Lepiej pożyczyć z banku czy zacisnąć pasa?

Rocznie Polacy oddają bankom kilka miliardów złotych odsetek od zaciągniętych kredytów. Te pieniądze mogłyby zostać w naszych portfelach, ale wędrują do banków. Czy to źle? Oczywiście nie będę namawiał, by nie brać kredytów. Sam mam trzy. Ale wiem, że nie każdy kredyt jest niezbędny. Często pożyczasz pieniądze, choć mógłbyś przez kilka miesięcy oszczędzać i kupić coś za własne pieniądze. Byłoby taniej. Bo kredyt kosztuje. Czasem nawet nie wiesz, jak dużo.
Dzisiaj w cyklu "Edukacja w finansach" będziemy sprawdzali, kiedy warto wziąć kredyt na zakup nowego telewizora lub samochodu, a kiedy lepiej zacisnąć pasa i oszczędzać, by kupić to sobie za własne pieniądze.

1. Czy każdy kredyt jest zły?

Nie. Jeśli kupujesz na kredyt coś, na co musiałbyś oszczędzać przez pół życia - np. mieszkanie - to kredyt jest wręcz niezbędny. Nawet jeśli wszystkie odsetki, różnice kursowe (o ile pożyczyłeś w walucie), opłaty i prowizje dodane do rat sprawią, że mieszkanie na kredyt kosztuje dwa razy więcej, niż gdybyś kupił je za gotówkę, to nie ma wyjścia. Policz sam: rocznie oddajesz bankowi co najmniej 3-4 proc. odsetek od całej kwoty, w skali 20-30 lat uzbiera się z tego 80-120 proc. pierwotnej ceny mieszkania... Albo lepiej nie licz, bo po co się denerwować. Za taką cenę poprawiasz sobie przecież jakość życia, bez kredytu miałbyś mieszkanie, ale na starość. Jeśli starcza ci na raty, to się ciesz.



2. Kiedy kredyt jest zły?

Gdy kupujesz coś, na co cię stać. Korci cię, żeby wziąć kredyt na kino domowe i mieć je od zaraz? Nim jednak uchylą się przed tobą drzwi banku, policz, ile miesięcy musiałbyś oszczędzać na to kolejne cudo. Osiem? A może pięć, jeśli trochę zaciśniesz pasa? Naprawdę nie możesz poczekać? Co nagle, to drożej, i to dużo drożej. Może nie warto?

Gdy pożyczasz za dużo. Kredyt staje się niebezpieczny, jeśli może zrujnować domowy budżet. Nigdy nie kupuj na kredyt, jeśli miesięczna rata miałaby przekraczać połowę dochodów. Jeśli zarabiasz 2,5 tys. zł, a z tego 1,3 tys. zł przeznaczasz na spłatę kredytów, balansujesz na krawędzi. Co będzie, gdy bank podniesie ratę o 50 zł, a pracodawca obetnie pensję o 100 zł? Będziesz ugotowany. Kredyt jest bezpieczny, gdy miesięczna rata nie przekracza jednej trzeciej dochodów.

Gdy nie masz oszczędności. Paradoksalnie, długi możesz zaciągać, dopiero gdy masz oszczędności. Bo każdy kredyt to wielka niewiadoma i trzeba mieć jakieś rezerwy, by w razie choroby, utraty pracy itp. choćby część pieniędzy oddać bankowi od ręki. I zredukować miesięczne raty do minimum. Poza tym kredyt człowieka oszczędnego jest tańszy - bank mniej policzy sobie za swoje ryzyko.

Menedżerowie mawiają, że lepiej wyłożyć na inwestycję pieniądze banku niż swoje. Własną kasę radzą trzymać, by mieć poduszkę finansową. Jeśli np. masz na lokacie 5 tys. zł, a chcesz kupić 50-calową plazmę, która kosztuje mniej więcej właśnie tyle, to przynajmniej częściowo kup ją na kredyt. To lepsze, niż się spłukać. Finansiści nazywają to dbaniem o płynność finansową. Bo "cash is the king" (gotówka jest królem).

Gdy panicznie się boisz. Są takie przypadki, że ktoś po wzięciu kredytu nie może spać po nocach, wciąż zerka na kursy (jeśli kredyt jest walutowy), wylicza raty itp. To nie ma sensu. Jeśli z powodu kredytu masz żyć w stresie, lepiej odmów sobie.

3. Ile naprawdę kosztuje kredyt?

Zdarzają się - coraz rzadziej- kredyty, które nie kosztują nic. Tę miłą cechę mają raty "zero procent" (o ile nie ma w nich haczyka) oraz kredyty 50 na 50 oferowane przez dilerów samochodów. Kredyt w karcie kredytowej jest darmowy, o ile spłacisz go w 50 dni. Ale najczęściej, kupując na kredyt, przepłacasz.

Kredyt na samochód: pożyczasz 40 tys. zł na pięć lat przy oprocentowaniu 10 proc. rocznie. Oddasz bankowi ok. 52 tys. zł. Auto staje się o 12 tys. zł droższe! Tyle że na auto tak jak na mieszkanie trzeba by oszczędzać latami.

