Nieruchomość (nie) dla cudzoziemca

Cudzoziemiec może mieć problem z kupnem domu w Alpach. Szwajcarzy zadecydowali w referendum o zaostrzeniu regulacji na rynku nieruchomości. W innych krajach bywa podobnie. Jak i gdzie?
Wielu mogło się zdziwić, kiedy Szwajcarzy podjęli w referendum decyzję o wprowadzeniu drastycznego ograniczenia swobody w obrocie nieruchomościami. Przecież to kraj, który znajduje się na czele najbardziej liberalnych gospodarek świata. A jednak! Od 2013 roku tzw. drugie domy stanowić mogą jedynie 20 proc. wszystkich domów w danej miejscowości. Taka decyzja oznacza, że szanse cudzoziemców na zakup mieszkania albo domu w alpejskim kurorcie są minimalne. W wielu miastach, zwłaszcza w narciarskich kurortach, już teraz limit ten został osiągnięty.

W Szwajcarii trudno od zawsze

Rzecz w tym, że decyzja podjęta przez Szwajcarów jest zgodna z logiką regulacji, która istnieje w tym kraju od kilkudziesięciu lat. Obowiązujące od ponad trzech dekad przepisy ograniczają liczbę domów posiadanych przez osoby nie będące mieszkańcami Szwajcarii do jednego. Tak jest m.in. w St. Moritz. W Genewie czy Zurichu cudzoziemcy w ogóle nie mogą kupować nieruchomości w celach inwestycyjnych. Każdego roku wyznaczana jest maksymalna liczba domów, mieszkań i działek, które mogą trafić w ręce cudzoziemców.

Co nie znaczy, że Szwajcarzy zawsze wybierają najbardziej drastyczne rozwiązania. Przykładowo, w 1967 roku głosowali nad całkowitym zakazem spekulacji gruntami, domami i mieszkaniami. Wniosek przepadł, zdobywając uznanie jedynie 32 proc. głosujących.

Duńskie ustawy antyniemieckie

W innych krajach bywa podobnie. W Danii osoby, które nie są rezydentami, nie mogą kupić nieruchomości o ile nie mieszkają w tym kraju od co najmniej pięciu lat. Kupować mogą też obywatele Unii Europejskiej, którzy w Danii pracują.

W niektórych regionach ograniczenia są ostrzejsze. Dotyczy to zwłaszcza miejsc popularnych wśród turystów - na wybrzeżu. Ograniczenia, popularnie zwane "zasadami antyniemieckimi" zakazują cudzoziemcom kupowania domków wakacyjnych.

Finowie na wyspach, Estończycy-rolnicy

W Finlandii do 2000 roku obowiązywał przepis, w myśl którego obcokrajowiec musiał uzyskać odpowiednie pozwolenie na zakup nieruchomości. Teraz podobny zakaz stosowany jest jedynie na Wyspach Alandzkich. Tam nadal potrzebne jest pozwolenie z urzędu.

W położonej po drugiej stronie Zatoki Fińskiej Estonii kupować nieruchomości mogą wprawdzie wszyscy, jednak tylko wtedy, kiedy ich powierzchnia nie przekracza 10 hektarów. Żeby kupić tak duże gospodarstwo rolne, trzeba uzyskać specjalne pozwolenie.

W Chorwacji dwanaście miesięcy na pozwolenie

Pozwolenia wymagane są także w Chorwacji. Wydaje je ministerstwo spraw zagranicznych. Zwykle decyzja zależy od tego, czy Chorwat może kupić nieruchomość w kraju, z którego pochodzi ubiegający się o decyzję. Cała procedura może zająć nawet 12 miesięcy.

W Bułgarii: mieszkania - tak, ziemia - nie

Cudzoziemcy mogą kupować mieszkania w Bułgarii w dowolnej liczbie. Jednak ziemię nabywać mogą tylko Bułgarzy. Podobnie jest w Rumunii. Tam jednak można obejść przepis - ziemię może obcokrajowcowi sprzedać rumuńska firma.

Grecja militarna

Z kolei Grecy chronią przede wszystkim przedsięwzięcia militarne. Kto chce kupić nieruchomość w pobliżu bazy wojskowej lub niedaleko tureckiej granicy, ten musi ubiegać się o pozwolenie wydawane przez miejscową gminę. Jeśli ktoś nie jest obywatelem Unii Europejskiej, i tak go nie dostanie.

Malta tylko na stałe

Swój rynek nieruchomości chronią także Maltańczycy. Na tej niewielkiej wyspie obowiązuje przepis, w myśl którego każdy może kupić dom lub mieszkanie, jednak tylko pod warunkiem, że będzie w nim na stałe mieszkał nabywca lub ktoś z jego rodziny. Takiej nieruchomości nie wolno wynajmować, o ile nie jest to willa z basenem. Dodatkowo, drugą nieruchomość można kupić dopiero po pięcioletnim pobycie na wyspie.

Nie więcej niż 5 akrów w Kanadzie (ale nie całej)

Poza Europą warto zwrócić uwagę na Kanadę. Tam regulacje zależne są od prowincji. Przykładowo, na Wyspie Księcia Edwarda obcokrajowcy muszą uzyskać pozwolenie na kupno ziemi o powierzchni większej niż 5 akrów.

W prowincji Saskatchewan limit jest wyższy i wynosi 10 akrów. Podobnie jest też w Nowej Zelandii, skądinąd uchodzącej za bardzo liberalną.

Z czego wynikają takie restrykcje?

Zdaniem minister środowiska i transportu Szwajcarii, Doris Leuthard, decyzja podjęta w referendum jest przejawem zniecierpliwienia Szwajcarów narastaniem zjawiska znanego jako "zimne łóżka". Chodzi o puste domy i mieszkania, które pojawiły się w dużej liczbie zwłaszcza w narciarskich kurortach.

Zakaz ma także powstrzymać nadmierny wzrost cen. Według dziennika Financial Times na wyniki głosowania miało też wpływ zniecierpliwienie przeinwestowaniem, widocznym zwłaszcza w stacjach narciarskich. To tam wzrosty cen dawały się mieszkańcom najbardziej we znaki.

W sumie w Szwajcarii jest dzisiaj pół miliona "drugich domów" - około 12 proc. wszystkich nieruchomości mieszkalnych.