Afryka - dla ryzykantów

Rynek nieruchomości w Afryce jest tak zróżnicowany, jak sam kontynent. Daje ciekawe okazje do inwestycji, obarczone jednak sporą dozą ryzyka.
Cudów nie ma. Nawet na zróżnicowanym rynku afrykańskim za porządną nieruchomość trzeba sporo zapłacić. Niezależnie od tego, czy znajduje się ona w wychodzącej z zapaści Kenii, tropikalnych Wyspach Zielonego Przylądka czy w najbliższych nam geograficznie krajach Afryki Północnej.

Egipt - niepewna przyszłość

Ze względu na odległość właśnie, ale też z powodu ogromnego rozwoju branży turystycznej, ten ostatni region przyciąga od kilku lat inwestorów z Europy. Także Polacy zaczynają interesować się Afryką Północną. Przykład? W Egipcie, gdzie kilka lat temu liczba transakcji nie przekraczała kilkuset rocznie, w 2010 roku było ich ponad 10 tys. Jeszcze na początku stycznia 2011 roku kraj ten uważany był przez wielu za niezwykle perspektywiczny. I chociaż bieżące wydarzenia polityczne każą sceptycznie podchodzić do zapewnień pośredników, warto przyjrzeć się, jak wygląda rynek nieruchomości pod piramidami.

Zdaniem pośredników, Egipt stosunkowo dobrze poradził sobie ze światowym kryzysem na rynkach nieruchomości. Jakie były tego przyczyny? Po pierwsze - ceny. - Nieruchomości w Egipcie posiadają stosunkowo niską cenę jak na swoją lokalizację. Pamiętajmy też, że sezon trwa tam cały rok - tłumaczy Magdalena Jabłońska z serwisu internetowego Global Properties. Po drugie - niski poziom życia rodowitych Egipcjan, a co za tym idzie brak rynku kredytów hipotecznych. To właśnie one były przyczyną problemów w bardziej rozwiniętych państwach. Po trzecie wreszcie, ze względu na ruch turystyczny. - Egipt stał się bardzo popularnym miejscem dla urlopowiczów, rok w rok zwiększa się liczba turytów odwiedzających ten kraj, a co za tym idzie potencjalnych przyszłych nabywców - tłumaczy Magdalena Jabłońska.

Jeżeli chodzi o ceny, to niezwykle istotne jest w przypadku Egiptu słowo "stosunkowo". Jak przyznaje Henryk Parzonka, właściciel firmy Teraz Egipt, najtańsze apartamenty kosztują kilkanaście tysięcy euro. Te w lepszych miejscach są dużo droższe. - Osoby planujące zakup muszą liczyć się z tym, że za wysoki standard i wspaniałą lokalizację będą musieli zapłacić, bo to kosztuje - twierdzi Magdalena Jabłońska. Apartament w kompleksie w pierwszej linii brzegowej, z prywatną plażą oraz wieloma udogodnieniami to koszt ok 200 tys. zł, natomiast apartament oddalony od plaży ok 300-400 m w niewielkim kameralnym budynku można kupić już za ok 50 tys. zł.

Tak wyglądała sytuacja na egipskim rynku nieruchomości jeszcze kilka dni temu. Jak będzie w przyszłości - nie wiadomo. Rewolucja, która obecnie ma miejsce w Egipcie pokazuje jednak, jak niepewnym miejscem jest Afryka.

Kenia - wysokie ceny, zamieszki przeszłością

Podobnie jak Egipt dziś, także Kenia była miejscem gwałtownych rozruchów politycznych. W 2008 roku opozycja zarzuciła władzy sfałszowanie wyborów. Doszło do krwawych zamieszek, w których życie straciło kilkaset osób. W wyniku wydarzeń ze stycznia 2008 roku wielu potencjalnych inwestorów wycofało się z kraju. Wrócili stosunkowo szybko, bo w marcu tego samego roku. Jak pisał w tym czasie serwis Inwestycje Alternatywne Kenia ponownie stała się miejscem ciekawym dla inwestorów.

Po trzech latach wydaje się, że rynek nieruchomości nie pamięta o tamtych wydarzeniach. Jak podaje Home Broker, od kwietnia podniosły się o 15-25%, do rekordowo wysokich poziomów. - Zwyżka cen negatywnie przekłada się jednak na dostępność nieruchomości dla kupujących - możemy przeczytać w opracowaniu firmy.

Według serwisu Property Wire trzypokojowe mieszkanie w prowincjach Lavington, Kileleshwa lub Westlands można kupić za 160-200 tys. dolarów. Także Global Property Guide pokazuje ceny sięgające kilkuset tysięcy dolarów za mieszkanie. Dom z trzema sypialniami można, według tego serwisu, kupić za 380 tys dolarów.

Dobry moment na zakupy w Kenii już był. - Kto traktuje mieszkanie jako lokatę kapitału, ten sam pcha się w kłopoty - mówi serwisowi Property Wire Godfrey Mutuma z jednej z agencji nieruchomości w Nairobi - Ceny są wyjątkowo wysokie w porównaniu do realnej wartości nieruchomości - dodaje.

Maroko - stabilizacja pod rządami króla

W przeciwieństwie do Egiptu Maroko jest krajem stabilnym, który od lat wdraża reformy mające przyciągnąć zagranicznych inwestorów i turystów. Dzięki temu jest niezwykle popularne, zwłaszcza wśród Francuzów i Hiszpanów. Przekłada się to na wzrost gospodarczy, który w 2010 roku sięgnął 3,7 proc. Jak przyznaje Robert Shaw, dyrektor firmy Elite Maroccan Properties, kryzys obszedł się z marokańskim rynkiem stosunkowo łagodnie. Ceny luksusowych posiadłości spadły wprawdzie od 10 do 20 proc., jednak mieszkania wybierane przez klasę średnią utrzymały swoje ceny, a w niektórych regionach nawet zdrożały.

Zdaniem Reinalda Becka z firmy New Real Estate z Tangeru, ceny nieruchomości w Maroku są niezwykle zróżnicowane. W centrum miasta trzeba zapłacić około 800 dolarów za metr kwadratowy mieszkania do remontu i około 1,2 tys. dolarów za lokal odnowiony. To jednak tylko średnie. Apartamenty projektowane i budowane specjalnie dla cudzoziemców są dużo droższe, a ich ceny przekraczają często dwa tysiące dolarów za metr kwadratowy. Według serwisu Global Property Guide mieszkanie w centrum Casablanki czy Marakeszu kupić można za 100-120 tys. dolarów.

Republika Zielonego Przylądka - raj dla inwestorów

Była portugalska kolonia, Republika Zielonego Przylądka uważana jest z kolei za miejsce, w którym zainwestować warto. Po silnym ciosie w latach 2007-2009 rynek nieruchomości w tej wyspiarskiej republice odżył w roku 2010. Ze względu na tropikalny klimat wyspy są celem podróży Europejczyków, którzy chętnie wynajmują tamtejsze apartamenty. - Ceny utrzymują się na poziomie, który zadowala zarówno kupujących jak i sprzedających - przyznaje cytowany przez Property Wire Paul Akwei z agencji nieruchomości Noscasa. Jego zdaniem Wyspy Zielonego Przylądka są jedną z ciekawszych lokalizacji jeżeli chodzi o inwestycje w nieruchomości.

Potwierdzeniem tych zapewnień mogą być inwestycje kilku zagranicznych firm, które zamierzają budować apartamenty na wynajem. Planowana stopa zwrotu z takiej inwestycji to 13 proc. rocznie. Ile trzeba zapłacić za nieruchomość na afrykańskich wyspach? Około 1-1,5 tys. euro za metr kwadratowy. Podobnie jednak jak w przypadku innych państw nastawionych na turystów z zachodu, także na wyspach ceny mieszkań budowanych specjalnie dla nich są znacznie wyższe. Za apartament w nowych budynkach trzeba dać około 100 tys. euro.

Afrykański rynek nieruchomości nie jest synonimem tanich zakupów. Przeciwnie, za niezły lokal na poziomie satysfakcjonującym Europejczyka trzeba tu sporo zapłacić, niezależnie od tego czy chodzi o mieszkanie w Nairobi czy apartament w kurorcie na Wyspach Zielonego Przylądka.