U dewelopera jak w warzywniaku

To, że kryzys trochę odpuścił, widać najlepiej w biurach deweloperów. Wiele osób znowu ma szansę na otrzymanie kredytu. Większość szuka jednak małego metrażu, którego na rynku brakuje. O swoich kłopotach ze znalezieniem mieszkania opowiada czytelniczka ?Metra?


Wyobrażałam sobie, że oglądanie z narzeczonym przyszłego gniazdka to będzie sama przyjemność. Mamy małą kawalerkę, ale latem bierzemy ślub i pomyśleliśmy, że to najlepszy moment na kupienie czegoś większego. Tym bardziej że kryzys odpuszcza i mamy szansę na kredyt. Poza tym za chwilę ceny mogą znowu poszybować w górę. Okazało się, że tak jak my pomyślało mnóstwo warszawiaków.

Szukamy dwupokojowego mieszkania, około pięćdziesięciu metrów kwadratowych, do 430 tysięcy złotych. Chcemy, żeby było nowe. Od początku wiedzieliśmy, że nie stać nas na Żoliborz, Mokotów ani Wolę. Nie przypuszczaliśmy jednak, że nie stać nas prawie na nic w tym metrażu w stolicy. Zaczęliśmy od Pragi-Południe, gdzie teraz mieszkamy. Wyszukaliśmy oferty w sieci i poszliśmy do biura dewelopera. Tam pierwszy szok. Pracownik inwestora spojrzał na nas z politowaniem, poinformował, że ogłoszenie, które jeszcze dzień wcześniej było aktualne, teraz już nie jest. "Tu jest jak w warzywniaku" - usłyszeliśmy. "Ludzie wchodzą, kupują i wychodzą. Trzeba się szybko decydować". Podłamaliśmy się jeszcze bardziej, gdy do biura weszła inna para, która dwa dni wcześniej umówiła się na oglądanie jednego z mieszkań. Usłyszeli, że właśnie się sprzedało. Kiedy zaczęli się burzyć i tłumaczyć, że przecież byli umówieni, szybko sprowadzono ich na ziemię: "Trzeba było rezerwować".

Obejrzeliśmy do tej pory kilkanaście mieszkań. Wymarzoną Pragę musieliśmy sobie darować. Jeździliśmy do Rembertowa, Ursusa, do Wawra i na Targówek. Poszukiwania utrudnia fakt, że możemy oglądać głównie w soboty, bo oboje pracujemy, a popołudniami w mieszkaniach, które są w jeszcze budowanych inwestycjach, jest ciemno. Nie znaczy to jednak, że w weekend da się wszystko zobaczyć. Kiedy wybraliśmy się do dwupoziomowego lokalu, okazało się, że niestety nie zobaczymy góry. Nie było jeszcze schodów, a pośrednik oznajmił, że z drabiną będzie problem, więc drugi poziom musimy sobie po prostu wyobrazić. Na razie tylko jedno mieszkanie odpowiadało naszym wymaganiom. Nie wierzyłam własnym oczom, kiedy zobaczyłam wymarzony rozkład i usłyszałam przystępną cenę. Moje szczęście minęło, gdy wyjrzałam przez okno salonu i zobaczyłam tory kolejowe.

Jeśli ktoś wyobraża sobie, że spotka się z zachwalaniem mieszkań przez dewelopera, to się bardzo myli. Nas nikt do niczego nie przekonywał. Byliśmy traktowani raczej jak zło konieczne. Chętnych na małe metraże jest tak wielu, że deweloperzy nie muszą w żaden sposób reklamować swoich lokali.

Dziś odpuściliśmy sobie szukanie mieszkania w Warszawie i coraz poważniej myślimy o Ząbkach. Tu za metr musielibyśmy zapłacić od 8 do 8,5 tys. złotych, tam około 7 tys. Oczywiście taniej by było, gdybyśmy kupili dziurę w ziemi, ale nie chcemy czekać na mieszkanie dwa, trzy lata. Trochę się boję dojazdów, ale czuję, że nie będę miała innego wyjścia.







W podobnej sytuacji jak czytelniczka "Metra" jest 76 proc. poszukujących mieszkania. Z najnowszego raportu firmy Home Broker wynika, że tyle osób poszukuje maksymalnie dwupokojowego lokalu. Wśród najbardziej pożądanych są mieszkania o metrażu 35 - 40 mkw., ale też 3-pokojowe do 55 mkw., głównie w nowym budownictwie. Z badań wynika też, że deweloperzy reagują na te potrzeby. W ubiegłym roku przeciętna powierzchnia oddawanych przez ich lokali spadła średnio o 2 mkw. Część z nich dokonała zmian już na etapie budowy, dzieląc duże mieszkanie na kilka mniejszych.

- Jeden z deweloperów, który dopiero za kilka miesięcy będzie oddawać mieszkania w Warszawie, pod koniec zeszłego roku zdecydował się podzielić 100-metrowe mieszkania i sprzedał już prawie wszystkie - mówi Włodzimierz Wielogórski, specjalista ds. rynku pierwotnego w Home Broker. - Nie jest to jednak zjawisko masowe. Wielu deweloperów liczy na to, że sprzeda w końcu lokale o większym metrażu i nie chce zdecydować się na podział - dodaje.