Popyt na mieszkania największy od 2007 roku

Pod koniec zeszłego roku popyt na rynku mieszkaniowym w dużej mierze kreowała obawa klientów, przed wycofaniem kredytów na 100 proc. wartości nieruchomości. Okazuje się jednak, że w nowym roku zapotrzebowanie nie spadło. Nadal chętniej kupujemy mieszkania. Branża deweloperska i eksperci mówią już zdecydowanie o końcu kryzysu na rynku. Firmy zwietrzyły koniunkturę - znów dużo budują.
Dane odnośnie sprzedaży, które w swym raporcie zaprezentowała firma REAS wskazują, że ciągle utrzymuje się wyższy popyt, niż w dotychczas najlepszym dla branży roku 2007. W minionym kwartale deweloperzy sprzedali 11 tysięcy mieszkań, a w ciągu 12 miesięcy blisko 40 tysięcy. To o 10 procent więcej niż 7 lat temu, czyli w okresie boomu na rynku mieszkaniowym.

Co wpływa na rosnący popyt? Przede wszystkim statystyczny Kowalski ciągle ma do czynienia z tanimi kredytami. Na mocy ostatniej decyzji Rady Polityki Pieniężnej bardzo niskie stopy procentowe nie pójdą na razie w górę, a to oznacza ciągle niskie oprocentowanie i tani kredyt. Obecnie referencyjna stopa NBP wynosi 2,5 proc. i nie zmieni się do lipca, kiedy Rada znów się zbierze. Wcześniej sygnalizowano jednak, że stopy pozostaną na tym samym poziomie nawet do jesieni. Należy dodać, że nie bez wpływu na rynek mieszkań, kupowanych głównie z kredytów, pozostaje obawa klientów o możliwości kredytowania w kolejnych latach. Przypomnijmy, że na mocy nowej rekomendacji S od przyszłego roku wymagane będzie przez banki nie 5 a 10 procent wkładu własnego. Następnie w 2016 roku wysokość ta wzrośnie do 15 a później do 20 procent, co może być już kwotą zaporową dla wielu potencjalnych kredytobiorców.

Popyt na rynku mieszkaniowym kreuje też - bardzo popularny - program pomocy państwa przy zakupie nieruchomości, czyli MDM. Do końca kwietnia wykorzystano już blisko 20 proc. środków przeznaczonych na wsparcie na ten rok, czyli ponad 100 mln zł. Program wystartował więc dużo bardziej dynamicznie od wcześniejszej Rodziny na Swoim, która rozkręcała się powoli i dopiero po kilku miesiącach miała pierwszych uczestników.

Warto jednak zaznaczyć, że duże zainteresowanie MDM nie tłumaczy jednak całkowicie bardzo dobrych danych popytowych. Jak podkreślają eksperci REAS 10 procentowy wzrost sprzedaży w porównaniu do rekordowego roku 2007 byłby niemożliwy tylko "siłami" uczestników MDM. Transakcje były dokonywane także za gotówkę oraz z tytułu zwykłych kredytów.

Główną siłą nakręcającą sprzedaż są oczywiście ciągle niskie ceny. Już w zeszłym roku stawki na rynku pierwotnym i wtórnym spadały poniżej cen z początku 2007 roku, czyli początkowego okresu boomu mieszkaniowego.

Jak wynika z zestawienia NBP w ciągu 7 lat średnie stawki transakcyjne na rynku pierwotnym dla Warszawy, Wrocławia, Gdańska, Gdyni, Poznania, Krakowa i Łodzi zmniejszyły się o około 600 zł. W I kwartale średnia cenowa wynosiła 6200 zł/ m kw. w stosunku do 6800 zł sprzed 7 lat. Na poszczególnych rynkach spadki jednak często były głębsze. Wystarczy przytoczyć tutaj przykład Poznania, gdzie ceny ofertowe zmniejszyły się z 7300 zł do 6600. W stolicy Małopolski z kolei stosunek ten wynosi 8250 do 6400 zł.

Dobre dane dotyczące popytu na mieszkania nowe, w równym stopniu odnoszą się także do rynku wtórnego. Tutaj także od wielu miesięcy utrzymują się stawki niższe niż z początku boomu mieszkaniowego w 2007 roku. Obecnie w WGN obserwujemy zdecydowany wzrost zainteresowania ze strony kupujących. Tę tendencję potwierdzają także inni pośrednicy. Średnio za mieszkanie w największych miastach Polski trzeba obecnie (dane NBP) zapłacić 5400 zł/ m kw. To o 500 zł mniej niż 7 lat temu. Eksperci spodziewają się, że w związku z tym iż ceny długo pozostawały na stabilnym, niskimi poziomie (w zeszłym roku obserwowaliśmy tylko niewielkie wahania), to teraz, przy ożywionym popycie mogą zacząć rosnąć. Realne są wzrosty rzędu kilku procent do końca roku.

Również na rynku pierwotnym podwyżki cen są bardzo prawdopodobne. Wynika to nie tylko z zainteresowania programem MDM, ale także z tego, że oferta deweloperska maleje i coraz częściej jest zdecydowanie poniżej zapotrzebowania ze strony klientów. Dzieje się tak dlatego, że firmy w latach ubiegłych, a zwłaszcza w zeszłym roku, ograniczały liczbę nowych inwestycji, chcąc pozbyć się zjawiska nadpodaży, czyli sprzedać mieszkania wybudowane w latach ubiegłych. Nadpodaż w dużej mierze udało się ograniczyć i dopiero teraz firmy rozpoczęły nowy front robót. Liczba podejmowanych inwestycji wzrosła skokowo - o ponad 60 proc. w porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego. Obecnie w budowie na największych rynkach pozostaje około 15 tysięcy mieszkań, natomiast firmy uzyskały też ponad 17 tys., czyli o blisko 50 proc. więcej rok do roku, pozwoleń na budowę. Zanim jednak te lokale trafią do sprzedaży, należy się spodziewać, że stawki w związku z rosnącym popytem, pójdą w górę.

#



Chcesz kupić mieszkanie z rynku pierwotnego? Zobacz oferty na Domiporta.pl

Wolisz lokal z rynku wtórnego? Sprawdź ogłoszenia w naszym serwisie



Więcej o: