Certyfikaty energetyczne, ale niestosowane

Klientów certyfikaty energetyczne nie interesują. A sprzedający mieszkania na rynku wtórnym nie czują się zobowiązani do ich posiadania. Nie tylko w Polsce.
Certyfikaty energetyczne miały stać się dla klientów narzędziem pomocnym przy wyborze nieruchomości. Dzięki nim zainteresowani kupnem mogliby zawczasu dowiedzieć się, jakie są koszty eksploatacji mieszkania czy domu. Jest jednak inaczej. Jak i dlaczego?

Zainteresowani kosztami, nie certyfikatami

Z informacji firmy Home Broker wynika, że aż ośmiu na dziesięciu klientów zainteresowanych kupnem mieszkania, chciałaby znać wysokość przyszłych rachunków. Tyle tylko, że niewielu z nich pyta o certyfikat energetyczny. Home Broker podaje, że na rynku wtórnym zainteresowanych jest nim jedynie 9,2 proc. kupujących.

Tak jest nie tylko w Polsce. Z przeprowadzonego w 2011 roku w Wielkiej Brytanii badania wynika, że niemal czterech na pięciu klientów, którzy otrzymali świadectwo, nie zwróciło uwagi na zawarte w nim informacje.

W Polsce, w przypadku mieszkań nowych odsetek zainteresowanych świadectwami jest tylko nieco wyższy. Home Broker informuje, że pyta o niego jedna czwarta klientów deweloperów. W przypadku deweloperów certyfikaty są obowiązkowe. Na rynku wtórnym też, jednak za ich brak nie ma żadnych sankcji.

Na rynku wtórnym wciąż bez sankcji

Chociaż certyfikaty energetyczne powinno posiadać każde wprowadzane do obrotu mieszkanie, w przypadku rynku wtórnego nikt nie zawraca sobie tym głowy. Od początku 2013 roku miał wejść w życie przepis, w myśl którego dokument ten miałby być dołączany do umowy najmu, do aktu notarialnego lub do zawiadomienia o zakończeniu budowy. Miał, ale nie wejdzie. Ustawa, w której się znajduje, nie została jeszcze przyjęta.

Wciąż więc można wynajmować i sprzedawać lokale lub domy bez certyfikatu wskazującego, jakie jest rzeczywiste zużycie energii. Nie grozi za to żadna sankcja, a klienci o to nie pytają. Właściciele natomiast nie są zainteresowani wyrabianiem dokumentu, który kosztuje kilkaset złotych.

Według niektórych ekspertów brak zainteresowania certyfikatami wynika z ich skomplikowania. Często też klienci nie wiedzą, że mogą się z nich dowiedzieć tego, jakie będą ich przyszłe rachunki. A to właśnie informacja o nich, przystępna i ogólnie dostępna, miała być jedną z najważniejszych korzyści wynikających z wprowadzenia obowiązku certyfikacji energetycznej.

Jakie roczne koszty ogrzewania?

Wbrew pozorom, rachunek jest stosunkowo prosty. Z informacji na świadectwie można dowiedzieć się, jakie jest zapotrzebowanie budynku na energię w przeliczeni na m2 na rok. Połączenie tej informacji z danymi o powierzchni lokalu i z ceną energii cieplnej da roczny koszt ogrzewania.

Przykład? Jeśli w budynku wyliczono, że roczne zużycie energii na m2 to 99 kWh, a powierzchnia mieszkania to 50m2, to łączne zapotrzebowanie sięgnie 4 950 kWh. Przy cieple sieciowym łączny (0,22 zł za kWh wg GUS), roczny koszt ogrzewania powinien wynieść mniej więcej 1 100 zł.

Więcej za mieszkanie czy za ogrzewanie?

Taka informacja może być bardzo istotna dla kupujących. Bo co komu z tego, że kupi mieszkanie tańsze o kilkanaście tysięcy złotych, jeśli w ciągu kolejnych dwóch dekad dwa razy tyle zapłaci za ogrzewanie?

Świadectwa energetyczne mogłyby więc, gdyby były popularniejsze wśród klientów i gdyby obowiązek ich stosowania był egzekwowany, sporo namieszać na rynku nieruchomości. Tak dzieje się w krajach, które certyfikaty wprowadzają z większymi niż my sukcesami.

