nie ma własnej toalety, a około 100 tys. ludzi musi żyć bez dostępu do wody pitnej. Za wynajem liczącego kilkanaście metrów kwadratowych "mieszkania" płaci się tam około 4 dolarów miesięcznie.

Zamieszkać na świecie: Jak się mieszka w Hong Kongu, Berlinie czy w Pradze? >>
Kliknij, by obejrzeć galerię

Szanghaj: nie ma mieszkań dla przeciętniaków

Tam wszystko jest masowe. Obecnie w całych Chinach powstaje około 30 mln mieszkań. Z czego większość w rozwijających się metropoliach, w tym w Szanghaju (również na liście ulubionych przez miliarderów). Tyle, że większość z nich jest niedostępna dla przeciętnego Chińczyka.

Wg BBC metr kwadratowy kosztuje w Chinach trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia. W Szanghaju wskaźnik ten jest nawet wyższy. Na metr kwadratowy trzeba tam pracować cztery miesiące. Cena? Po przeliczeniu ponad 3,8 tys. zł.

W jednym tylko 2007 roku ceny w Szanghaju wzrosły o połowę. Drugie tyle w kolejnych latach. Ceny w Szanghaju rosną tak bardzo, że władze rozważają wprowadzenie specjalnego podatku, który miałby ten wzrost powstrzymać.

Dynamiczny wzrost cen to efekt bańki na rynku nieruchomości, przed którą ostrzega Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Ale też innego zjawiska, które jest wspólne dla wielu metropolii w Azji. W Szanghaju po prostu nie buduje się mieszkań dla przeciętnego Chińczyka.

Według raportu o stanie chińskich miast przygotowanego przez UN-Habitat udział mieszkań budowanych dla przeciętnego obywatela spadł z 25 proc. w 2000 roku do około 7 proc. w 2008. W samym Szanghaju (wg tego samego raportu) takich mieszkań praktycznie się nie buduje.

Zamieszkać na świecie: Jak się mieszka w Hong Kongu, Berlinie czy w Pradze? >>
Kliknij, by obejrzeć galerię

Hongkong: boom kontra mieszkańcy

Także przeciętny człowiek z Hongkongu nie może liczyć na to, że uda mu się zamieszkać za niewielkie pieniądze. Mieszkania w Hongkongu są bowiem dobrem rzadkim, nie tylko dla najgorzej zarabiających. Także klasa średnia ma problemy z kupnem odpowiedniego lokalu. Żeby kupić mieszkanie o powierzchni około 50 m2, trzeba mieć w HK około 320 tys. zł. Jeszcze dziesięć lat temu wystarczyło około 130 tys. zł.

Jak wynika z danych miejscowego urzędu statystycznego 81 proc. mieszkańców miasta żyje w lokalach o powierzchni mniejszej niż 40 m2. Jedna trzecia ? w takich, które mają mniej niż 30 m2 powierzchni. Przeciętnie na osobę przypada tam 12,8 m2.

Wynajem mieszkania dotowanego przez rząd to koszt około 18 zł na m2. W przypadku lokali odnajmowanych od osób prywatnych lub firm czynsz wynosi nawet 115 zł na m2. W latach 2001-2011 wydatki państwa na wsparcie sektora mieszkaniowego spadły trzykrotnie. Ceny wynajmu wzrosły w tym czasie o jedną trzecią.

Spośród 7 mln mieszkańców aż 1,2 mln żyje w ubóstwie. 100 tys. osób zajmuje tzw. cage/coffin homes, czyli klatkach, w których trzymają swoje rzeczy, kiedy pracują i gdzie śpią, gdy mają wolne. Wynajem takiego ?domu? kosztuje 150 dolarów miesięcznie. W sumie, jak szacuje rządowe biuro doradcze, w mieście potrzeba aż 300 tys. mieszkań socjalnych. Na liście oczekujących na dotowane mieszkanie jest obecnie 100 tys. osób.

Skutek? Ludzie na ulicach. W przeciwieństwie do Europejczyków i Amerykanów nie domagali się ukarania bankierów. Domagali się mieszkań. Rząd zapowiedział uruchomienie programu, którego efektem ma być budowa kilkunastu tysięcy tanich mieszkań rocznie.

Zamieszkać na świecie: Jak się mieszka w Hong Kongu, Berlinie czy w Pradze? >>
Kliknij, by obejrzeć galerię

Singapur: państwowe rozwiązanie

Taki program działa w Singapurze od dawna. Jak na trzeci najbogatszy kraj na świecie przystało, przeciętne mieszkanie znajduje się na osiedlu z dostępem do szkoły, sklepów, ośrodków zdrowia i innych elementów infrastruktury. 85 proc. z nich mieści się w budynkach należących do państwa.

To zasadnicza różnica między Singapurem i innymi metropoliami z listy ulubionych przez bogaczy. Singapur buduje mieszkania dostępne dla przeciętnego obywatela już od lat 20 XX w. Jeszcze w 1947 roku jednak raport przygotowany przez Brytyjczyków wskazywał na Singapur jako miasto, w którym znajduje się "jeden z najgorszych na świecie slumsów" nazywając go "hańbą dla społeczeństwa".

Od 1960 roku w Singapurze buduje się około 14 tys. państwowych mieszkań rocznie (państwo ma 5 mln mieszkańców). Lokale mieszczą się w blokach, mają od 23 do ponad stu m2 powierzchni. Za metr kwadratowy trzeba zapłacić około 10-11 tys. zł. Te kupowane na wolnym rynku kosztują grubo ponad 30 tys. zł za m2.

Zamieszkać na świecie: Jak się mieszka w Hong Kongu, Berlinie czy w Pradze? >>
Kliknij, by obejrzeć galerię

Tokio: po boomie

Wielki boom na rynku nieruchomości był doświadczeniem Japonii. W Tokio jeszcze w latach czterdziestych mieszkanie kosztowało tyle, ile średnie roczne wynagrodzenie. Tyle, że w tamtym czasie miasto w dużej mierze leżało w powojennych gruzach. Gwałtowny skok gospodarczy, jaki kraj wykonał w kolejnych dekadach zmienił tę sytuację.

W latach sześćdziesiątych na mieszkanie trzeba było pracować już sześć lat, a w osiemdziesiątych - nawet osiem. To wówczas ceny nieruchomości w wielu dzielnicach Tokio sięgały niebotycznego poziomu - w najdroższej dzielnicy Ginza za metr kwadratowy żądano nawet miliona dolarów. Od tego czasu ceny spadły o około 40 proc., sprawiając, że mieszkania stały się bardziej dostępne.

Przeciętny Japończyk nie cierpi jednak z powodu braku miejsca do mieszkania. Średnio na jedną osobę przypadają tam dwa pokoje, a lokal ma prawie 95 m2 powierzchni. Statystyki poprawiają domy na wsi, których jest większość. Jednak stereotypowe, maleńkie pokoiki z matami w ścianie są miejscami, w których mieszkają nieliczni.