Agent w domu

Sześć agencji, sześć różnych technik działania, a rozpiętość prowizji od 2 do blisko 2, 9 proc. + VAT - oto bilans dnia, w którym nasza czytelniczka oddawała mieszkanie do sprzedaży w ręce agentów. Czas wizyty agenta w mieszkaniu od 30 do 50 minut.
"Sprzedam bezpośrednio" - na ogłoszenie odpowiadały agencje nieruchomości. I tak przez miesiąc. Na początku odsyłałam je z kwitkiem, bo chciałam sprzedać bez płacenia pośrednikom, bez kilkuosobowych wycieczek z "przewodnikiem", ale w końcu się poddałam.

Rozesłałam maila do sześciu agencji. Oddzwoniłam. Umówiłam się na jeden dzień w godzinowym odstępie czasowym - opowiada właścicielka 40 m kw. mieszkania na warszawskiej Pradze.

Przed spotkaniem miałam wiele pytań w głowie: > jaką umowę należy podpisać? - do czego się w niej zobowiązuję, do czego nie, jaką prowizję płacę, kiedy ją płacę (przy umowie przedwstępnej, czy ostatecznej?) > czy długo trwa taka wizyta? > czy od razu agent robi zdjęcia? > czy sam agent zobowiązuje się do przyprowadzenia X osób do mieszkania?

Właścicielka pozwala mi przyjść tego dnia i zobaczyć, jak wygląda pierwsze spotkanie z agentem w mieszkaniu. Agencje nie wiedzą o mojej obecności. Następnego dnia dzwonię do firm, uprzedzam o materiale i pytam, czy chcą podać nazwę czy nie. Zgodziły się dwie.

Agencja 1

Właścicielka relacjonuje rozmowę telefoniczną: - Jak zrzuci pani z ceny, to my sprzedamy. Myślę, że jak uda się 8 - 9 tys. za metr to będzie pani szczęściarzem. Proszę się zastanowić - usłyszałam w słuchawce. Zastanowiłam się, przemyślałam i zrzuciłam. - Dobrze to umówmy się na wtorek. W poniedziałek potwierdzę - powiedziała agentka. Nie zadzwoniła.

Mijają już kolejne dni i zero odzewu.

Agencja 2

Przez telefon: - Będę na 12. Oglądałem prognozę pogody na jutro, podobno ma być ładne słońce, więc wyjdą ładne zdjęcia. Myślę, że maksymalnie 40 minut pani zabiorę - słyszę na dzień przed spotkaniem.

Na drugi dzień przed spotkaniem 11.40 - telefon. - Chciałbym przełożyć spotkanie. Nie dotrę, bardzo przepraszam - słyszę. Ręce mi opadły, bo rozumiem, że czasem coś wypadnie, ale na 20 minut przed spotkaniem? No nic. Jesteśmy umówieni wstępnie za dwa dni. Zobaczymy.

Dwa dni później agent dalej nie dzwoni. Odzywa się po weekendzie i obiecuje, że się zjawi punktualnie.

Agencja 3 - Metrohouse

Agentka już powinna być. Trochę się denerwuję - mówi właścicielka - chciałabym już coś wiedzieć (w końcu wcześniejsze dwie agencje wystawiły mnie do wiatru.) Czekamy. Patrzę na zegarek. Jest dziesięć po 13.00. Jedzie winda. Może to ona? To już pora. Jest - domofon do drzwi. Kolejny agent jest umówiony na 13.40, więc mamy pół godziny.

Wchodzi agentka z aparatem w ręku. Zaczyna pracę od robienia zdjęć. - Chyba tu kiedyś byłam. Pamiętam tę kuchnię. A może znam tylko ze zdjęć? - zastanawia się. - Idzie do pokoju, łazienki. Czy pralka zostaje? - Nie. Miejsce parkingowe nie pamiętam ile kosztowało? - 50 zł. Ładnie tutaj - mówi.

Poproszę dowód osobisty i akt notarialny mieszkania. Spisujemy umowę. Prowizja: 2,9 proc. + VAT. Właścicielka wybiera opcję: płatność prowizji na końcu. (agentka wykreśla i wpisuje długopisem, bo w umowie jest wpisane 50 proc. na 50 proc.)

Wyciąga kwestionariusz "mieszkaniowy" i spisuje: metraż, stan budynku, metraże pokoi, osiedle strzeżone, wysokość metrażu, strony świata, piętro, mozaika, glazura, terakota, miejsce parkingowe.