Przykład? W Niemczech informacja orientacyjnym zużyciu energii umieszczana jest już w ogłoszenia. Kto więc szuka mieszkania na sprzedaż lub wynajem, może porównać oferty i samodzielnie policzyć, czy lepiej zapłacić więcej za lokal, czy za późniejszą eksploatację.

Certyfikaty niepopularne w Europie

Co nie znaczy, że certyfikaty energetyczne są u naszych zachodnich sąsiadów w powszechnym użyciu. Jeszcze w 2010 roku jedynie 30 proc. prywatnych lokali miało świadectwa w momencie pojawienia się na rynku. Tak też jest w całej Europie.

Jak wynika z opracowania Buildings Performance Institute Europe, organizacji monitorującej wdrażanie certyfikacji, jedynie we Francji prawie wszystkie prywatne budynki mają świadectwa. W Belgii ich odsetek to nieco ponad 4 proc., a w Holandii - 18 proc. Nie tylko Polacy podchodzą z dystansem do obowiązkowych informacji o zużyciu energii przez mieszkania.

#
Zainteresowany kupnem mieszkania z rynku wtórnego? Sprawdź oferty na Domiporta.pl

Szukasz mieszkania od dewelopera? Zobacz ogłoszenia w naszym serwisie

Chcesz kupić nowy dom? Przejrzyj oferty

Więcej o:
Komentarze (4)
Certyfikaty energetyczne, ale niestosowane
Zaloguj się
  • Gość: Stary

    Oceniono 4 razy 4

    Autorka chyba nie mieszka w bloku. O kosztach ogrzewania nie dowiaduję się z Certyfikatu tylko z kolejnej podwyżki od Administracji ( np.Spółdzielni) . Jeśli pójdę do Spółdzielni i pokażę im świadectwo żądając obniżki - to mnie wyśmieją. Certyfikaty to chory pomysł

  • franek.h

    Oceniono 8 razy 4

    No dobra, buduję dom. Aby go technicznie odebrać obowiązkowo muszę wybulić kilkaset PLN na jakiś certyfikat. Facet bierze projekt, nie widząc nawet domu coś tam wypisuje. Jego papier nie jest mi do niczego potrzebny poza złożeniem do urzędu. Mam głęboko w nosie co wypisuje, bo to mój dom i wiem z czego go zbudowałem i jak izolowałem. A jeśli koszty ogrzewania będą za duże, to przecież pretensje będę miał tylko do siebie.
    Naciągacz nawet nie wie, czy ja mam pod podłogą warstwę izolacyjną, czy pod dachem jest wełna mineralna czy styropian, czy zrobiłem ogrzewanie podłogowe zamiast kaloryferów, czy dom stoi osłonięty czy na szczerym polu gdzie hula wiatr. Nie wie, bo domu nigdy nie widział, a ocenia tylko projekt. Ten sam, który już raz był przeliczony przez biuro projektowe i jego parametry mam w dokumentacji.

    Wynajmuję/sprzedaję stare mieszkanie. Rzeczywiste koszty jego utrzymania pokazuję najemcą/nabywcą z łatwością - wystarczy pokazać rachunki za powiedzmy 2 lata wstecz (ostra zima/łagodna zima). Teoretyczne wyliczenia jakiegoś fagasa nie mają przy tym żadnej wartości ,ba, mogą wręcz wprowadzić w błąd.

    Po co więc ten certyfikat? Żeby kolejna banda pasła się za pieniądze baranów?
    Każdy, kto budował dom wie, że od momentu kupienia działki do odebrania domu po drodze jest kilka-kilkanaście takich papierków, które dużo kosztują, nic wnoszą, a mogą je wystawić jedynie osoby z odpowiednią pieczątką. I O TO WŁAŚNIE CHODZI!

  • Gość: bob budowniczy

    Oceniono 4 razy 2

    Swiadectwo energetyczne ma sie nijak do rzeczywistych kosztów. Jeśli ktokolwiek robił świadectwo, to wie o czym mówię. Wystarczy zmienić ilość mieszkańców a wyniki wychodzą całkiem inne. A budynek ciągle ten sam. I co komu po takim świadectwie?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX