Podejdź no do płota! Nielegalna samowola budowlana

Sąsiad postawił nielegalnie dom na ziemi sąsiada. Minęło 15 lat, a dom nadal stoi. Mimo nakazu rozbiórki
Inżynier Mieczysław Ołtarzewski z Grodziska Mazowieckiego miał wtedy 39 lat. Dziś ma 54 i siwe włosy. Zgromadził ponad 3 tys. stron dokumentów z sądów i urzędów. - Mam nawet specjalny rejestr w komputerze, bo inaczej bym się pogubił - rozkłada ręce.

Na prawników, dojazdy, telefony wydał 50 tys. zł. Drukując pisma, odwołania i pozwy, zakatował trzy drukarki. Dlaczego?

15 lat temu Remigiusz Z., sąsiad pana Mieczysława, postanowił wymienić dzielące obie posesje ogrodzenie ze stalowej siatki na metalowych słupach. Jak twierdził: "Rdza z niego płatami spada i obrzydliwie wygląda". - Sąsiad, nie martw się - powiedział - ja koszta i robociznę biorę na siebie.

Zamiast wymieniać płot, zaczął jednak rozbudowywać dom. Do starego budynku dodał piętro i poddasze - z 50 m kw. zrobiło się 200.

Kiedy ktoś pytał o pozwolenia, pan Remigiusz machał plikiem dokumentów i mówił, że jest OK. W grudniu 1996 r. pan Mieczysław miał dość hałasu i bałaganu. I sąsiada też. - Wiele razy prosiłem go o pokazanie pozwoleń, uprzedzałem, że pójdę do urzędu, a on w odpowiedzi zagroził mi, że jak dalej się będę sprawą interesował, to mi mordę obije.

Ołtarzewski ubrał się więc w garnitur i poszedł do gminy. 31 grudnia 1996 r. przyszedł do niego sam naczelnik lokalnego wydziału architektury. I stwierdził, że Remigiusz Z. zbudował wszystko bez pozwolenia. Wymieniając płot, przesunął też na swoją korzyść granicę działki. O 10 m kw.

"Prosta sprawa" - pomyślał naiwnie Ołtarzewski.

Przez kilkanaście lat pomiędzy powiatowym a wojewódzkim inspektorem nadzoru budowlanego oraz sądami administracyjnymi wędrowały stosowne dokumenty. Obie strony złożyły ponad 20 odwołań. Pan Z. cały czas chciał, żeby samowoli nie rozbierać. Pan Mieczysław - żeby rozebrać.

Dziś Remigiusz Z. przyznaje, że zgrzeszył. Ale sam uważa się za ofiarę urzędników, którzy zdążyli od niego nawet pobrać specjalną opłatę legalizującą samowolę - 30 tys. zł.

Połączone siły sądów i administracji w październiku ub.r. w końcu prawomocnie stwierdziły, że całą samowolkę trzeba rozebrać. Stało się to - o ironio! - tuż przed 13. rocznicą pierwszej wizyty naczelnika wydziału architektury.

W połowie grudnia ub.r. urzędnik z nadzoru budowlanego znów odwiedził Ołtarzewskiego. Obejrzał działkę i stwierdził, że sąsiad nie wykonał jeszcze obowiązku rozbiórki. Zgodnie z prawem może nałożyć na Z. grzywnę.

Kiedy rozbiórka? - Jak źle pójdzie, to za kilka lat - wzdycha Ołtarzewski.

Jacek Świeca, radca prawny z kancelarii Kalwas i wspólnicy, tempem prowadzenia sprawy przez sądy i urzędy specjalnie zdziwiony nie jest: - Niestety, polskie sądownictwo cechuje przewlekłość postępowania, szczególnie w sprawach gospodarczych, albo, jak tutaj, administracyjnych.

Prof. Witold Orłowski, ekonomista, dodaje, że jeżeli chodzi o tempo rozstrzygania spraw w sądach, Polska jest ewenementem wśród krajów, które można uznawać za rozwinięte.

Politycy? Obiecują poprawę. - Dziś odszkodowania za szkody spowodowane błędami, zaniechaniami urzędników są śmiesznie niskie. Skutek? Nikt się nimi nie przejmuje. Chcemy w PO spowodować, że odszkodowania będą stosowne do szkody - obiecuje Adam Szejnfeld, były wiceminister gospodarki, członek specjalnego zespołu ekspertów przy Klubie Parlamentarnym Platformy Obywatelskiej zajmującego się m.in. odbiurokratyzowaniem gospodarki.

Zadzwoniliśmy do lokalnego nadzoru budowlanego z pytaniem, czy kilkanaście lat na załatwienie prostej sprawy to aby nie za długo. Urzędnik (nie chciał się przedstawić) odpowiedział: - Gdybyśmy byli opieszali, sprawa nie trwałaby tak długo, jak trwała.

"Gazeta": - Nie rozumiemy???

Urzędnik: - Telefon nie jest narzędziem urzędniczym. Rozmowa zakończona. Proszę o pytania na piśmie.

Wysłaliśmy. Odpowiedź przyszła listem poleconym.

"Wyrażając swoją opinię co do przewlekłości prowadzonych postępowań, pozwolę sobie zwrócić uwagę na brak stabilności prawa budowlanego. Ustawa od daty jej uchwalenie, tj. 7 lipca 1994 r., była nowelizowana kilkanaście razy" - pisze Jarosław Roszczypała, inspektor nadzoru budowlanego w powiecie grodziskim.

Według raportu NIK z maja ub.r. ów inspektorat należy do najgorszych w kraju, jeśli chodzi o radzenie sobie z samowolami budowlanymi. Wynagrodzenia są w nim zaś najwyższe spośród 23 badanych powiatów - kontroler dostaje średnio 6 tys. zł miesięcznie.