Odwrócona hipoteka opóźnia się

Wygląda na to, że sypie się plan legislacyjny rządu. Np. jest raczej mało prawdopodobne, aby w tym miesiącu skierował do Sejmu projekt ustawy umożliwiającej emerytom sięgnięcie po kredyt, którego za życia nie musieliby spłacać
Chodzi o odwrócony kredyt hipoteczny. W przeciwieństwie do zwykłego kredytu to nie klient płaci raty bankowi, lecz bank klientowi. Po jego śmierci przejmuje zaś nieruchomość. Z listów i telefonów od czytelników wiemy, że na ustawę w tej sprawie czeka wielu samotnych emerytów. Mają oni bowiem mieszkania warte setki tysięcy złotych, a równocześnie klepią biedę. Pani Maria z Warszawy ma w centrum 28-metrową kawalerkę, z której nie chce się na starość wyprowadzać. Ta samotna kobieta zdaje sobie sprawę, że bank zaproponuje jej prawdopodobnie góra połowę wartości mieszkania. Mimo to nie może się doczekać ustawy. Nie ufa ona spółkom, które w zamian za mieszkanie proponują seniorom dożywotnią rentę.

W swoim planie pracy na ten rok rząd potraktował priorytetowo projekt ustawy o odwróconym kredycie hipotecznym. W Ministerstwie Finansów dowiedzieliśmy się jednak, że nie są jeszcze gotowe nawet założenia tego projektu. Zapewniono nas, że zostaną one podane do publicznej wiadomości w ciągu kilkunastu dni. Dodajmy, że pierwszą wersję tych założeń resort opublikował na swojej stronie internetowej niemal rok temu. Tymczasem z każdym tygodniem maleją szanse na uchwalenie ustawy, bo politycy coraz bardziej pochłonięci są kampanią wyborczą.

Osoby samotne, które nie mają komu zostawić majątku, pozostają więc na celowniku spółek oferujących w zamian za dom lub mieszkanie comiesięczną rentę i możliwość zamieszkiwania w nim do końca życia. Takie renty mają jednak niewiele wspólnego z odwróconą hipoteką. W księdze wieczystej nieruchomości jako właściciel od początku figuruje dana spółka lub fundusz.

Zupełnie inaczej ma się rzecz w przypadku rozwiązań przygotowywanych przez Ministerstwo Finansów. Osoby starsze właścicielami nieruchomości pozostaną do końca życia. Dopiero gdy umrą, a spadkobiercy nie spłacą banku, ten ją przejmie. Dodajmy, że ta zasada dotyczy również wdowy lub wdowca, co oznacza, że osoba ta aż do śmierci będzie mogła zajmować mieszkanie lub dom, a bank wypłaci obiecane pieniądze. Po śmierci kredytobiorcy (obojga małżonków) bank nie od razu przejmie nieruchomość. Przez rok pierwszeństwo będą mieli spadkobiercy. Jeśli w tym czasie zwrócą bankowi kredyt wraz z odsetkami, zachowają nieruchomość. Można sobie wyobrazić sytuację, w której samotny emeryt umiera np. po kilku miesiącach od zawarcia umowy kredytowej. W tym czasie bank wypłacił mu niewielką część kredytu. Spadkobiercom zmarłego będzie się więc opłacało spłacić bank, aby odzyskać nieruchomość wartą o wiele więcej. Jeśli jednak nie uda im się zdobyć pieniędzy, nieruchomość przejmie bank. Gdyby okazało się, że jego roszczenie jest niższe od wartości nieruchomości, musiałby zwrócić nadwyżkę spadkobiercom. Wartość nieruchomości zostanie określona na podstawie wyceny sporządzonej przez rzeczoznawcę majątkowego i uzgodniona ze spadkobiercami.

Załóżmy, że o taki odwrócony kredyt hipoteczny ubiega się małżeństwo. Jeśli np. mieszkanie jest ich wspólnym majątkiem, umowę z bankiem podpiszą wspólnie. Uzgodnią też z nim formę wypłaty kredytu - czy będzie to jednorazowy przelew na konto, linia kredytowa do wykorzystania w określonym czasie, czy comiesięczna rata wypłacana przez np. 15 lat.

Nie wiadomo, jak duże to będą kwoty. Analitycy z firmy Home Broker szacują, że banki "wykupią" nieruchomości za mniej więcej połowę ich obecnej wartości. W każdym przypadku kredytobiorcy mogą wydać pieniądze, na co tylko zechcą. Jeśli zdecydują się na jednorazową wypłatę, mogą wpłacić gotówkę np. na lokatę rentierską.