Nie wiadomo, kto i jak skorzysta z pomocy w spłacie kredytów

Nie tylko rząd, ale także posłowie chcą pomóc bezrobotnym w spłacie kredytu mieszkaniowego. Sęk w tym, że w Sejmie może dojść do kłótni, czyje pomysły są lepsze
Na razie spierają się ministrowie. W marcu minister w kancelarii premiera Michał Boni zapowiadał, że pomoc w spłacie kredytu (maksymalnie 1200 zł miesięcznie) obejmie także rodziny, w których pracę straciłoby tylko jedno z małżonków. I nie miałoby znaczenia, ile zarabia drugie. Mieszkanie kupione na kredyt musiałoby być ich wspólną własnością.

Tymczasem szefowa resortu pracy Jolanta Fedak poinformowała w poniedziałek, że w przypadku rodzin pomoc będzie udzielana tylko, gdy obydwoje małżonkowie będą bez pracy. W środę ripostował Boni. - Nie będziemy badali stanu majątkowego, nie będziemy patrzeć, kto w rodzinie pracuje, a kto nie - zapewnił w Radiu TOK FM.

Według niego sprawa dojrzała już do decyzji rządu. Ten podejmie ją najpewniej 19 czerwca. Projekt ustawy pójdzie do Sejmu szybką ścieżką legislacyjną.

Jednak tu zderzy się z kontrpropozycjami posłów. W czasie wczorajszego Kongresu Budownictwa Polskiego dwaj wiceprzewodniczący sejmowej komisji infrastruktury - Janusz Piechociński (PSL) i Wiesław Szczepański (Lewica) - zapowiedzieli modyfikację rozwiązań rządowych. Np. Piechociński nie chce angażować Funduszu Pracy i powiatowych urzędów pracy - one miałyby podejmować decyzję o przyznaniu pomocy. Następnie Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) przelałby dopłatę na konto banku, w którym bezrobotny zaciągnął kredyt. Gotówka na ten cel pochodziłaby z Funduszu Pracy.

Piechociński uważa, że taniej będzie zlecić to zadanie Krajowemu Funduszowi Mieszkaniowemu (KFM) przy BGK. Ten spłacałby przez 12 miesięcy same odsetki. Bank, który w imieniu swojego klienta wystąpiłby do KFM o pomoc, musiałby zawiesić spłatę rat kapitałowych. Oczywiście - podobnie jak w projekcie rządowym - pomoc trzeba byłoby zwrócić.

A jeśli kredytobiorca nie odzyska zdolności kredytowej przez rok? Pomoc byłaby przedłużana. Plan Piechocińskiego zakłada, że po dwóch latach KFM wziąłby na siebie obsługę całego kredytu (i przejąłby lokal). Dotychczasowy kredytobiorca stałby się najemcą. Jego udział własny i wpłaty rat byłyby zaliczane na poczet czynszu. Lokatorowi przysługiwałoby jednak prawo pierwokupu mieszkania na rynkowych zasadach.