Nabici we franka walczą o odszkodowania

Frank szwajcarski w momencie szczytu górki cenowej na rynku nieruchomości, czyli sześć, siedem lat temu postrzegany był przez kredytobiorców jako ratunek, dziś jest marą. Klienci banków, często niczego nie podejrzewając, za radą doradców kredytowych, zadłużali się masowo w szwajcarskiej walucie. Obecnie przygotowują pozew zbiorowy, w którym będą walczyć o spłatę kredytu po kursie franka z dnia, w którym go zaciągali. Będą chcieli znaleźć dowody, że zostali wprowadzeni w błąd i niedoinformowani o ryzyku kredytowym.
W kontekście tej sprawy przeanalizujemy, kogo aktualnie stać na kredytowanie się w obcej walucie, która kiedyś była marzeniem.

Nadzór finansowy zaostrzając kryteria przyznawania kredytów w walutach obcych, spowodował, że obecnie stanowią one absolutny margines tego rynku. Ponadto w roku bieżącym wejdą w życie kolejne ograniczenia, które jeszcze bardziej zmniejszą możliwość zadłużania się we franku szwajcarskim, czy euro. Zresztą te pierwsze praktycznie w ogóle zostały wyeliminowane z oferty instytucji finansowych. Z kolei euro jest jeszcze w ofercie zaledwie kilku banków.

Przykładowo, zakładając, że kredytobiorca, mieszkaniec dużego miasta, będzie chciał uzyskać kredyt w Euro, będący równowartością 270 tysięcy złotych (pożądana nieruchomość warta jest 300 tys., posiada 10 % wkładu), będzie zobowiązany wykazać się zarobkami rzędu, co najmniej około 8 tysięcy złotych dochodu netto, z tymże w zależności od banku, może być to nawet kwota sięgająca 14 tysięcy złotych stałego dochodu.

Jak wyraźnie widać możliwość zadłużania się w Euro, pozostała tylko zamożniejszym klientom. Zdolność kredytowa zresztą automatycznie przekłada się na liczbę takich transakcji. Zgodnie z raportem Amron - Sarfin dla Związku Banków Polskich dotyczącym trzeciego kwartału ubiegłego roku, wartość kredytów hipotecznych w złotych wyniosła 99,35% całkowitej wartości wszystkich udzielonych kredytów. Wartość kredytów udzielanych w euro wynosiła zaledwie 0,61 % i była niższa w stosunku do kwartału drugiego o 0,22 %. Należy też uzupełnić, że średni kredyt w polskiej walucie wynosił około 200 tysięcy złotych, natomiast osoby, które zadłużały się w walucie unijnej przeciętnie zaciągały po ponad dwa razy większe zobowiązania. Kwota przeciętnego kredytu w euro stanowiła 521 tysięcy złotych. To także dowód, że aktualnie transakcje takie stanowią absolutną niszę i skłaniają się ku nim wyłącznie najbogatsi klienci.

Czy oszczędzanie w euro byłoby dobrym rozwiązaniem, zakładając oczywiście, że jesteśmy bogatym klientem? Trudno odpowiedzieć jednoznacznie. Na przełomie ubiegłego roku, w momencie kiedy kurs euro wyraźnie podskoczył osiągając wartość 4,30 złotych, niektórzy analitycy przypuszczali, że zadłużenie się przy takim poziomie waluty przyczyni się w przyszłości do znacznego spadku raty, gdy wartość waluty wróci do poziomu równowagi, za jaki uznano około 4 złotych. Ponadto, oprocentowanie kredytów w Euro jest niższe, niż w złotym. Mimo, iż stopy procentowe w Polsce pozostają na najniższym historycznie poziomie, to w Strefie Euro są one jeszcze niższe. Mediana oprocentowania kredytów w złotych wynosi około 4,3 %, a w euro jest to nieco ponad 3 proc.

Obecnie jednak warunki dla kredytobiorców w euro są mniej atrakcyjne. Kurs wynosi około 4,16, ponadto należy zaznaczyć, że kredyt w euro wypłacany jest po kursie kupna, który jest niższy od rynkowego. Na skutek tego potencjalne zyski ze spadku wartości waluty będą albo sporo mniejsze, albo nie będzie ich w ogóle.

Ponadto zgodnie z nowelizacją rekomendacji S, od drugiej połowy tego roku potencjalny zadłużający się w obcej walucie, będzie musiał również wykazać się stałymi dochodami w tejże walucie, co więcej niektóre banki już wprowadziły takie wymagania.

#



Chcesz kupić mieszkanie z rynku pierwotnego? Zobacz oferty na Domiporta.pl

Wolisz lokal z rynku wtórnego? Sprawdź ogłoszenia w naszym serwisie

Więcej o: