Jak w bloku nie doznać szoku

Pakujesz walizki i wylatujesz spod skrzydeł rodziców. A tym samym często z dużego rodzinnego domu trafisz do mieszkania w kilkunastopiętrowym bloku. Taki scenariusz między innymi za kilka tygodni będzie czekał wielu debiutujących studentów. Na co się przygotować? O czym warto pamiętać?
Bo to niby nic. Zwykła przeprowadzka. Ale dla kogoś, kto przez kilkanaście lat mieszkał w domu jednorodzinnym z podwórkiem, początki łatwe nie będą. - Pierwsze wrażenie? Sufit spada mi na głowę! Mieszkania w blokach na Muranowie, budowane tuż po wojnie, nie były projektowane po to, żeby rozpieszczać lokatorów. Zatem nisko, poza tym maleńka łazienka z miniaturową wanną. Plus za to, że ściany z cegły, więc (przynajmniej teoretycznie) nie powinno być słychać tego, co się dzieje u sąsiadów, ale cóż, jednak słychać. Ktoś zawzięcie tupie na górze, chyba chodząc tam i z powrotem po pokoju, gwiżdże czajnik, szczekają psy. No i ten nieszczęsny telewizor! W tym bloku mieszka dużo starszych ludzi, którzy nastawiają głośno swoje odbiorniki. A nawet bardzo głośno! Za to kiedy wprowadza się ktoś młodszy - robi remont, czasem nawet z wyburzaniem ścian. Zdarzyło się raz, że wyjątkowo zawzięty remontowo sąsiad zrobił dziurę w ścianie mojej łazienki - opowiada o swoim pierwszym mieszkaniu po wyjeździe na studia do Warszawy Dorota.

Sąsiedzie, wiem, co robiłeś ostatniej nocy

Do hałasu podobno przyzwyczaić się najtrudniej. Szczególnie jeśli mieszkałeś na cichym osiedlu domów jednorodzinnych, a teraz przyszło ci wynajmować mieszkanie w bloku z wielkiej płyty w samym centrum Warszawy. - Słychać wszystko, zwłaszcza denerwujący jest odgłos grającego nocami telewizora u sąsiadów. A jak słychać telewizor, to wszystko inne też - kłótnie sąsiadów, życie erotyczne, gości, zwierzęta, po całym mieszkaniu roznosi się odgłos sikania i spuszczanej wody, a wentylacją płynie do mojego antynikotynowego mieszkanka dym papierosowy - podsumowuje swoje mieszkanie w bloku Agnieszka. Z tym niestety niewiele da się zrobić. Ci, którzy kupują mieszkanie często decydują się na remont właśnie pod kątem wyciszenia wnętrz, ale w wynajmowanym mieszkaniu taka inwestycja się nie opłaca. Pozostaje niestety z niepożądanymi dźwiękami się oswoić albo szukać innego lokum - tylko gwarancji, że tam będzie ciszej niestety nie dostaniemy.

Czytaj również: Jak sobie poradzić z głośnymi sąsiadami?

Hałasy "po sąsiedzku" to tylko połowa problemu. O bezsenne noce i ból głowy może przyprawiać również to, co za oknem. - Największym szokiem był fakt, że chcąc zaczerpnąć powietrza, otwierałam okno, a za nim ryk silników, hałas przejeżdżających tramwajów i smród spalin. Moje warunki zmieniły się o 180 stopni. Wcześniej miałam podwórko, psiaka biegającego po trawie, ptaszki na drzewach, rzekę za ogrodzeniem i dość cichą ulicę obok, po przeprowadzce do mieszkania znalazłam się w centrum wielkiego, głośnego, zatłoczonego miasta - dodaje Paulina, która do Warszawy przeprowadziła się z kilkunastotysięcznej miejscowości.

Ciszej czy cieplej?

Cena - wynajmu, ale i zakupu mieszkania, zazwyczaj gra rolę pierwszoplanową, ale decydując się na mieszkanie w bloku, warto wziąć pod uwagę własne upodobania. Szczególnie, jeśli planujemy tam mieszkać dłużej. Jeśli wiesz, że najbardziej będzie ci przeszkadzało tupanie nad głową, lepiej wybierz mieszkanie na ostatnim piętrze. Przynajmniej tyle masz zagwarantowane. Jeśli dodatkowo będzie to mieszkanie rogowe, sąsiedzkie hałasy stanowią już małe zagrożenie. Ale niestety coś za coś. Zimą będzie zimniej niż w lokalach na niższych piętrach, a latem - o wiele cieplej. - Radzę dobrze zastanowić się także nad stroną świata. W naszym mieszkaniu okna wychodzą na stronę północną i wschodnią. Słońce jest tylko rano. Mieszkanie jest chłodne i dość ciemne. Mi to osobiście bardzo nie przeszkadza, ale mojej dziewczynie tak. I jeszcze dodatkowo nie ma balkonu, więc czuję, że niedługo się wyprowadzimy - opowiada z uśmiechem Paweł z Torunia.

