Deweloper: Koniec sprzedawania dziur w ziemi

Potentat na rynku mieszkaniowym J.W. Construction Holding zapewnia, że skończył ze sprzedawaniem mieszkań na etapie dziury w ziemi. Czy także inni deweloperzy przestaną sięgać do kieszeni klientów?
Dla klienta zakup dziury w ziemi to spore ryzyko. I to nie tylko wtedy, gdy powierzają pieniądze nieznanej firmie. Żadna, nawet doświadczona, firma nie da 100-proc. gwarancji, że inwestycja dobiegnie szczęśliwie do końca. Ryzykowne są zwłaszcza te inwestycje, które są finansowane wyłącznie przez deweloperów i ich klientów. Bo jeśli sprzedaż mieszkań stanie, a firma nie ma pieniędzy na ich dokończenie, wówczas grozi jej plajta. Klienci bankrutów zostają często bez pieniędzy, mieszkania i z zaciągniętym kredytem na karku.

Do tej pory tylko nieliczne firmy decydowały się na sprzedaż mieszkań po zakończeniu ich budowy albo gdy była ona już mocno zaawansowana. Katarzyna Siwek z Home Broker wymienia Lokum z Wrocławia, spółkę poznańskiego biznesmena Tomasza Nowickiego (kompleks Green Point w Poznaniu) oraz firmy Mak Dom, Samko, Grupo Lar, Mostostal Bis oraz Mill-Yon. Dowiedzieliśmy się, że podobną strategię przyjął teraz także J.W. Construction Holding.

- Chcemy handlować gotowymi mieszkaniami - poinformował w rozmowie z "Gazetą" szef rady nadzorczej i główny akcjonariusz tej giełdowej spółki deweloperskiej Józef Wojciechowski. - Nie dam głowy, że jakiegoś projektu nie zaczniemy sprzedawać na etapie stanu surowego zamkniętego, ale już nigdy nie będziemy sprzedawali dziury w ziemi - zapewnił.

Z jego wyjaśnień wynika, że firma chce uniknąć ewentualnych nieporozumień z klientami co do tego, czy mieszkanie odpowiada ich oczekiwaniom. - Rynek się zmienił, każdy klient chce dokładnie sprawdzić, co kupuje - powiedział nam Wojciechowski.

Prezes firmy doradczej Reas Kazimierz Kirejczyk potwierdza, że dopasowywanie mieszkań do poszczególnych nabywców jest dodatkowym utrudnieniem dla firm deweloperskich. Kirejczyk wątpi jednak w to, że J.W. Construction znajdzie wielu naśladowców. Blisko połowa firm korzysta z kredytu, a warunkiem jego uzyskania jest wykazanie się określoną przedsprzedażą (zwykle 25-30 proc. mieszkań) oraz regularnym sprzedawaniem lokali w dalszym okresie budowy.

Kirejczyk zwraca uwagę, że część klientów chce zapewnić sobie możliwość kupienia mieszkania już we wczesnej fazie realizacji.

- To ci, którzy chcą wybrać najlepsze mieszkania w budynku lub na osiedlu, najlepiej położone, z najlepszym widokiem czy układem funkcjonalnym - wyjaśnia szef Reasa. - Dla wielu istotne jest też to, że we wczesnej fazie budowy mogą nieodpłatnie wprowadzać zmiany w układzie ścian czy instalacji wewnętrznych.

Prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich i równocześnie szef spółki deweloperskiej Dom Development Jarosław Szanajca opowiada, że kilka lat temu próbował na jednej z warszawskich inwestycji pozbawić klientów takiej możliwości i to kompletnie zastopowało sprzedaż mieszkań. Nie zamierza powtarzać tego eksperymentu.

Dodajmy, że gotowe czy prawie gotowe mieszkania są zwykle droższe od tych, których budowa dopiero się zaczyna. Z danych Reasa wynika, że np. w Warszawie średnio o blisko 500 zł na m kw. Według Kirejczyka strategia firm deweloperskich się nie zmieni, dopóki klienci będą skłonni kupować dziury w ziemi. - Bardziej prawdopodobny jest wzrost popularności rachunku powierniczego - ocenia ten ekspert.

Ostatnio taką możliwość zaproponował swoim klientom Budimex Nieruchomości. Pieniądze, które wpłacają oni w trakcie budowy, trafiają na specjalny zamknięty rachunek powierniczy w PKO BP. Bank może przekazać pieniądze deweloperowi dopiero po zakończeniu budowy i uzyskaniu pozwolenia na użytkowanie.