Pod jednym dachem z wynajmującym

Mieszkanie na stancji kojarzy się głównie z pokoikiem u starszej pani, kontrolującej nocne powroty. Jednak wynajem piętra czy pokoju w miejscu, gdzie mieszka wynajmujący, zyskuje na popularności także wśród osób, które studia mają dawno za sobą. Podpowiadamy, co należy wiedzieć zanim zamieszkamy pod jednym dachem z właścicielem nieruchomości.
Zawsze w kontakcie

Wielu najemców uważa mieszkanie z wynajmującym za ogromny komfort i nie zamieniłoby go na mieszkanie samemu, przede wszystkim ze względu na możliwość szybkiego kontaktu. W przypadku problemów czy usterek wynajmujący jest na wyciągnięcie ręki. Trzydziestoletni Mateusz, wynajmujący od starszego małżeństwa piętro w domu jednorodzinnym, ogromnie ceni sobie, że wszystkie usterki są zawsze błyskawicznie naprawiane, często nawet zanim zdążył je zgłosić. To motywuje też jego samego do dbania o wspólne lokum.

Kolejną zaletą jest możliwość korzystania ze sprzętów AGD czy narzędzi będących własnością wynajmującego. Poza tym, jak wspomina Mateusz, wspólne mieszkanie może zaowocować przyjaźniami na całe życie. W końcu kto nie miałby sentymentu do wynajmującego, który regularnie robi prezenty w postaci własnoręcznie zrobionych ciast i przetworów, a także zawsze chętnie zaprosi na kawę.

Dodajmy, że dużym plusem wspólnego mieszkania, szczególnie w przypadku studenckich stancji, jest cena - z reguły niższa niż ceny mieszkań przeznaczonych na komercyjny wynajem, a także możliwość bardziej elastycznego rozliczania się.

Na cudzym terenie

Mieszkanie u wynajmującego ma też swoje złe strony. Warto pamiętać, że decyzja o wynajęciu komuś salonu czy piętra w swoim domu często zapada z powodów materialnych: tacy wynajmujący wolą dzielić swoje lokum z obcą osobą niż zostać całkowicie go pozbawionym. Co za tym idzie - nie traktują wynajmu biznesowo, lecz personalnie. Efektem tego są liczne nieporozumienia i niezadowolenie takich właścicieli. Z reguły skarżą się na to, że najemcy nie sprzątają, są głośni, nie używają oszczędnie mediów i nie respektują ich zasad.

Z drugiej strony najemcy narzekają, że właściciele mieszkań, w których mieszkają, bywają zbyt natarczywi, wścibscy i naruszają ich prywatność. W internecie dużą popularnością cieszą się filmiki nagrywane przez studentów, którym pod ich nieobecność starsze panie, właścicielki mieszkań, przeszukują pokoje. I niezależnie od tego, jak zabawne by się to nie wydawało - jest to naruszeniem prawa i może skończyć się dla właściciela nieprzyjemnie.

Do kogo się wówczas zwrócić? Tu pojawia się kolejny problem ze wspólnym mieszkaniem - w sytuacjach, w których normalnie interweniowałby wynajmujący, tu nikt nie udzieli nam wsparcia. Przekonała się o tym Ola, która wynajęła piętro w domu młodego małżeństwa. Po bardzo krótkim czasie podjęła decyzję o wyprowadzeniu się, gdyż wynajmujący ustalili wiele zasad wspólnego mieszkania, które restrykcyjnie egzekwowali, natomiast nie przestrzegali ich sami.

Ustalamy zasady

Przed wspólnym zamieszkaniem przede wszystkim ustalmy sposób komunikowania się: wspólnie stwórzmy listę zasad, takich jak telefoniczne umawianie się na odwiedziny, nieprzychodzenie bez zapowiedzi czy pod czyjąś nieobecność. Od początku uprzejmie, acz stanowczo reagujmy, jeżeli widzimy, że coś może w przyszłości nie układać się właściwie. Przyda się też znajomość umowy najmu - wynajmujący, zapraszając nas do zamieszkania u niego, dobrze zna swoje prawa, ale to w naszym interesie leży, aby respektował też swoje obowiązki.

Ustalmy zasady korzystania z części wspólnych - warto zawrzeć je już w umowie najmu. Będziemy dzielić z wynajmującym klatki schodowe, korytarze, a być może też kuchnię, salon, łazienkę czy ogródek. Określmy zawczasu, na jakiej zasadzie rozliczane będzie zużycie mediów, a także kto będzie utrzymywać te części w czystości.

Przed wprowadzeniem się zadawajmy jak najwięcej pytań. Dowiedzmy się kim są wynajmujący, jakie mają zasady i czy nie będą próbować ich nam narzucać. W skrócie - dbajmy o to, żeby ta relacja była relacją biznesową i opierała się na pisemnych ustaleniach. W końcu z punktu widzenia takiego wynajmującego - to my wprowadzamy się pod jego dach.

#
Jesteś zainteresowany najmem domu? Sprawdź oferty w naszym serwisie

Szukasz pokoju do wynajęcia? Odwiedź Domiporta.pl

Chcesz wynająć mieszkanie? Zobacz ogłoszenia na Domiporta.pl

Więcej o:
Komentarze (11)
Pod jednym dachem z wynajmującym
Zaloguj się
  • Gość: zmtrialseventeen

    Oceniono 24 razy 18

    Mieszkać z wynajmującym to chyba zły pomysł, ale z atrakcyjną wynajmującą to dlaczego nie.

  • baba67

    Oceniono 19 razy 9

    Swietny pomysl pod warunkiem ze wynajmujacy jest marynarzem lub kierowca tira i ciagle na wyjezdzie.
    Ten typ wynajmu wlasciwie ma same wady.

  • jowita2003

    Oceniono 21 razy 3

    tylko zdesperowani czyli ci co nie maja wyjscia lub starsze samotne osoby potrzebujace towarzystwa wynajmuja. nie wyobrazam sobie by wynajmowac i zero prywatnosci i nierzadko brak spokoju relaksu. powatpiewam czy naprawde ktos jest zadowolony wynajmujac,a wlasciciele tez kreca na wszystko nosem nie uzywac za duzo najlepiej byc zawsze gdzies. nie widze zadnych plusow tylko minusy:(

  • nick_do_komentarzy

    Oceniono 14 razy 2

    A ja mieszkam już po raz trzeci u właścicieli i uważam, że ma to dużo plusów. Właściciel może podwieźć na zakupy, a i jest z kim flaszkę wypić. Cena jest zawsze lepsza niż gdzie indziej. Oczywiście, że zależy na kogo się trafi jak ze wszysktim.

    Śmieszą mnie ludzie co mówią "ja to nie mogłabym/mógłbym z kimś mieszkać, a już tym bardziej z właścicielem". Ja się trafi na normalnych ludzi to nie ma żadnych spięć.

  • wolny-analityk

    Oceniono 5 razy 1

    widać bida coraz większa w kraju jeśli coraz więcej ludzi nie stać na wynajem indywidualny którego ceny i tak ostatnio spadały. Przecież oczywiste że mieszkanie z wynajmującym to same wady oprócz jednej zalety - ceny.

  • Gość: MonX

    0

    Mieszkałem w kilkunastu domach i mieszkaniach przez mniej więcej 10 lat. Nie tylko w Polsce. Tylko na początku, gdy byłem jeszcze niedoświadczony, zdarzyło mi się przez parę miesięcy wdepnąć na nieprzyjemnych ludzi. Potem zwykle udawało mi się ich odsiać na etapie pierwszej (i ostatniej) rozmowy. Natomiast w większości można było sobie to zorganizować, że było całkiem nieźle, a w paru przypadkach trafiłem wręcz na wspaniałych ludzi. Trzeba tylko umieć szukać i nie brać pierwszej z brzegu okazji, no i oczywiście samemu zachowywać się przyzwoicie.
    Fakt, że ja piszę o doświadczeniach z czasów PRL, teraz ludzie są chyba gorsi niż wtedy, chamstwa coraz więcej dookoła.

  • Gość: poldis

    0

    Ja mieszkałem w Bydgoszczy 4 lata z właścicielami i był to wyjątkowy okres w moim życiu gdzie poznałem wielu znajomych oraz moją przyszłą żonę. Teraz już się wyprowadziłem na swoje ale z tego miejsca pozdrawiam Adama i Marka (właścicieli).

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX