Zamieszkać na świecie: Hongkong

- Hong Kong jest jak Nowy York przeniesiony do Azji - podsumowuje Marcin, który od 9 lat mieszka tam z rodziną. Jednych to miasto przytłacza wielkością i tempem życia. Kilkudziesięciopiętrowe bloki, średnio ponad 6 tys. osób przypadających na kilometr kwadratowy, hałas i kultura osobista mieszkańców ?made in China?, która Europejczyków może wprawić w osłupienie. Ale ci, którzy chcą zrobić karierę zawodową nie mogli lepiej trafić.
Co najczęściej widać na zdjęciach z Hongkongu? Wieżowce, wieżowce i jeszcze raz wieżowce. Wyjątkowo wyglądają szczególnie nocą, kiedy świetlna panorama odbija się w wodach Morza Południowochińskiego. Znajdują się w nich nie tylko firmowe biura, ale także mieszkania. Znak rozpoznawczy jednej z największych światowych metropolii nie wynika wcale z sympatii Chińczyków do drapaczy chmur, a z dość przyziemnych powodów... braku miejsca pod zabudowę. Nikogo nie dziwią tu bloki mieszkalne o liczbie 50 pięter. Tym bardziej, że jest komu tam mieszkać. W 2010 w Hongkongu żyło 7 mln osób (ponad 90 proc. z nich to Chińczycy). Gęstość zaludnienia wyniosła ok. 6500 mieszkańców na km kw., ale w najbardziej zatłoczonych dzielnicach liczba ta wzrasta nawet do kilkudziesięciu tysięcy.

Hongkong bez szoku

Wszystkich Europejczyków, którzy przeprowadzają się na drugą półkulę czeka rewolucja cywilizacyjno-kulturowa. Na co trzeba się przygotować? - Na Chińczyków bekających bez żenady, głośno i dosadnie, bez przerywania aktualnie wykonywanej czynności, np. mówienia. Na to, że do pracy nie przychodzi się wtedy, kiedy się powinno, czyli zazwyczaj na 9, tylko 30-45 min później i że nie wychodzi się planowo o godzinie 18, tylko dużo, dużo później - podpowiada Marcin Klocek, architekt i wykładowca akademicki. - Polaków na pewno zszokuje brak higieny osobistej Chińczyków, którym codzienne mycie się nie weszło w krew. Do tego ścisk w środkach komunikacji miejskiej, do których czasem nie da się wcisnąć. Podstawowy problem to też komunikacja językowa. Co raz mniej ludzi mówi po angielsku - dodaje Krzysztof, również wykładowca, który 4 lata temu zdecydował się zmienić adres. W życiu codziennym, w kontaktach z obsługą w sklepie, taksówkarzami, operatorami telewizji i telefonii komórkowej czy firmy wysyłkowej, banku porozumienie się bywa dla białego człowieka bardzo trudne, a czasem po prostu niemożliwe. - W chińskiej kulturze załatwianie spraw codziennych opiera sie na kontakcie bezpośrednim - twarzą w twarz. Załatwianie czegokolwiek mailowo bądź przez telefon jest utrudnione. Zważywszy na barierę językową jest to dodatkowy minus Hongkongu. W związku z tym większość obcokrajowców trzyma sie razem, spędzając czas w swoim gronie i nie integrując sie z Chińczykami, którzy z reszta są bardzo zamknięci - podsumowuje Krzysztof.

Dwie strony medalu

Klimat tego miasta definiuje biznes i pieniądze, długie godziny pracy i wieczorne spotkania biznesowe. - Kultura spędzania całego życia w pracy jest podtrzymywana głównie przez Chińczyków - expatriaci (i my też) starają się, jak mogą, żeby jej nie ulegać. To zdecydowanie miejsce dla ludzi, którzy chcą robić karierę, nie tylko w finansach, bardzo dynamiczne i oferujące ogromne możliwości - ocenia Marcin. - Połączenie azjatyckiej egzotyki z supernowoczesnym miastem, dynamika, wysoki poziom życia. Hongkong jest jak Nowy York przeniesiony do Azji. To jest absolutnie unikalne miasto w skali świata. Każda z azjatyckich metropolii ma w sobie coś unikalnego, ale żadna nie jest podobna do Hongkongu - dodaje. Krzysztof dorzuca do tego łatwą dostępność do wielu rodzajów towarów i usług, wielkomiejską atmosferę i międzynarodowy charakter i chińsko-europejską mieszkankę kultur. Hongkong fascynuje, choć wiele minusów widać na pierwszy rzut oka, inne ujawniają się przy bliższym poznaniu. Przeludnienie, uciążliwy hałas, ogromne zanieczyszczenie miasta, drogie życie - na przykład wysokie koszty edukacji (w szkoła płaci się bardzo wysokie czesne plus dodatkowe opłaty). Czesne w taniej szkole wynosi kolo 4,5 tys. zł miesięcznie, a dziecko ze względu na brak miejsc trzeba zapisać z kilkuletnim wyprzedzeniem. I kosmiczne ceny nieruchomości - zarówno kupna jak i wynajmu. Polskim imigrantom doskwiera coś jeszcze. - Hongkong jest wspaniałym miejscem, ale nam i dzieciom brakuje trochę oferty kulturalnej i rozrywkowej na odpowiednim poziomie (mimo tego, że mamy Disneyland i Ocean Park - dwa ogromne parki rozrywki). Gdyby tak można przenieść tu polskie teatry .... - marzy Marcin. Uboga oferta kulturalna ma niewątpliwie związek z trybem życia prowadzonym przez Chińczyków, którzy pracują od świtu do zmierzchu i na nic więcej nie mają czasu. - Nie mają praktycznie żadnego życia towarzyskiego. Rodzina jest najważniejsza i to z nią spędza sie rzadkie wolne chwile. Dzieci z reszta w związku z tym są często wychowywane przez filipińskie nianie. W Hongkongu będzie dobrze czuł sie singiel stawiający na karierę i zarobienie dużych pieniędzy. Nie jest to świat dla rodzin z dziećmi - podsumowuje Krzysztof. Jak oni mieszkają?

Hongkong składa się z części kontynentalnej i wysp, które są z nią połączone mostami, tunelami albo po prostu komunikacją wodną. Dlatego wiele osób wybiera spokojniejsze rejony z dala od centrum biznesowego na Wyspie Hongkong, nawet za cenę codziennego dłuższego dojazdu do pracy. Tak zrobił właśnie Marcin. - Wyjazd do Hongkongu był spełnieniem marzeń o mieszkaniu w egzotycznym kraju, który może być bazą wypadową dla kolejnych podróży. O Hongkongu nieśmiało pomyśleliśmy w 1996, kiedy przyjechaliśmy tu jako podróżnicy z plecakami po sześciotygodniowej odysei w Chinach. Zatrzymaliśmy się wtedy w najtańszym możliwym miejscu do mieszkania - Chungking Mansion. Jednak okazja, żeby tu wrócić nadarzyła się dopiero sześć lat później - opowiada. Dostał pracę, po trzech miesiącach ściągnął do siebie żonę i córkę. Teraz już we czwórkę mieszkają w Discovery Bay na Lantau. - To wyspa, która jest dość blisko centrum (25 min. promem), ale zapewnia dużo lepsze warunki życia. Na Hong Kong Island, gdzie mieści się całe centrum finansowe i rozrywkowe nie jest już tak pięknie - ciasnota, malutkie i bardzo drogie mieszkania, brak zieleni, zanieczyszczenie, hałas - dodaje. Pomimo tego, że na dojazd do pracy poświęca około godziny, mówi, że za nic w świecie nie zamieniłby tego miejsca na inne. Spodobałoby się ono przede wszystkim tym, którzy mają lęk wysokości, bo tu można spotkać tzw. low-rise, czyli 5-piętrowe budynki mieszkalne. - Mamy własne mieszkanie o powierzchni około 110 m kw. Z widokiem na zatokę i plażę w Discovery Bay i góry w tle. Są trzy sypialnie, salon i dwie łazienki. Wykończenie jest dość dobre, bo projektowaliśmy je sami, w nowoczesnym stylu europejskim. Mamy na przykład kuchnię połączoną z salonem - opisuje Marcin. Kupili je na kredyt. Według obecnego kursu kosztowało 2,7 mln złotych. I to nie jest pomyłka. Ceny nieruchomości w Hongkongu przyprawiają o zawrót głowy, dlatego obcokrajowcy wybierają tańsze, a przy tym bardziej przyjazne miejsca. Ulubioną lokalizacją jest właśnie Lantau. Tu także mieszka Krzysztof. Za swoje 75-metrowe mieszkanie (3 pokoje, kuchnia, łazienka), wykończone w średnim standardzie, z klimatyzacją w każdym pokoju płaci miesięcznie 10,750 HKD. Czyli około 4,5 tys. zł. - Jest to raczej tanio jak na Hongkong. Ostatnio będąc w Australii z żona porównaliśmy ceny nieruchomości. Za cenę skromnego mieszkania w Hongkongu mógłbym nabyć bardzo przyzwoity dom na zachodnim wybrzeżu Australii - przekonuje Krzysztof. I rzeczywiście, po przejrzeniu ofert wynajmu na kilku portalach nieruchomościowych cena przestaje szokować. Najtańsza oferta, którą udało nam się znaleźć na jednym z nich to 2,300 HKD za mieszkanie o powierzchni 50-metrów. Ale brak zdjęć, informacji o liczbie pokoi, standardzie wykończenia, czyli informacji, które zawiera większość ogłoszeń, sprawia, że potencjalny klient nabiera sporo wątpliwości co do wiarygodności i atrakcyjności takiej oferty.- Chińczycy przywiązują wielką wagę do wygody (transport, dostępność sklepów i usług), stąd mieszkania na wyspie Hongkong należą do najdroższych na świecie i prawdopodobnie najgorszych pod względem standardu. Mieszkanie o powierzchni 70 m kw. jest uważane za duże. Większość ludzi mieszka w 30-40 metrowych. Chińczycy w związku z tym mieszkają wielopokoleniowo - wyjaśnia Krzysztof.

Chińskie niespodzianki

Wiadomo - co kraj, to obyczaj. I w nieruchomościach "dziwnych" zasad i zwyczajów nie brakuje. Krzysztof w swoim mieszkaniu ma specjalne pomieszczenie na wstawienie łóżka dla pomocy domowej i nie jest jakimś egzotycznym wyjątkiem.

- Nianie, które są jednocześnie pomocami domowymi, według chińskiego prawa powinny mieszkać razem z pracodawcą, dlatego większość mieszkań ma takie specjalne dodatkowe małe pomieszczenia - tłumaczy Krzysztof. Zaskakujący jest sposób na obliczanie powierzchni mieszkania. Liczy się ją po zewnętrznym obrysie ścian i dodaje się udział we wszystkich wspólnych powierzchniach budynku - jak korytarze, windy i klatki schodowe. W efekcie mieszkanie o pow. "oficjalnej" np. 1000 ft2 (liczy się w stopach) ma naprawdę powierzchnię podłogi 700-800 stóp.

Mimo, że życie w Hongkongu do najłatwiejszych nie należy nasi bohaterowie deklarują, że mogli by tam zostać na stałe. - Tak naprawdę nie warto zniechęcać się tym, co przeszkadza, ale wybierać to, co najlepsze, bo jest z czego - optymistycznym akcentem kończy Marcin. On najbardziej tęskniłby za podrożą promem z Discovery Bay na Hong Kong Island. Krzysztof - za wielkomiejską atmosferą i międzynarodowym charakterem.

Planujesz zamieszkań za granicą ? Sprawdź nowe oferty:

Mieszkania i domy z zagranicy

Komentarze (1)
Zamieszkać na świecie: Hongkong
Zaloguj się
  • Gość: Blaz

    Oceniono 3 razy 3

    Z tym bekaniem to przesada. Kręcę się po różnych miejscach w Hongkongu, spotykam różnych ludzi a jakoś nigdy nie natknąłem się na bekającą osobę. To mi to się w domu osobiście częściej zdarza niż znajomym Hongkończykom :-)
    Nie zauważyłem też by mieszkańcy Hongkongu się jakoś szczególnie nie myli. Brudasów napotykam w Polsce, rzadko w Hongkongu.

    Blaz
    news.go2hk.pl

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX