Ile za M w Pradze? A ile w Budapeszcie?

W większości krajów Europy Środkowej ceny nieruchomości są niższe niż w Polsce. Co nie znaczy, że mieszkania są również łatwiej dostępne.
Trudno o środkowoeuropejską stolicę, w której średnia cena mieszkania byłaby wyższa niż w Warszawie. Co nie znaczy, że takich nie ma. Według opracowania przygotowanego przez analityków Home Broker na podstawie danych serwisu Global Property Guide Warszawa plasuje się na trzecim w naszym regionie miejscu pod względem cen nieruchomości. Drożej jest w Pradze, i Bukareszcie. Taniej min. w Wiedniu. Ceny w Budapeszcie, Lublanie i Tallinie, o Sofii czy Wilnie nie wspominając.

Droga Praga, drogi Bukareszt

Ile więc trzeba zapłacić za mieszkanie w środkowoeuropejskich stolicach? Według serwisu Global Property Guide najdrożej jest w centrum Pragi. Tam ceny mieszczą się w przedziale od niespełna 3,9 tys. do 5 tys. euro za m2. Wszystko zależy od dzielnicy i wielkości mieszkania. Za lokal o powierzchni osiemdziesięciu metrów kwadratowych trzeba zapłacić około 320 tys. euro. To i tak mniej niż jeszcze kilka lat temu, ponieważ - w wyniku ostatniego kryzysu - ceny w Czechach nieco spadły. Warto jednak dodać, że wysokie ceny dotyczą przede wszystkim apartamentów. Mieszkanie na obrzeżach, zlokalizowane w zwykłym bloku i o przeciętnej powierzchni 65 m2 kupić można znacznie taniej. Ceny zbliżone są do warszawskich - około 7 tys. zł za metr.

Także Bukareszt należy do najdroższych stolic naszej części Europy. Przeciętna cena metra kwadratowego sięga w stolicy Rumunii nawet 3,5 tys. euro. Warto też wspomnieć o tym, że wynajem 120 metrowego mieszkania to w tym mieście koszt 2 tys. euro miesięcznie. Jednak również tam znacznie tańsze są mieszkania w blokach. Ceny lokali zbudowanych w latach osiemdziesiątych sięgają 5 tys. zł za m2. Nowe budownictwo jest nieco droższe, jednak różnica w cenie w porównaniu z apartamentami zlokalizowanymi w centrum jest spora.

W Budapeszcie przecena

Zupełnie inaczej jest w Budapeszcie. Węgierska stolica ceniona przez turystów i stawiana przez nich na równi z Pragą zaskakuje niskimi cenami mieszkań. Cena metra kwadratowego w Budzie to około 1,7 tys. euro. W położonym na drugim brzegu Dunaju Peszcie nawet mniej, bo około 1,6 tys. euro za m2. Mieszkanie o powierzchni 85 m2 można kupić już za 130 tys. euro. Jeszcze taniej jest, kiedy kupujący nie ma wygórowanych oczekiwań. Dwupokojowe mieszkanie w kamienicy można mieć już za nieco ponad 50 tys. Euro, a ceny lokali używanych nie przekraczają 1,2 tys. euro za m2.

Dlaczego? Od co najmniej dwóch lat ceny nieruchomości na Węgrzech spadają. To wynik trwającego od lat kryzysu oraz zaostrzenia polityki kredytowej banków. Z informacji Otthon Centrum, firmy zajmującej się analizą rynku nieruchomości, niskie ceny to także efekt ucieczki zagranicznych inwestorów, którzy w okresie historycznego boomu na początku kończącej się dekady stanowili nawet ośmiu na dziesięciu kupujących.

