Amerykanie kupują domy, giełdy się cieszą

Liczba umów kupna używanych domów w USA wzrosła najbardziej od siedmiu lat. Te wieści podgrzały nastroje na giełdach akcji. Indeksy w Warszawie znalazły się najwyżej od połowy października. W dwa dni WIG20 zarobił aż 9 proc.!
Spragnieni końca bessy inwestorzy giełdowi wypatrują symptomów ożywienia gospodarki światowej. Wczoraj dostali to, na co czekali. Z opublikowanych po południu danych Narodowego Stowarzyszenia Pośredników Nieruchomości (NAR) wynika, że powoli mija załamanie na amerykańskim rynku nieruchomości, od którego rozpoczął się kryzys finansowy na świecie.

W marcu liczba zawartych umów na sprzedaż używanych domów wzrosła o 3,2 proc. w stosunku do poprzedniego miesiąca, w kwietniu już o 6,7 proc., czyli najwięcej od października 2001 r. Tymczasem ekonomiści ankietowani przez Reutersa spodziewali się wzrostu na poziomie ledwie 0,5 proc. - Jeśli Amerykanie zaczynają kupować używane domy, to wkrótce może wzrośnie popyt na nowe. I zacznie się ożywienie w budownictwie, a ono nakręci koniunkturę w całej gospodarce - marzą analitycy.

- Dane dotyczą umów przedwstępnych, ale oznaczają, że faktyczna sprzedaż domów powinna rosnąć w kolejnych dwóch miesiącach - uważa Joshua Shapiro, ekonomista MFR Inc. Zdaniem Jennifer Lee, ekonomistki BMO Capital Markets, może być to kolejnym pozytywnym sygnałem, że rynek nieruchomości odbija się od dna. - Gdyby jeszcze tylko przestały spadać ceny domów... - dodaje.

Zdaniem ekonomisty NAR Lawrence'a Yun'a na wzrost wpływ miał m.in. nowy rządowy program, który przewiduje ulgi podatkowe (nawet 8 tys. dol.) dla osób, które kupują dom po raz pierwszy.

Dobre informacje zza oceanu pozytywnie wpłynęły na giełdy na całym świecie. W Europie po godzinie 16 niemiecki DAX i francuski CAC40 wyszły nawet na lekki plus.

Znacznie lepiej sobie radziły giełdy rynków wschodzących. WIG20 zyskał aż 2,7 proc. A pamiętajmy, że w poniedziałek wzrósł aż o 6,3 proc. Wtorkową sesję indeks największych spółek kończył na poziomie 1969 pkt nienotowanym od połowy października! Nieźle sobie radziły też giełdy w Pradze i Budapeszcie, na których główne indeksy PX50 i BUX zyskały odpowiednio 1,1 i 4,5 proc.

Inwestorów zachęca do kupowania akcji nie tylko nadzieja, że gospodarka światowa najgorsze ma za sobą, ale i wzrost cen surowców. Notowania ropy naftowej zbliżają się już do 69 dol. za baryłkę. To pompuje ceny akcji koncernów paliwowych i pomaga indeksom giełdowym. Poza tym drożejące surowce to sygnał, że inwestorzy spodziewają się wzrostu popytu na nie, a więc i końca recesji.

Kapitał płynie na giełdy także wraz ze słabnięciem kursu dolara. Zielona waluta nie jest w cenie, bo amerykańskie władze drukują dolary, by sfinansować plany pomocowe dla gospodarki. Za jedno euro na giełdach walutowych płaci się już 1,43 dol. A zdaniem Roelofa van den Akkera, analityka banku ING, cena euro może w najbliższych dniach dojść nawet do 1,45 dolara. Słaby dolar powoduje odpływ inwestorów od bezpiecznych amerykańskich obligacji i kapitał wędruje na rynki akcji.