Popatrzmy jednak na zwykły kredyt gotówkowy, np. na wycieczkę w tropiki za 3,6 tys. zł. Możesz na nią składać na koncie oszczędnościowym po 300 zł miesięcznie przez rok, o ile wcześniej zaplanujesz taki wydatek i zaciśniesz pasa, ograniczając inne wydatki.

Możesz też wziąć kredyt. Załóżmy, że na 3,6 tys. zł z oprocentowaniem 15 proc. (o tańszy trudno) rocznie. Będziesz spłacał 340 zł raty miesięcznie plus 180 zł jednorazowej prowizji. I jeszcze 4 zł miesięcznie ubezpieczenia. W sumie - 4260 zł. Wakacje podrożały o 660 zł! Czy warto aż tak przepłacać?

4. Co zrobić, by był bezpieczny?

Jeśli masz kredyt, to powinieneś jednocześnie gromadzić oszczędności, np. wpłacając na konto po 100-200 zł miesięcznie. Jak się postarasz, to odsetki od oszczędności zrównają się z tym, co płacisz bankowi za kredyt!

Jak to możliwe? W matematyce nazywają to procentem składanym. Jak odłożysz 1 tys. zł na 5 proc. rocznie, to dostaniesz 50 zł odsetek, ale w następnym roku bank będzie liczył oprocentowanie już od 1050 zł. I tak dalej. Im dłużej oszczędzasz, tym więcej zarabiasz.

Odkładając przez 20 lat po 200 zł miesięcznie przy średnim zysku np. 7 proc. rocznie, odbierzesz 102 tys. zł. Z tego mniej niż połowa (48 tys. zł) to wpłacane przez ciebie pieniądze. Reszta to zysk. Z niego możesz spłacić część kredytów, które zaciągnąłeś.

Okiem eksperta

Dariusz Kazalski, Deutsche Bank PBC

Przy zakupie mieszkania zwykle kredytu bankowego uniknąć się nie da. Ale może on być sporo tańszy, o ile wcześniej zaczniemy oszczędzać.

Jednym z warunków niższej marży kredytu jest niższy poziom tzw. wskaźnika LTV, czyli loan to value (stosunek wartości kredytu do wartości nieruchomości). Bank pożyczy nam pieniądze taniej, jeśli kredytu nie będziemy zaciągać na całą nieruchomość, ale np. na 50 lub 70 proc. jej wartości, resztę kosztów pokrywając wkładem własnym.

Załóżmy, że zaciągamy kredyt na 30 lat w wysokości 300 tys. zł lub równowartości tej kwoty w euro. Czy 100-tys. wkład własny może spowodować, że kredyt stanie się tańszy i będziemy musieli oddać bankowi mniej odsetek? Tak. W przypadku, gdybyśmy nie mieli wkładu własnego, zapłacilibyśmy o 160 tys. zł więcej. W przypadku kredytu w euro różnica w odsetkach między kredytem z wkładem własnym a tym bez wkładu wynosi ponad 83 tys. zł. Warto więc gromadzić oszczędności.

Zgromadzone oszczędności zamiast na wkład własny możemy też przeznaczyć na oszczędzanie, by przynosiły odsetki. Gdybyśmy zainwestowali nasze 100 tys. na 30 lat, co roku powiększając kwotę o odsetki, to przy średnim zysku 4,5 proc. w skali roku nasza inwestycja przyniosłaby ok. 218 tys. zł. To więcej niż oszczędność, którą zyskalibyśmy, przeznaczając te 100 tys. zł. na wkład własny przy kredycie mieszkaniowym.

Rzecz jasna to symulacja i z uwagi na ryzyko kredytowe nie każdy kredytobiorca może sobie pozwolić na zaciągnięcie kredytu w wysokości równej 100 proc. wartości nieruchomości.



Anna Mochnaczewska-Dzik, Ośrodek Psychoterapii i Treningu Osobistego "Mentis"

Czy należy bać się kredytów? Trzeba zadać sobie pytanie, czy kredyt naprawdę jest nam niezbędny, czy nie służy szybkiemu spełnieniu jakiejś zachcianki, na którą można poczekać i zaoszczędzić. W przypadku kredytu mieszkaniowego, z którym będziemy żyć 20 czy nawet 45 lat, trzeba policzyć, na jaki kredyt stać mnie i moją rodzinę, trzeba wziąć pod uwagę możliwość utraty pracy czy chorobę kogoś w domu, mieć jakiekolwiek zabezpieczenie. Jakie osoby i kiedy nie powinny się zadłużać? Te, dla których pieniądze stanowią najwyższą wartość. Pęd za nimi może doprowadzić do zatracenia się, a co za tym idzie, np. pracoholizmu, braku satysfakcji z życia, wielu problemów na tle psychicznym. Na baczności powinny mieć się osoby, które mają już jakiś kredyt, choć raz popadły w długi, z których spłatą miały problem, miały jakiś konflikt z bankiem.

Z jakich produktów finansowych korzystasz najczęściej?