Ulica Sokola nie chce bloków

Kolejny raz inwestor próbuje wykorzystać warunki zabudowy, by w osiedle domów jednorodzinnych wcisnąć bloki. Tym razem chodzi o rejon ulicy Wiewiórczej i Sokolej.
Dojlidy to spokojne osiedle zabudowane (w latach 60. i 70.) głównie domami jednorodzinnymi. Tak jest przy Wiewiórczej, Ptasiej, Sarniej czy Żółwiej. Przy Niedźwiedziej z kolei istnieje całe osiedle zabudowane jednakowymi niegdyś niskimi domkami. W latach 90. zaczęły pojawiać się tu szeregówki. Ale można rzec, że wszystkie skalą i charakterem wtapiały się w osiedle. Teraz jednak pojawiły się zakusy, by między nimi zbudować... bloki!

Dokładnie chodzi o działkę wzdłuż ulicy Sokolej. Dziś skręcając w nią z Wiewiórczej po prawej stronie mamy starszą zabudowę. Po lewej - nowe szeregówki. Za nimi z kolei wolną działkę. I właśnie na niej - tuż obok niskiej zabudowy - miałby stanąć kompleks wielorodzinny.

- Z tego, co udało nam się dowiedzieć, mają to być trzy i czterokondygnacyjne bloki - mówi Marek Sokołowski, mieszkaniec ulicy Sokolej. Jeden z tych, którzy nie wyobrażają sobie sąsiada w postaci bloku. - Z naszych informacji wynika, że miałoby tu zamieszkać w sumie 150-170 rodzin!

O blokach dowiedzieli się z datowanego w styczniu pisma z urzędu miejskiego. Czytamy w nim, że właśnie toczy się postępowanie, którego finałem może być wydanie warunków zabudowy. Na ich podstawie będzie można projektować "zespół budynków mieszkalnych wielorodzinnych z nadziemnymi i podziemnymi garażami oraz nadziemnymi i podziemnymi parkingami". O takie właśnie warunki prosi prywatna osoba. Zostaną wydane, jeśli architekci z magistratu stwierdzą, że bloki będą w tym przypadku "dobrym sąsiadem". A stwierdzić to można na podstawie analizy otoczenia. Mieszkańcy uważają, że musi działać w imieniu któregoś z miejscowych deweloperów, który na razie nie chce jeszcze się ujawniać.

Ich zdaniem Sokola to nie miejsce na bloki. A po drugie nie jest w ogóle w stanie przyjąć tak dużego ruchu samochodowego.

- To wąska uliczka, już dziś są problemy, gdy mają wyminąć się dwa samochody. A co będzie, jeśli powstaną tu jeszcze bloki? - zastanawia się pan Marek.

Mieszkańcy dodają, że planując nową zabudowę na pustych działkach należałoby wpuszczać tu tych, którzy chcieliby stawiać szeregówki czy domy jednorodzinne. Nie zaś wielorodzinne, których nigdy tu zresztą nie było.

Podobnego zdania jest architekt Mirosław Siemionow, prezes białostockiego oddziału Stowarzyszenia Architektów Polskich.

- W praktyce interpretacja dobrego sąsiedztwa jest zazwyczaj sprzeczna z dobrym sąsiedztwem. Powoduje to, że obok domów jednorodzinnych powstają wielorodzinne. A naturalne jest, że obok zabudowy jednorodzinnej może pojawić się szeregowa, natomiast wielorodzinna dopiero za pewną izolacją, jak ulica. W ogóle wydawanie warunków zabudowy jest sprzeczne z istotą planowania. Decyzje te mogą być przecież niezgodne ze studium zagospodarowania przestrzennego [na jego podstawie powstają dopiero plany, które ze studium muszą być już zgodne, natomiast ustawa o planowaniu przestrzennym nie mówi, że warunki zabudowy muszą odpowiadać zapisom ze studium - red]. Cóż. Można tylko ubolewać, że w taki sposób kształtowane jest nasze miasto.

Zresztą nie jest to pierwszy tego typu przypadek. Weźmy Bojary, gdzie bloki wyrosły między niską, drewnianą zabudową. Osiedle Skorupy, gdzie zaczyna się lokować jeden z deweloperów. Podobnie miało też być na starym osiedlu wzdłuż ulicy Bema. Tu w porę - po licznych tekstach na łamach "Gazety" - udało się doprowadzić do tego, by zaczął powstawać plan na te okolice.

Wiceprezydent Adam Poliński, który nadzoruje działania urbanistów mówi, że nie słyszał jeszcze o sprawie z Dojlid.

- Ale jeżeli zostanie wydana decyzja o warunkach zabudowy, to na pewno zgodnie z prawem - zastrzega.

Pytany już o to, jaka zabudowa byłaby w tym miejscu, najlepszą odpowiada: - Z planistycznego punktu widzenia powinna się tam pojawić zabudowa jednorodzinna.

Zaraz jednak dodaje: - Ale nie mamy tego obszaru wśród priorytetowych w najbliższym czasie. Były jednak przecież takie przypadki, że na sesję kierowaliśmy projekt uchwały intencyjnej, by rozpocząć prace nad planem, jeśli pojawiają się próby wprowadzenia na jakiś obszar zabudowy niezgodnej ze studium - komentuje Poliński.

Czy tak się stanie w tym przypadku? Poliński: - Muszę zapoznać się z tą sprawą.