(Za)murowany rynek, czyli zmowy cenowe w budowlance

Remontowaliście w ostatnich latach mieszkanie? Budowaliście dom? Pewnie przepłaciliście. Konkurencja na polskim rynku materiałów budowlanych i dekoratorskich była w dużej mierze fikcją. Przeżarły go zmowy i porozumienia cenowe
- Czy pamiętacie państwo takie hasło reklamowe Castoramy: "Nikomu nie pozwolimy pobić naszych cen"? Pewnie pamiętacie. Każdy konsument, który je usłyszał, mógł myśleć, że idąc do Castoramy, zrobi zakupy w supermarkecie, który dba o to, by sprzedawane produkty były jak najtańsze - mówi Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel, szefowa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. - No i faktycznie nikt nie mógł pobić cen Castoramy. Już oni znaleźli na to sposób - śmieje się.

Pod koniec maja kierowany przez nią urząd ogłosił, że wykrył i rozbił długotrwałe porozumienie cenowe, w którym uczestniczyła właśnie Castorama, producent popularnych farb Tikkurila oraz druga duża sieć marketów budowlanych Praktiker.

Przez sześć lat Tikkurila ustalała z tymi dwiema sieciami marketów budowlanych ceny swoich produktów, zwłaszcza najpopularniejszych marek farb i lakierów: Jedynki, Beckersa czy Polifarbu Dębica.

Ceny ustalano bardzo dokładnie, niemalże co do grosza. Firmy starannie dbały o to, żeby żaden z uczestników porozumienia - i nikt z konkurencji sieci sprzedaży - nie próbował sprzedawać taniej.

W trakcie śledztwa UOKiK-u okazało się, że uczestnicy porozumienia cenowego wzajemnie dyktowali sobie, po ile mają być sprzedawane popularne farby.

Raz cenę podawała Tikkurila, raz market. Nie było mowy o żadnej konkurencji. Kto by chciał się wychylić i sprzedawać klientom farby w promocji - czyli taniej - szybko był przywracany do pionu. Przejęte przez UOKiK listy i e-maile nie pozostawiają żadnych wątpliwości. W połowie maja 2005 r. przedstawiciele Tikkurili tak pisali do Castoramy: "Ustaliliśmy, iż cena Jedynki emulsji 10 litrów u Państwa wróci do poziomu 29,96 z dniem 18.05.2005, tak jak inne ustalone ceny sugerowane /.../. W przypadku braku zmiany cen sugerowanych jesteśmy zmuszeni wstrzymać do Państwa dostawy towarów TBD [Tikkurila Beckers Dębica] do czasu pojawienia się nowych cen na półkach". Castorama, zmieniając ceny, daje jako lider na rynku sygnał do zmiany dla pozostałych sieci.

Zmowa cenowa była tak głęboka (i tak długotrwała), że w końcu jej uczestnicy - przedstawiciele firm - zaczęli mówić do siebie po imieniu, wzajemnie informując się o wyznaczonych cenach. Tak jak w e-mailu wysłanym z Castoramy do Tikkurili: "Jeszcze jedna prośba. Potrzebuję ostateczną listę produktów, których ceny ustaliłeś z Elą. Prześlę do kierowników, żeby mogli kontrolować konkurencję. Spójrz na poniższą listę, czy jest kompletna". Oj była...

Zamurowany rynek

Pół biedy, gdyby skończyło się tylko na cementowaniu cen farb produkowanych przez koncern Tikkurila. Niestety, dzięki śledztwom przeprowadzonym przez UOKiK dziś już wiadomo, że na początku dekady znaczna część rynku materiałów budowlano-dekoracyjnych była zamurowana zmowami zarówno producentów, jak i dystrybutorów. Miliony konsumentów przepłacały za potrzebne do budowy i remontu produkty.

Tylko w ciągu ostatnich pięciu lat UOKiK wydał aż 15 decyzji w sprawach przedsiębiorców w tej branży. To absolutny rekord. Jest całkiem prawdopodobne, że żaden inny rynek w Polsce, żadna inna branża nie były tak dotknięte nieuczciwymi praktykami. - Sądząc po samej liczbie spraw, rynek materiałów budowlanych jest najbardziej dotknięty ograniczeniami konkurencji. A nie wiemy zresztą, ilu porozumień nie udało się nam wykryć - podkreśla Małgorzata Krasnodębska-Tomkiel. - Co ciekawe, tak samo jest w innych państwach. Na całym świecie rynek materiałów budowlanych to "czołówka" pod względem liczby spraw antymonopolowych.

Praktycznie wszystkie czołowe sieci sprzedaży były uwikłane w jakąś zmowę: Castorama, Praktiker, Bricomarche, Leroy Merlin, Nomi, Obi i Platforma. Z dystrybutorami zmawiali się wszyscy najwięksi producenci farb (Polifarb Cieszy-Wrocław, ICI, Śnieżka). Zmawiali się producenci materiałów ściennych (Xella), producenci drzwi i zamków (Gerda), płytek (Cersanit), dachówek ceramicznych (Röben), a nawet rynien (Gamrat). Jednak najpotężniejszą zmową - i najbardziej szkodliwą dla rynku i konsumentów - była ta, którą zawarli producenci cementu. W grudniu 2009 r. UOKiK nałożył rekordowe 411 mln zł kary na Cemex Polska, Dyckerhoff Polska, Grupę Ożarów, cementownie Odra i Warta oraz Górażdże Cement. Co najmniej od 1998 r. dzieliły one między siebie polski rynek cementu i ustalały ceny jego sprzedaży.

Kartel cementowy został rozbity w spektakularny sposób. W maju 2006 r. jednego dnia o tej samej godzinie inspektorzy UOKiK w asyście blisko stu policjantów weszli do siedzib producentów cementu. Zatrzymano tysiące stron dokumentacji, przeczesano twarde dyski komputerów i dane z serwerów, skopiowano niezliczoną ilość e-maili.

- To właśnie taki typ zmowy, czyli porozumienie pomiędzy producentami, likwidujący konkurencję między różnymi markami, jest najgroźniejszy - podkreśla w rozmowie z "Gazetą" mecenas Małgorzata Szwaj, partner w kancelarii Linklaters C. Wiśniewski i Wspólnicy, jednej z głównych kancelarii prawnych specjalizujących się w prawie ochrony konkurencji w Polsce.

Za każdym razem efekt zmowy - lub jak kto woli "porozumienia w sprawie cen odsprzedaży" - jest taki sam: strata konsumentów i niezbyt uczciwy zysk firm. - Bez wątpienia konsumenci tracili na zmowach. Bo, przykładowo, nieraz zdarzało się, że uczestnicy zmowy zmuszali innych dystrybutorów do wycofania się np. ze sprzedaży promocyjnej - przekonuje szefowa UOKiK. - Sytuacja konsumentów została pogorszona w wyniku tych porozumień - potwierdza Szwaj.

Dziś trudno policzyć, ile byliśmy (my konsumenci) stratni. Możemy jedynie próbować oszacować straty.

Przykładowo, w maju 2005 r. za każdą 10-litrową puszkę emulsji Jedynka mogliśmy przepłacać prawie złotówkę, bo Tikkurila umówiła się, że jej cena wzrośnie do 29,96 zł, choć dystrybutorzy byli gotowi sprzedawać ją po 29,06 zł.

Inny przykład: cement. Teoretycznie, tak jak w przypadku każdego towaru, jego ceny powinny podlegać wahaniom koniunktury. Tymczasem - jak policzył UOKiK - począwszy od 1998 r. do 2006 r. (czyli w czasie, gdy operował kartel), ceny cementu nieustannie rosły, bez względu na to, jak wahały się ceny energii, surowców itp. W sumie cement podrożał aż o 86 proc.! A to jeszcze trzeba przemnożyć przez gigantyczną skalę rynku budowlanego. Sama tylko wartość rynku cementu to 4 mld zł rocznie.

Wszyscy tracimy

Dlaczego akurat na tym rynku dochodzi do tak wielu naruszeń prawa? Dlaczego nie słyszymy o zmowach na rynku np. wody gazowanej albo sprzętu RTV-AGD? - Bo dystrybucja wody jest szalenie rozdrobniona. Hipermarkety nie są w stanie kontrolować rynku tak, jak mogą próbować to robić duże sieciowe sklepy z materiałami budowlanymi. Nikt nie byłby w stanie zapanować nad tysiącami małych sklepów. Markety budowlane mają bardzo duży udział w rynku sprzedaży np. farb - wyjaśnia szefowa UOKiK. - Poza tym farb nie kupuje się w internecie. A pralki, telewizory - tak. Internet okazał się znakomitym narzędziem do porównywania cen, wymuszania konkurencji.

Pokusa łatwiejszego zysku jest zrozumiała, ale trudno pojąć, dlaczego firmy decydują się na ryzyko łamania prawa. Tym bardziej że kary, jakie za to grożą, bywają drakońskie - sięgające setek milionów złotych.

- Przedsiębiorcy mogli nie wiedzieć, że taka praktyka - umawianie się w sprawie cen odsprzedaży - jest nielegalna - przyznaje Małgorzata Szwaj. - Tym bardziej że prawo pozwala na zalecanie cen odsprzedaży i wskazywanie przez nich cen maksymalnych. Sieci handlowe i dostawcy produktów mogli dojść do wniosku, że ustalanie cen pozwoli na ochronę ich marż. I dopiero teraz, już na podstawie bolesnych doświadczeń i kolejnych decyzji UOKiK, firmy się uczą, że takie porozumienia są sprzeczne z prawem - mówi Szwaj. Bo o ile ustalanie cen maksymalnych jest legalne, o tyle cen minimalnych - już nie.

- Producenci tłumaczą, że się umawiają, bo próbują stabilizować rynek i zapobiec spadkowi cen - wtóruje Krasnodębska-Tomkiel.

W przypadku kartelu cementowego jego uczestnicy doskonale wiedzieli, że to, co robią, jest mocno nielegalne. Właśnie dlatego wynajęły nawet specjalnego pośrednika, który za pomocą telefonu komórkowego na anonimową kartę pre-paid przekazywał wybranym pracownikom cementowni tajne dane pozwalające na funkcjonowanie kartelu.

Firmy przyłapane na zmowie zazwyczaj nie chcą rozmawiać z dziennikarzami i tłumaczyć się ze swojego postępowania - łamania obowiązujących przepisów prawa konkurencji. Wolą składać odwołania od decyzji UOKiK-u i toczyć z urzędem długotrwałe batalie sądowe, zazwyczaj przegrane.

Po wielu próbach kontaktu (telefonicznych i e-mailowych) "Gazecie" odpowiedziała Corinne Limozin, asystentka dyrektora generalnego Castoramy. Bardzo lakonicznie: "Nie możemy udzielać odpowiedzi na pytania dotyczące zagadnień rozpatrywanych w toczących się postępowaniach. W pełni współpracujemy z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów /./. Z naszych dotychczasowych doświadczeń wyciągnęliśmy odpowiednie wnioski" - napisała.

Nieliczne firmy są wyjątkami od tej zasady milczenia. Przykładowo, producent farb Śnieżka i jej prezes Piotr Mikrut. UOKiK ukarał Śnieżkę w grudniu 2009 r. - też za porozumienie z dystrybutorami. - Nie było żadnej zmowy cenowej! W porozumieniach zawieranych z dystrybutorami nie było nakazów, tylko zalecenia. A co najważniejsze, było w nich wyraźnie napisane, że polityka cenowa musi być zgodna z obowiązującym w Polsce prawem - tłumaczył Mikrut. Jego firma odwołała się od decyzji UOKiK do sądu.

Podobne wyjaśnienia padały w innych firmach.

Słabe to jednak pocieszenie dla konsumentów. Bo jak zgodnie podkreślają prawnicy, nie ma żadnej możliwości, żeby dziś dochodzić rekompensaty za to, że przez lata przepłacaliśmy za farby, lakiery i inne produkty. Na tym zamurowanym rynku wszyscy przegraliśmy.

Więcej o: