Podatek za dom i mieszkanie pójdzie mocno w górę?

Nawet sześciokrotnie mógłby wzrosnąć podatek od nieruchomości płacony przez właścicieli domów i mieszkań, gdyby w życie weszły propozycje, nad którymi pracują eksperci z Kancelarii Prezydenta.
Autorski raport na temat koncepcji przekształceń podatku od nieruchomości przedstawili oni w środę na zorganizowanej przez BGK konferencji dla samorządów.

Eksperci pokazali cztery warianty zmiany zasad wyliczania podatku od nieruchomości. Dziś liczy się go od powierzchni nieruchomości. Co roku minister finansów ogłasza górne stawki tego podatku. Są one takie same niezależnie od wartości domu lub mieszkania czy jego położenia. Eksperci chcieliby stawki zróżnicować. - Obecny system jest nieefektywny, niespójny, niesprawiedliwy - mówił Jarosław Neneman, jeden z autorów raportu, doradca prezydenta, były wiceminister finansów.

W wariancie podstawowym stawki maksymalne podatku od nieruchomości zależałyby od PKB w przeliczeniu na mieszkańca w regionie, gdzie leży gmina. Wyższe stawki maksymalne obowiązywałyby też w stolicach województw i gminach turystycznych. W tym wariancie w skrajnym przypadku podatek mógłby wzrosnąć trzykrotnie wobec tego, co jest dzisiaj. Tak byłoby w Warszawie. Wzrost podatku od nieruchomości związanych z działalnością gospodarczą byłby niższy - maksymalnie dwukrotny. Części gmin podwyżka w ogóle by nie dotyczyła.

W wariancie radykalnym wzrost stawek maksymalnych byłby wyższy. I objąłby wszystkie gminy. A w najbogatszych podatki dla właścicieli domów i mieszkań mogłyby być nawet sześć razy wyższe niż dziś. W zamian część właścicieli nieruchomości mogłaby liczyć na odpis podatkowy w PIT. Stawki podatku od nieruchomości związanych z działalnością gospodarczą wzrosłyby w skrajnym przypadku dwukrotnie.

Wariant zachowawczy zakłada pozostawienie na dzisiejszym poziomie stawek związanych z nieruchomościami mieszkalnymi. Wzrosłyby tylko te od nieruchomości, gdzie prowadzona jest działalność gospodarcza. - Ten wariant ucieka przed zmianami, które mogą nieść ze sobą potencjalnie największe niebezpieczeństwo polityczne - stwierdzają autorzy raportu i sami niejako skreślają ten pomysł.

W wariancie "czeskim" o wysokości stawek maksymalnych decydowałaby wielkość miejscowości. I znów jej funkcja. Podwyższone stawki miałyby też gminy podmiejskie największych aglomeracji, stolice powiatów i województw, a także miejscowości turystyczne. Najmocniej - bo o 300 proc. - wzrosłyby maksymalne stawki podatku od domów i mieszkań w Warszawie. Dla działalności gospodarczej wzrost byłby tu o 200 proc. W gminach wiejskich podwyżki stawek w ogóle by nie było.

- Nasze propozycje to nie podwyżka podatków, ale możliwość jej wprowadzenia - zastrzegł prof. Paweł Swianiewicz, jeden z autorów raportu.

- Polityczna odpowiedzialność za wzrost dochodów spada na samorządy. Jeśli czują się na siłach, by podnieść podatki, mogą to zrobić - wspierał go Jarosław Neneman. Ich zdaniem dziś mieszkańcy nie mają poczucia, że utrzymują samorządy.

Wedle autorów raportu w wariancie podstawowym dochody samorządów wzrosną o 2,3 mld zł, w radykalnym o 4 mld zł, zachowawczym o 1,7 mld zł, a w czeskim o 1,1 mld zł. Wszystko przy założeniu, że tylko co czwarta gmina będzie stosować maksymalne stawki podatku, drugie tyle nie zmieni stawek, pozostałe zaś będą stosować stawki mniej lub bardziej obniżone od nowych maksimów.

Te założenia nie przypadły do gustu Justynie Przykopiak, dyrektor departamentu podatków lokalnych w Ministerstwie Finansów. - 24 proc. gmin obniża stawki podatku od nieruchomości - mówiła. Jej zdaniem obniżki stosuje tylko 8 proc. miast. - Kilkanaście miast zbiera jedną piątą łącznych dochodów gmin z podatku od nieruchomości - tłumaczyła. - Taka zmiana sprawi, że gminy bogate będą jeszcze bogatsze, a biedne jeszcze biedniejsze.

Takie zastrzeżenie zgłosili też samorządowcy. Jan Maciej Czajkowski ze Związku Miast Polskich chwalił wprawdzie zwiększenie dzięki tym propozycjom dochodów samorządów, ale przekonywał, że lepszym rozwiązaniem byłby podatek od wartości nieruchomości zwany potocznie katastralnym. Ale rząd zapowiedział, że o jego wprowadzeniu nie ma mowy.

Premier obiecał to nawet w swoim exposé. Zapewnił też, że żadne prace nad podatkiem katastralnym nie trwają. Taki podatek oznaczałby zapewne znaczną podwyżkę opłat, przynajmniej od części nieruchomości. Właściciele nieruchomości boją się go jak ognia.

Inna grupa ekspertów z Kancelarii Prezydenta pracuje nad pomysłem rozbicia podatku PIT na dwie części - centralną i samorządową. I to samorządy mogłyby, w określonym zakresie, decydować o wysokości swojej części podatku, o jego stawce. Mogłyby więc zarządzić podwyżkę podatków dla swoich mieszkańców. Zdaniem Nenemana ten pomysł ma małe szanse na poparcie polityczne.

- Nasza propozycja wydaje mi się politycznie akceptowalna - przekonywał tymczasem prof. Swianiewicz.

Więcej o: