Mieszkania w blokach to ciągle polskie "środowisko naturalne".

Małe, słabszej jakości, z wieloma niewygodami - a jednak wciąż popularne. Fenomen jaki istnieje na naszym rynku wtórnym, wart jest uwagi. Pomimo, że do mieszkań z wielkiej płyty zwykle mamy dużo zastrzeżeń, to jednak bardzo często właśnie takie mieszkania wybieramy. Ponadto bloki z czasów PRL-u wcale nie są najtańsze.
Na początek warto podkreślić, że bloki te są polskim "środowiskiem naturalnym". Tak w większości po prostu mieszkamy. Dane GUS pokazują, że z 12,5 mln mieszkań w Polsce, około 7 mln to lokale powstałe w czasach PRL-u.

Liczba ta na pewno tłumaczy dużą podaż, ale trudniej wytłumaczyć nią skłonność Polaków do nabywania tych bądź co bądź, nie mających dobrej opinii nieruchomości. Według szacunków pośredników nieruchomości nawet ponad 40 proc. transakcji na rynku wtórnym dotyczy właśnie takich lokali.

Przeważnie sądzi się, że klienci decydują się na wielką płytę z reguły ze względów finansowych, gdyż to ona jest najtańsza. Przykłady z WGN pokazują jednak, że to przekonanie nie do końca odpowiada prawdzie.

W WGN wśród wszystkich ofert mieszkań na sprzedaż na rynku wtórnym, wystawionych w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, ponad 1700 to właśnie lokale w blokach. Średnie ceny tych nieruchomości wynosiły 3400 zł/ m kw. i były praktycznie porównywalne do średnich stawek dla całego rynku.

Co więcej aby uniknąć przekłamania w wynikach, dookreśliliśmy, że poszukujemy mieszkań w blokach powstałych do 1990 roku. Wynik był zaskakujący, bowiem okazało się, że średnia cena takich mieszkań jest o 200 zł wyższa od przeciętnej ceny całej puli mieszkań używanych i wynosi 3600 zł.

W największych miastach, mieszkania w blokach również niekoniecznie są tańsze, a jeśli już to nieznacznie. W Krakowie, Warszawie, Wrocławiu i Gdańsku, średnie ceny mieszkań w takich blokach, powstałych do 1990 roku są co prawda niższe, ale zazwyczaj różnica wynosi 300 - 400 zł na metrze. W Poznaniu z kolei, kosztują 4900 zł i są tańsze zaledwie o 100 zł od cen dla całego rynku wtórnego. W Łodzi średnia cena to 3540 zł i okazuje się ona o 40 zł wyższa od średnich stawek na całym rynku wtórnym.

Jednak również nawet w takich lokalizacjach wielokrotnie można znaleźć przykłady lokali z wielkiej płyty w bardzo wysokich cenach. Dla przykładu, mieszkanie w bloku z 1964 roku w Warszawie w dzielnicy Wola, kosztuje 10 tysięcy złotych za metr. Z kolei np. wrocławski oferent oczekuje za 50 - metrowe mieszkanie w bloku z 1986 roku ponad 6200 zł od metra. W Krakowie, stawka za mieszkanie z 1975 roku wynosi 7000 zł za metr. Wynika z tego, że o ile średnie ceny z reguły są o kilkaset złotych niższe, to z drugiej strony znajdziemy sporo przykładów drogich lokali z wielkiej płyty

Co w takim razie przesądza o tym, że wciąż mamy ochotę na mieszkanie w domach z betonu?

Podstawowym argumentem będzie na pewno dobrze położone, jeśli nie w centralnych lokalizacjach miast, to blisko centrów. Po drugie mimo, że budownictwo z PRL-u, często kiepskiej jakości, było dobrze przemyślane pod względem urbanistycznym. Na osiedlach powstawały nie tylko drogi, ale też sklepy, przedszkola, szkoły, przychodnie itp. Po trzecie - nie zapominajmy, że bloki te jednak w większości przeszły modernizację. Zostały ocieplone, wyremontowane były elewacje itp. To też sprawia, że same budynki zyskały na wartości i poprawił się ich techniczny standard.

Te wszystkie plusy, jak również z reguły niższa cena, powodują, że Polacy przyzwyczajeni przez dziesięciolecia do wielkiej płyty, wcale nie chcą z niej tak szybko rezygnować, i wydaje się, że nic się szybko w tej sprawie nie zmieni.

#



Szukasz mieszkania? Sprawdź nasze ogłoszenia

Chcesz wynająć mieszkanie? Odwiedź Domiporta.pl

Więcej o: