"Rodzina na swoim" także dla singli. Ale tanich mieszkań mało

Z budżetowej dopłaty do kredytu mieszkaniowego będą mogły skorzystać nie tylko rodziny, ale i single. Sęk w tym, że znalezienie odpowiednio taniego mieszkania może być nie lada wyzwaniem


Sejmowa komisja infrastruktury skierowała w środę do drugiego czytania projekt ustawy zakładający modyfikację programu "Rodzina na swoim". Singli najpewniej ucieszy wiadomość, że posłowie chcą im umożliwić sięgnięcie po dopłatę do kredytu, która stanowi mniej więcej połowę odsetek przez osiem lat spłaty. Ponadto komisja nie zgodziła się na wyłączenie z programu rynku wtórnego.

Ale równocześnie zaproponowała radykalne obniżenie pułapu cen, którego nie wolno przekroczyć, jeśli się chce dostać rządowe dofinansowanie. Dopuszczalna cena metra kwadratowego nowych mieszkań i domów nie mogłaby przekroczyć średnich kosztów budowy dla danego województwa lub miasta wojewódzkiego. Z kolei dla rynku wtórnego ten koszt ma być pomnożony przez współczynnik 0,8.

Co to oznacza w praktyce? Drastycznie skurczy się pula mieszkań, na które można uzyskać dopłatę. Np. Warszawie średni koszt budowy wynosi obecnie 7011,5 zł za m kw. Mnoży się go jednak przez współczynnik 1,4, co daje limit ceny 9816,1 zł za metr. Po wejściu w życie poprawek spadnie on jednak dla nowych mieszkań i domów do 7011,5 zł. W tej cenie można bez problemu znaleźć mieszkania na obrzeżach miasta. Jednak trudniej będzie znaleźć mieszkanie używane, które kosztowałoby mniej niż 5609,2 zł za m kw. Najpewniej będą też miasta, w których może to graniczyć z cudem. Np. w Krakowie programem będą objęte mieszkania na rynku wtórnym, których cena nie przekroczy 3784,4 zł za m kw., a w Szczecinie 2826,8 zł za metr.

Przypomnijmy, że idea programu zakładała pomoc dla rodzin kupujących skromne lokum. W tym celu wprowadzono także limity powierzchniowe. Dla rodzin i osób samotnie wychowujących dzieci taki limit wynosi 75 m kw. dla mieszkania i 140 m kw. dla domu. Przy czym dopłata do odsetek obejmuje odpowiednio - 50 i 70 m kw. Jednak dla singli, którzy za kredyt z dopłatą mogliby kupić wyłącznie mieszkanie, norma metrażowa ma wynosić 50 m kw., zaś dopłata objąć maksymalnie 30 metrów. Dodajmy, że dojdzie jeszcze kryterium wiekowe - nieukończony 35. rok życia.

Tymczasem, prawdopodobnie wskutek zapowiedzi zmian w "Rodzinie na swoim", początek roku był dla banków wręcz rewelacyjny pod względem liczby i wartości udzielonych kredytów hipotecznych. Związek Banków Polskich (ZBP) poinformował w środę, że w pierwszych trzech miesiącach banki udzieliły ich ok. 57,6 tys., czyli o blisko jedną piątą więcej niż przed rokiem. Przy czym po kredyt z budżetową dopłatą sięgnęło prawie 13,2 tys. rodzin, co jest wynikiem aż o ponad 60 proc. lepszym.

Szef Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości ZBP Jacek Furga zwrócił uwagę, że w pierwszym kwartale z 51,03 do 54,51 proc. wzrósł odsetek kredytobiorców z wkładem własnym mniejszym niż 20 proc. ceny mieszkania lub domu (w czasie kryzysu ten odsetek wynosił ok. 24 proc.). Prezes ZBP Krzysztof Pietraszkiewicz nie widzi jednak w tym zjawisku niczego niepokojącego. Twierdzi, że jest skutkiem coraz lepszej współpracy banków z firmami ubezpieczeniowymi. Poza tym - zdaniem szefa ZBP - wzrósł optymizm konsumentów, m.in. wskutek poprawy sytuacji na rynku pracy.

Równocześnie Pietraszkiewicz przyznał, że z niepokojem obserwuje problemy, z którymi borykają się niektóre kraje w strefie euro. Ponadto bankowcy liczą się z tym, że ograniczenie programu "Rodzina na swoim" spowoduje, że część potencjalnych kredytobiorców zrezygnuje w tym roku z zakupu mieszkania. Dlatego - zdaniem szefa ZBP - banki zadowoli wynik zbliżony do ubiegłorocznego. Przypomnijmy, że w 2010 r. z kredytu mieszkaniowego skorzystało ok. 230,3 tys. kredytobiorców.