Pyta: czy tereny są podmokłe? - nie. Czy dach był robiony ostatnio? - nie wiemy. Przebudowa? - nie. Czy jest piwnica? - jest, mała. Czy są odpady toksyczne? - nie. To jeden z najbardziej szczegółowych kwestionariuszy, w porównaniu z późniejszymi agencjami.

Podpisujemy umowę nie na wyłączność. Jeżeli osoba się decyduje na wyłączność, agent może wziąć klucze od mieszkania i oglądać z klientem mieszkanie o dowolnej porze (oczywiście za zgodą właściciela). Właściciel nie musi się fatygować. 13.40 - wszystko zrobione.

(Po jednym dniu właścicielka otrzymuje mailowe powiadomienie, że oferta jest w systemie. Na następny dzień ma być w bazie. Jest. Po czterech dniach agencja przesyła powiadomienie, o liczbie portali, na których pojawia się oferta.)

Agencja nr 4 - Unia Nieruchomości

Jest punktualnie. Na 13.40. - Na wstępie zrobię kilka zdjęć - mówi pogodnie agent (jak sam o sobie mówi najsympatyczniejszy agent na terenie województwa mazowieckiego). I zaczyna fotografowanie. Pokój, kuchnia, przedpokój. - Jak pani sobie siedzi to proszę rzucić okiem na umowę. Oczywiście jest bez wyłączności - podaje dokumenty. Sam idzie zrobić zdjęcia do łazienki. - O jaka super, duża, ładna! Robi wrażenie - krzyczy zza ściany.

Następnie przechodzi do formalności. Z 2,9 proc.+ VAT , negocjujemy do 2,5 proc. i wykreślimy z umowy płatność przy umowie przedwstępnej. Czulibyśmy się lepiej, gdyby można było płacić na samym końcu. Pojawia się w umowie określenie "umowa przyrzeczona". I mamy dylemat jaka to? Ale agent mówi, że ostateczna (sprawdzamy potem w Internecie - faktycznie tak jest)

Pytamy: jak pan szuka? - Mamy swoje sposoby. Na początek przesyłamy klientom oferty mailem, żeby osoba dostała konkretny opis, zdjęcia. Potem rozmawiamy telefonicznie, potem się umawiamy na rozmowę - mówi.

Wracamy do kwestii mieszkania. I jeszcze mam kilka pytań do kart projektu: Z czego jest budynek? - cegła, osiedle strzeżone? - tak.

Jest 14.20. Mieszkanie jest opisane, zrobione zdjęcia, umowa podpisana. - Na początku zajmowałem się tylko Wilanowem, Mokotowem, ale teraz Praga jest bardzo modna. Więc chętnie się tym mieszkaniem zajmę. Dobrze to widzę - mówi.

W ciągu kilku dni oferta pojawiła się już na portalach nieruchomości.

Agencja 5

Agentka zjawia się chwilę przed czasem. Jest konkretna: - Ładnie, mam klientów, którzy szukają w tej okolicy. Prowizja: 2 proc. + VAT. Ogląda, zapisuje, jest zadowolona. Mieszkanie w zasadzie tylko do odświeżenia i można mieszkać. Łazienka spora. Agentka koncentruje się na robieniu notatek. Pyta o czynsz. Budowę bloku, remonty.

Po formalnościach wstępnych - robi zdjęcia. - Nacykałam dużo, ale więcej niż kilka nie dajemy - mówi. Podpisujemy umowę. W sumie szybko i sprawnie. To trzeci agent, ale czas leci bardzo szybko. Emocje, chcąc nie chcąc, są spore. Już 15.30

Umawiamy się, że jeżeli będzie chciała przyjść z klientem, to uprzedzi po południu na dzień wcześniej.

Agencja 6 (nie pytam w agencji czy możemy podać nazwę, bo za takie wejście agenta mogłaby zebrać ostre cięgi)

- Nie podam ręki bo jadłam sushi - mówi od progu agentka. Następnie przejście do prowizji: 2 proc. + VAT. Negocjacja. Potem papierologi. Fajne to mieszkanie. Zaczyna wypełniać ankietę. Trochę się nie orientuje, bo jest nowa. Udaje nam się wspólnymi siłami wypełnić dokumenty. Cyk cyk. W 30 minut i jej nie ma.

W sumie na sześć agencji udało się spotkać z czterema. Jedna agencja po dwóch dniach poinformowała, że oferta już się ukazała. Agent, który przekładał spotkanie - w końcu przyjechał.

Czytaj więcej:

Jak bezpiecznie kupić własne M?

Nowe produkty deweloperów

Wzory umów