Koniec z chomikowaniem

I tu nawet nie chodzi o zbieranie znaczków, figurek aniołków czy innych gadżetów. Problem jest bardziej prozaiczny. Przeprowadzając się do bloku, trzeba się przyzwyczaić się do o wiele mniejszej przestrzeni. Dla wielu to nie lada wyzwanie. - Największym szokiem była dla mnie malusieńka łazienka. I to był ten największy ból. Brakuje mi takiej wolnej przestrzeni, balkonu, tarasu albo jakiegoś kawałka ogródka - wylicza Melania, która z małej miejscowości pod Krakowem przeprowadziła się do stolicy Małopolski zaledwie dwa miesiące temu. Zanim przeprowadzisz się do nowych czterech kątów, które być może będzie trzeba dzielić z kimś innym, przed spakowaniem walizek zrób generalny przegląd szafy. Zabierz ze sobą tylko to, co jest rzeczywiście potrzebne - inaczej bałagan murowany. - To był dla mnie największy problem. I właściwie nadal jest. Przyzwyczaiłam się do wynoszenia pudeł na strych - a to z ciuchami, których akurat teraz nie noszę, ale mogą się przydać, a to z notatkami ze studiów itd. Teraz mam jedną nie zbyt dużą szafę. Problem przechowywania różnych rzeczy rozwiązuję ozdobnymi pudełkami czy fotelem ze schowkiem. Na szczęście wynajmowane mieszkanie niedługo znów zamienię na własny dom - opowiada Julia z Poznania. W małych mieszkania warto pomyśleć o meblach, które właśnie mogą służyć jak "magazyn". Pufy, fotele i kanapy z podnoszonymi siedziskami, wiklinowe zamykane kosze czy szafy wnękowe zdecydowanie ułatwiają życie.

Życie we wspólnocie

Niby każdy ma swoje własne cztery kąty, ale przeprowadzając się do bloku, chcąc nie chcąc wchodzimy do pewnej wspólnoty. I dobrze od razu się z nią "zapoznać". Kto jest za ścianą? Będzie wiadomo, czy echa studenckiej imprezy obiją się o uszy właścicielom mieszkania, czy nawet zahaczą o policję. Jaka jest średnia wieku mieszkańców? Jakie panują zasady w bloku na przykład, jeśli chodzi na przykład o sprzątanie klatki. - Najpierw mieszkałam na Muranowie w małym bloku. Tu o czystość na klatce dbał administrator budynku. Później przeprowadziłam się na Bródno i tu już były dyżury na sprzątanie klatki przez mieszkańców - opowiada studentka Ania. Warto też dowiedzieć się, czy blok należy do spółdzielni mieszkaniowej, czy jest powołana wspólnota. Wspólnotę tworzą wszyscy mieszkańcy nieruchomości i to oni decydują o tym, kto będzie zarządzał budynkiem. Wspólnota sama ustala czynsz, najczęściej w zależności od aktualnych potrzeb, często niestety może być on wyższy niż w blokach spółdzielczych. Dużemu podmiotowi, jakim jest spółdzielnia łatwiej negocjować warunki chociażby z firmami wywożącymi śmieci. Spółdzielnia jest odrębnym podmiotem gospodarczym, która ma własny zarząd i radę nadzorczą, w której zasiadają wybrani przedstawiciele mieszkańców. Spółdzielnie i wspólnoty mają swoich zwolenników, jak i przeciwników. Wszystko tak naprawdę zależy od tego, jak budynek jest zarządzany. Dlatego dobrze zrobić na początku rozeznanie. Sprawdzić, do kogo trzeba zgłaszać ewentualne usterki czy problemy.

Bez względu jednak na to, czy jest to spółdzielnia czy wspólnota, trzeba się przygotować na to, że mieszkając w bloku, przestajemy być anonimowi i nasza prywatność też zostanie nieco ograniczona. -Pan ochroniarz wie, kiedy wracasz, widzi jak się kończy twoja randka i kto cię odwiedza. Sąsiedzi niby nie są kontaktowi, a swoje też przyuważą, bo np. balkon w balkon mieszkają. W domu z zarośniętym ogródkiem można chyba jednak czuć się nieco swobodniej - dodaje Agnieszka.