Nietypowe okazje, czyli nieruchomości dla wybrednych

Wieś z rodowodem sięgającym średniowiecza, plaża, a nawet grobowiec. W kryzysie na rynku nieruchomości znaleźć można wszystko.
Jak stracić 27 mln funtów? Należy zbudować wieś dla pięciuset osób i zostawić ją na trzydzieści pięć lat niezamieszkaną. Dopiero, kiedy budynki zostaną zdewastowane, można wystawić ją na sprzedaż. Tak, jak szkocką wieś Pollphail.

Na fali boomu, po fali boomu

Miejscowość, składająca się z kilku piętrowych domów, powstała w latach siedemdziesiątych na fali brytyjskiego boomu naftowego. Jej mieszkańcy mieli pracować w okolicznej stoczni i budować betonowe platformy wiertnicze. Tyle, że wkrótce zaczęto budować je ze stali. Usługi potencjalnych mieszkańców Pollphail okazały się niepotrzebne. Przez ponad trzy dekady wieś była niezamieszkana. Teraz wystawiona jest na sprzedaż.

Pollphail to nie jedyny przypadek, kiedy na rynek trafia cała miejscowość. W 2011 roku, na fali kryzysowej wyprzedaży, na licytację wystawiono wieś Pereiro w Portugalii. Tak, jak jej szkocka odpowiedniczka, także i ta miejscowość jest niezamieszkana. Jednak w odróżnieniu od Pollphail w Pereiro są takie budynki, jak szkoła, przedszkole a nawet kościół. Sprzedający zachwalali, że wieś to doskonałe miejsce dla inwestorów działających w branży turystycznej. Tyle, że to właśnie odpływ odwiedzających sprawił, że Pereiro trafiła pod młotek.

Wieś tak, kościół nie

W Wielkiej Brytanii sprzedaż całych miejscowości nie jest niczym wyjątkowym. W 2009 roku przeprowadzono na przykład transakcję wartą 25 mln funtów. Właściciela zmieniła w ten sposób wioska Linkenholt w Hampshire. Miejscowość składa się z 22 domków, kuźni i willi, a także klubu krykietowego. Co ciekawe, wciąż mieszka w niej około 40 osób. Właścicielem i jednocześnie wynajmującym domki jest szwedzki biznesmen, właściciel sieci sklepów H&M Stefan Persson. Chociaż pod młotek poszła cała wieś, nie sprzedano zabytkowego kościoła, który stoi w jej centrum.

Na życie duchowe, pozagrobowe

Co nie znaczy, że kościołów się nie sprzedaje. Sprzedaje się, i to często. Nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale również w Polsce, w liczącym 2,5 tys. mieszkańców Połajewie. Według mieszkańców oferta jest na rynku od lat. Brak tylko zainteresowanych. Cena? 175 tys. zł.

Kogo nie interesuje kościół, ten może kupić grobowiec. Taką nieruchomość wystawiła na sprzedaż jedna z agencji nieruchomości z Porto w Portugalii. Wybudowany około 1900 roku grób ma dwanaście miejsc i kosztuje jedyne 47,5 tys. euro. Cztery tysiące euro za miejscówkę naprawdę na stale - może warto się skusić?

Moja plaża, niegrodzona

Na fali kryzysu sprzedawane są nie tylko wsie i kościoły, ale także plaże. W 2009 roku, w szczycie sezonu urlopowego (czyli w lipcu) zdecydowano o sprzedaży plaży Gwithian w Kornwalii. Cena nie była wysoka - tylko 50 tys. funtów.

Za te pieniądze można było wejść w posiadanie plaży znanej z doskonałych warunków do serfowania w jednym z najczęściej odwiedzanych przez Brytyjczyków regionie. Powierzchnia plaży - 0,3 km2. Nabywca musi jednak pamiętać o tym, że zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania na plaży nie mogą powstać żadne budynki.

Czerwona Skała i inne wyspy

W tej sytuacji zdziwienia nie powinien budzić fakt, że na sprzedaż wystawiane są całe wyspy. Ostatnio - położona w zatoce San Francisco Red Rock Island o powierzchni niespełna 2,5 ha. Z wyspy roztacza się widok na miasto i można się na nią dostać jedynie łodzią lub helikopterem. Być może ta trudność sprawia, że wcześniejsza aukcja zakończyła się niepowodzeniem. Cena wywoławcza, 22 mln dolarów, nie została osiągnięta. Teraz właścicielem Czerwonej Skały można zostać za 5 mln dolarów.

Wbrew pozorom wyspy to duży rynek. Działają na nim wyspecjalizowane agencje nieruchomości, wydawane są magazyny dla właścicieli i chętnych. Ceny są różne. Za niektóre wyspy, takie jak Ronde Island na Morzu Karaibskim, trzeba dać około 100 mln dolarów. Inne, jak wyspa McGibbon w Nowym Brunszwiku w Kanadzie, są na sprzedaż w cenie średniej klasy samochodu - za 35 tys. dolarów. Prawdziwa okazja.

Dom trudnodostępny, ale bezpieczny

Kto uważa, że wyspa to za dużo, może kupić latarnię morską. W 2011 roku można było kupić położoną na Bałtyku latarnię Dämman. Ile trzeba zapłacić za latarnię? W porównaniu z plażą czy wyspą - niewiele, bo około kilkuset tysięcy euro. Chociaż w Polsce żadnej latarni morskiej kupić nie można, w Kanadzie na rynku jest ich około tysiąca.

Dla kogo latarnia morska jest budowlą za mało trwałą, ten może kupić bunkier atomowy. Gdzie? W Pertshire w Wielkiej Brytanii. Za jedyne 400 tys. funtów. To jak, kupujemy?

Więcej o: