Zamieszkać na świecie: Nowy Jork

Jak wyobraża sobie Nowy Jork ktoś, kto nigdy tam nie był? Wieżowce, tłum na ulicach, niezliczone żółte taksówki, wieczory jasne od świateł. Co myśli ktoś, kto pierwszy raz wychodzi z samolotu na nowojorskiej ziemi? "Jakie to wszystko duże" - tak, od czasów wyprawy Pawlaka i Kargula za ocean niewiele się zmieniło. A co mówią o New York City ci, którzy tam mieszkają? To miasto nigdy nie zasypia...
Bo jak można spać, kiedy za oknem dzieje się milion rzeczy. Jest tyle do zobaczenia, zwiedzenia, tysiące miejsc do spędzenia wolnego czasu. Dlatego nowojorczycy oszczędzają każdą minutę, żeby móc ją wykorzystać w przyjemny sposób.

-Janusz Głowacki w powieści "Z głowy", opisuje, jak człowiek może stać pośrodku Times Square otoczony tłumem ludzi i czuje sie samotny . To na pewno jest miasto, gdzie nie brakuje ludzi, ale wszyscy gdzieś gonią do pracy, do domu, do dzieci, do szkoły - opowiada 25-letnia Monika, która w Stanach Zjednoczonych mieszka od 5 lat. Jej ostatnim przystankiem jest właśnie Nowy Jork. Choć minusy życia w wielkiej aglomeracji widać gołym okiem, to łatwo i szybko można się w tym mieście zakochać. - Nowy Jork jest niesamowitym miejscem z tysiącami przeróżnych restauracji z każdego kraju. Miasto, które nie śpi. O każdej porze dnia i nocy można zobaczyć film, sztukę, zatańczyć salsę czy iść do klubu, parku. Ja zachwycam sie tym, że w jednym mieście mam znajomych z różnych krańców świata - z Europy, Azji, Ameryki Południowej. Tego nikt mi nie jest w stanie odebrać - dodaje Monika.

800 km kwadratowych różnorodności

Ludzie biegnący do pracy z kubkiem kawy w jednym ręku i kanapką w drugim, panowie czytający w autobusie gazetę, panie poprawiające, a właściwie robiące od podstaw makijaż w metrze - taka jest nowojorska rzeczywistość, nie tylko ta filmowa. Bo tu trzeba być mistrzem organizacji. Tak, żeby maksymalnie wykorzystać czas, którego nie ma. - Na początku na dojazd do pracy poświęcałam dwa razy tyle czasu, co po miesiącu - mówi 35-letnia Wiola, która przez dwa lata mieszkała z rodziną w Nowym Jorku i właśnie wróciła do Polski. - Później opanowałam metodę przeskakiwania z jednego pociągu do innego, nauczyłam się malować gdzieś "po drodze" i robić milion różnych rzeczy, żeby wykorzystać poranny czas. Na początku szokiem był widok elegancko ubranych kobiet, które biegły rano do pracy w trampkach, ale szybko zrozumiałam, że to genialne rozwiązanie. Szpilki do torebki, szybka zmiana przed wejściem do biura i po kłopocie. Bo życie trzeba sobie ułatwiać, a nie utrudniać, tego się od Amerykanów nauczyłam - opowiada z uśmiechem Wiola.

Ci, którzy przyjeżdżają do Nowego Jorku cenią sobie najbardziej to, że wszystko jest na wyciągnięcie ręki - możliwość rozwoju zawodowego, dostęp do rozrywki i kultury pod różnymi postaciami. Na prawie 800 km kw. powierzchni mieszka ponad 8 milionów ludzi - z całego świata. - Dla mnie najbardziej fascynujący jest fakt, że znam ludzi prawie z każdego kraju na tej planecie - i naprawdę nie wyolbrzymiam. Przez ponad 5 lat byłam w stanie poznać ludzi z różnych zakątków świata. I co więcej odwiedziłam z nimi restauracje z ich krajów i spróbowałam ich potraw , poznałam kulturę w ten prosty sposób - przekonuje Monika.

Do życia w Nowym Jorku trzeba się jednak przyzwyczaić, a pewne rzeczy po prostu zaakceptować. Opinia o hałasie, zaśmieconych ulicach jest tak powszechna, że nikt nawet nie próbuje udawać, że wygląda to inaczej. Cenę, jaką trzeba zapłacić za życie w "wielkim mieście", można sobie w pewien sposób zrekompensować. I nowojorczycy korzystają z tej możliwości wręcz nałogowo. Obok tętniącego życiem Manhattanu, a właściwie w samym jego sercu, znajduje się ponad 300 hektarów zieleni. Central Park to oaza, z której nowojorczycy korzystają jak z jedynej studni na pustyni. Na co dzień i od święta, szczególnie w niedzielę. Inwencja "parkujących" jest ogromna. - Łatwiej chyba byłoby wymienić, czego ludzie w Central Parku nie robią - wspomina Wiola.- Kiedy nowojorczycy w niedzielę się już wyśpią, a pogoda dopisuje tłumie ruszają do parku, by po prostu pospacerować, pobiegać albo poleżeć na trawie z książką w ręku. Ale myliłby się ten, kto myśli, że na tym koniec. Na pewno da się usłyszeć muzyka z głośnika, można też dostać piłką w głowę - tak przez przypadek oczywiście. Nie brakuje też amatorów piknikowania - wylicza Wiola.

Nowojorskie cztery kąty

Nowy Jork jest słynny z malutkich mieszkań , tak zwanych "shoe box". Im bliżej Manhattanu tym ciaśniej i drożej, stąd ci, którzy wolą wygodę i więcej przestrzeni, decydują się na wynajęcie mieszkania nieco dalej od centrum. Jak to w Nowym Jorku, wszystkiego jest tu dużo, mieszkań też. - To jest tak jak z zakupami. Jeżeli lubisz zakupy - to poszukiwanie mieszkania będzie czystą przyjemnością. Ja nie należę do osób, które lubią biegać od sklepu do sklepu, tudzież od mieszkania do mieszkania, dlatego zdecydowałam się na pomoc agencji, która znalazła bardzo szybko to, czego poszukiwałam, ale generalnie nie ma problemu w ze znalezieniem lokum w Nowym Jorku. Wszystko zależy od budżetu i wymagań - opowiada Monika. Wiola z mężem i synem mieszkała na Brooklynie . Dwa pokoje, kuchnia, łazienka i dwie małe garderoby. W sumie mieszkanie było całkiem spore jak na nowojorskie warunki, bo miało około 60 metrów. - Płaciliśmy 1500 dolarów czynszu plus wszystkie opłaty dodatkowe, ale wynajem mieszkań wygląda tam jednak trochę inaczej niż u nas. W Polsce w większości mieszkania są umeblowane, chociaż w jakimś stopniu, tam niestety trzeba zadbać o miejsce do spania we własnym zakresie. Weszliśmy do mieszkania, w którym była tylko wyposażona kuchnia i łazienka, a poza tym gołe ściany. Wszystko musieliśmy kupić: łóżko, szafę, półki, krzesła, stół. Najpierw kupiliśmy, a później sprzedaliśmy przed powrotem do Polski - wylicza Wiola.

Oprócz tego, że nowojorskie mieszkania są małe specyficzny jest także ich "wagonowy" kształt. Mieszkania są długie i wąskie, a przez to wcale niełatwe do urządzenia. - Jeśli w jednym pokoju ma spać dwoje dzieci, to zdecydowanie dobrze zainwestować w piętrowe łóżko. W ten sposób zaoszczędzimy trochę przestrzeni- podpowiada Grażyna.

Gdzie jest pralka?

Wszystkich, którym się wydaje, że publiczne pralnie zostały wymyślone na potrzeby filmów i seriali musimy wyprowadzić z błędu. Tak, nowojorczycy pralek w mieszkaniach, szczególnie w starych kamienicach, nie mają. I wcale nie wynika to z chęci zaoszczędzenia na domowych sprzętach czy tylko z faktu, że mieszkania są małe i wstawienie pralki często graniczy z cudem. Po prostu obowiązuje od góry zakaz. Zarządcy budynków potrafią przyjść z wizytą do mieszkańców i sprawdzić, na ile jest on respektowany. Bo teoria teorią, ale są tacy, którzy mimo wszystko decydują się na pranie "brudów" we własnym domu. Odważni trzymają pralki w garderobach, ale muszą się przy każdym praniu nieźle nagimnastykować, żeby wystawić pralkę, podłączyć, odprowadzić wodę do toalety czy zlewu w kuchni. Zdecydowana większość nowojorczyków do publicznych pralni się przyzwyczaiła, tym bardziej, że są one co krok. - Miałam pralnie publiczną właściwie zaraz obok kamienicy, w której mieszkaliśmy. Zanosiłam pranie, poszłam zrobić zakupy, przekładałam pranie do suszarki, zajrzałam do domu i dopiero po nie wracałam. W innym przypadku przydałaby się książka, laptop albo coś do słuchania muzyki. Takie obrazki to normalność. Minusem jedynie było to, że mieszaliśmy na trzecim piętrze, więc był to nie lada wysiłek fizyczny. Pierwsza wizyta w pralni to trochę jak pierwszy dzień w szkole, sprawdzasz, przyglądasz się i nie do końca czujesz się na swoim miejscu. Później nie robi to już żadnego wrażenia - wspomina Wiola.

Polski przepis na amerykański wynajem

Większość przyjeżdżających do USA na początku zatrzymuje się u rodziny bądź znajomych. Chwilę później jednak zaczyna szukać własnych czterech kątów. Trzeba mieć oczy i uszy szeroko otwarte, bo ofert nie brakuje. Na budynkach widnieją tabliczki "For Rent", nie brakuje też ogłoszeń w gazetach czy na stronach internetowych. Pomocne są strony polonijne, na których oprócz ofert wynajmu czy sprzedaży znajduje się sporo przydatnych informacji. Ewentualnie można zawsze skorzystać z agencji nieruchomości. Ogólne zasady wynajmu nie różnią się niczym od polskich realiów. Właściciele nieruchomości często proszą jednak o dokumenty potwierdzające, że potencjalnego lokatora stać na wynajem i nie będzie problemu z płaceniem czynszu i rachunków, czyli po prostu dowodu zatrudnienia. Kolejny krok to oczywiście podpisanie umowy, w której określona zostaje wysokość czynszu i czas wynajmu (najczęściej rok). Można oczywiście znaleźć mieszkanie "na chwilę", ale krótsze okresu najmu często są okupione wyższym czynszem. Trzeba też się przygotować na wpłacenie właścicielowi kaucji, tak zwanego depozytu zabezpieczającego, w wysokości miesięcznego czynszu. Zanim wprowadzimy się do amerykańskiego gniazdka dobrze też sprawdzić, co jest w domu sprawne, zgłosić usterki właścicielowi, upewnić się, czy w czynsz są wliczone także inne opłaty licznikowe czy trzeba je będzie płacić z własnej kieszeni i na koniec jaki jest czas wypowiedzenia - czyli polski standard w amerykańskim wydaniu.

Nieruchomości w USA:

Mieszkania i domy w USA - ogłoszenia sprzedaży