Nieznający realiów inwestorzy kupowali mieszkania w dzielnicach zaniedbanych, wymagających dużych nakładów inwestycyjnych. Zdaniem Andrasa Patkai, eksperta cytowanego przez Global Property Guide zagraniczni kupcy byli przekonani, że w krótkim czasie miejsca te zostaną wyczyszczone z graffiti i będą przypominały eleganckie ulice Wiednia. - Nic takiego nie miało miejsca. Graffiti nadal tu są, ulice nie wyglądają jak w Wiedniu - podsumowuje Patkai. To może tłumaczyć bardzo niską pozycję Węgier w zestawieniu cen w europejskich miastach - taniej jest tylko w Macedonii.

Nad Bałtykiem ceny dużo niższe

Kraje bałtyckie to zupełnie inna historia. W drugiej połowie dekady Litwa, Łotwa i Estonia doświadczały gwałtownego wzrostu cen nieruchomości. Dziś, według serwisu propertywire.com w Wilnie za m2 mieszkania w centrum zapłacić trzeba 1,1 tys. Euro, a w Tallinie - 921 euro. Jednak jeszcze w 2004 roku metr kwadratowy mieszkania w Rydze, stolicy Łotwy, kosztował około 325 euro. W ciągu czterech lat cena wzrosła o 193 proc.. W szczytowym momencie bańki średnia cena metra kwadratowego w Rydze przekraczała 1,6 tys. euro. Dziś przeciętna to około 600 euro za m2. Na przedmieściach Rygi znaleźć można mieszkania, w przypadku których cena metra kwadratowego nie przekracza 500 euro. Nowe mieszkania w centrum wciąż jednak kosztują sporo - około 1,5 tys. euro za m2.

To ceny w środkowoeuropejskich stolicach. Na prowincji - tak jak w Polsce - jest dużo taniej. Przykładem może być Słowacja. O ile Bratysława wydaje się być miastem niezbyt drogim - na tle Pragi czy Warszawy, to na prowincji ceny są jeszcze niższe. Za m2 mieszkania w słowackiej stolicy trzeba zapłacić od 1,7 tys. euro do 2,6 tys. euro. W Nitrze czy Trencinie, niewielkich miastach w centrum kraju, ceny nie przekraczają 780 euro za m2. Nawet w drugim pod względem wielkości mieście na Słowacji - Koszycach - przeciętna cena mieszkania to około 900 euro za m2.

Ile mieszkania za pensję?

Czy to znaczy, że na Słowacji, Węgrzech czy Łotwie łatwiej o mieszkanie niż w Warszawie? Na to pytanie odpowiadają analitycy Home Broker. Z ich opracowania wynika, że sytuacja kupujących nieruchomości w Polsce rzeczywiście nie jest najlepsza. Przeciętne roczne wynagrodzenie wystarcza bowiem na kupno 2,4 m2 mieszkania w stolicy. Na mniej mogą sobie pozwolić jedynie Rumunii i Bułgarzy. - W przypadku Bukaresztu i Sofii przeciętne wynagrodzenie netto pozwala na zakup ok. 1,5 m kw. dużego mieszkania w centrum. W Rumunii wynika to z wysokiej ceny lokalu - zbliżonej do Polski, przy wynagrodzeniu niższym prawie o połowę. W Sofii natomiast ceny są o połowę niższe niż w Warszawie, ale i roczne wynagrodzenie netto jest blisko trzykrotnie niższe - piszą analitycy Home Broker.

Przeciętny prażanin może sobie pozwolić na kupno podobnej "ilości" mieszkania co warszawiak. Z góry patrzy na nich natomiast mieszkaniec Budapesztu. Jego średnie roczne wynagrodzenie wystarczy na kupno ponad 4 m2. W drogim - wydawałoby się Wiedniu - jest jeszcze lepiej. Przeciętna pensja to ponad 10 m2 mieszkania.

Czynnikiem, który może dodatkowo pognębić chętnych na mieszkanie w Warszawie są koszty utrzymania lokalu. W Polsce na utrzymanie przeciętna rodzina przeznacza na to aż 15,8 proc. domowego budżetu, czyli blisko 800 zł miesięcznie. W relacji do dochodów drożej jest tylko na Słowacji, gdzie obywatele bardzo dużo wydają m.in. na nośniki energii.